Św. Maksymilian Maria Kolbe

krótki życiorys naszego patrona diecezji
14 sierpnia

       Święty Maksymilian Maria Kolbe to jeden z najbardziej znanych polskich świętych na świecie, a zarazem patron diecezji bielsko-żywieckiej.
        Urodził się w 1884 roku w Zduńskiej Woli. Gdy miał dwanaście lat, objawiła się mu Matka Boska z dwoma koronami: czerwoną (męczeństwo) i białą  (czystość), a młody Rajmund (bo takie imię otrzymał na chrzcie) wybrał obie. Już wiedział , kim zostanie. Postanowił wstąpić do zakonu. (Podobnie postąpili jego dwaj bracia). Został franciszkaninem i w 1918 roku otrzymał święcenia kapłańskie.
       Ojciec Maksymilian był człowiekiem wykształconym i swoją wiedzą dzielił się  z innymi. Jako wielki czciciel Maryi założył koło Warszawy klasztor w Niepokalanowie. Zaczął wydawać Rycerza Niepokalanej (katolickie pismo popularne do dziś) i Mały Dziennik. Pragnął też, aby dobrą nowinę o Jezusie i Maryi poznali ci, co jeszcze o niej nie słyszeli. Wyjechał na misje do Japonii. Tam również w pobliżu Nagasaki wybudował klasztor (cudem ocalał po zrzuceniu bomby atomowej). Wielu Japończyków przekonało się do człowieka z długą brodą, zaakceptowało nauki, jakie głosił i przyjęło chrzest
         Ojciec Maksymilian miał dar zjednywania sobie ludzi. Był cichy i spokojny, mówił niewiele, ale o Maryi i swoim dziele mógł opowiadać godzinami, a jego twarz jaśniała, bił z niej jakiś niecodzienny blask. Tak opowiadali o nim , ci co go znali.
         Wybuchła II wojna światowa. Hitlerowcy więzili franciszkanina na Pawiaku, potem odesłano go do Oświęcimia. Ojciec Maksymilian dokonał niesamowitego czynu, który zaskoczył  Niemców. Poszedł na głodową śmierć dobrowolnie za człowieka, który miał rodzinę. Pokazał  do czego jest zdolny prawdziwy wyznawca Jezusa. A hitlerowcom udowodnił, że jednak nie wszystkich więźniów pozbawili ludzkich zachowań.
         Kolbe odszedł w wieku 47 lat. Spełniła się przepowiednia, zdobył koronę męczeńską, został świętym. Jego kanonizacji dokonał (teraz też święty) Jan Paweł II w 1982 roku. Na uroczystości był obecny i nie krył wzruszenia Franciszek Gajowniczek, ten za którego niezwyciężony rycerz Maryi oddał życie.