KĄCIK DLA NAJMŁODSZYCH

Jeden kochający Bóg. Trójca Święta.

Jedno serce, w którym są trzy buzie, oznacza Pana Boga.

Serce jest jedno, bo Pan Bóg jest tylko jeden.

On kocha Cię tak bardzo, jak nikt inny nie potrafi Cię kochać.

Serce oznacza Jego ogromną miłość.

Bóg jest miłością.

Ale dlaczego w sercu są trzy buzie?

Bo Pan Bóg jest rodziną, którą nazywamy Trójcą Świętą lub Trójcą Przenajświętszą.

Trzy buzie oznaczają trzy Osoby Boskie.

Te trzy Osoby Boskie nazywają się: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty.

* *

Trzy Osoby Trójcy Świętej bardzo kochają Ciebie i wszystkich ludzi.

* * *

Trzy Osoby Boskie Trójcy Świętej wymieniamy, gdy się żegnamy, czyli robimy znak krzyża.

Gdy czynimy znak krzyża i mówimy: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen”.




Opowiadania dla ducha

O tym, jak morze opowiada o Bogu

Jan, o którym mowa, żył w Holandii w wieku XIV. Jest to nadmorski kraj, w dodatku zupełnie płaski. W tamtych czasach mieszkali w nimi prości, dobrzy ludzie, którzy zajmowali się uprawianiem małych pole­tek. Nie byli bogaci, ale za to serdeczni i przyjaźni.

Ale pewnego dnia Jan odszedł od ludzi. Chciał być sam, by rozmawiać z samym tylko Bogiem. Dlatego szukał samotności. W Holandii najbardziej odludnie jest nad samym morzem. Nikt nie chciał bowiem mieszkać w pobliżu tam oddzielających płaskie wybrzeże od groźnego morza. Wieją tam nieustannie potężne wiatry, a czasem – podczas sztormu – fale przelewają się przez zaporę, zalewając pobliską ziemię.

To właśnie miejsce wybrał Jan i tu zamieszkał w zbu­dowanym przez siebie skromnym szałasie.

Ludzi zdumiewał styl życia Jana. Czasem ten czy ów szedł go odwiedzić i porozmawiać z nim.

Raz kilku z nich wybrało się razem, by zapytać go wprost, co właściwie robi na tym odludziu i dlaczego mieszka właśnie tutaj, samotnie, a nie z nimi, we wsi.

– Szukam Boga, a tu jestem blisko Niego. Tutaj mogę spokojnie o Nim myśleć – odpowiedział zapytany Jan.

– Ale my też spotykamy się z Bogiem! W naszym kościele mamy nawet Jego obrazy! – mówili mieszkańcy pobliskiej osady.

– Ja także mam tu Jego obraz – mówił z przekona­niem Jan.

– Gdzie? Pokaż! – prosili.

Wtedy Jan zabrał ich na tamę. Gdy stanęli na górze, wskazał im morze. Rozciągało się przed nimi spokojne i bezkresne.

– Spójrzcie, to jest mój obraz Boga! To jest Ojciec, który jest nieskończenie wielki i niepojęty jak to morze!

Ludzie stali długą chwilę pogrążeni w milczeniu.

– Tak, masz rację – odezwał się w końcu jeden z nich. – Ale my mamy jeszcze obrazy przedstawiające Jezusa. Niedawno zawiesiliśmy w kościele piękny, nowy obraz przedstawiający Naszego Pana. Zdobi teraz ścianę na­szej świątyni. Widzimy go i możemy się do niego modlić. A ty, Janie? Ty nie masz tutaj żadnego obrazu Jezusa!

– Jeśli poczekacie do wieczora, pokażę wam również obraz Jezusa – powiedział Jan i ruszył z powrotem do swego szałasu.

Ludzie zdecydowali się, że zaczekają do zmierzchu. Dzieci bawiły się na brzegu, a dorośli gawędzili. Ale wzrok ich raz po raz wędrował w dal, błąkając się po morzu, które teraz stało się dla nich obrazem Boga Ojca.

Gdy nastał wieczór, otoczyli chatkę pustelnika.

– Pokaż nam swój obraz Jezusa, jak obiecałeś.

On zabrał ich znowu na to samo miejsce co poprze­dnio. Lecz morze było inne niż przedtem. Zmieniło swą postać. Stało się niespokojne. Nadchodził bowiem czas przypływu. Z każdą chwilą kipiel morska rosła i rosła, woda zaś podnosiła się wyżej i wyżej. Fale, jedna za drugą, zaczęły przelewać się przez zaporę, ciskając na stojących swą pianę. Tamy nie były szczelnie zamknięte i woda przeciekała przez nie, zalewając plażę. Wkrótce wszystko było wokół ukryte pod warstwą wody.

Jan wtedy powiedział:

– Teraz morze nie jest już dla nas czymś dalekim. Bezkresne morze posłało do nas swe fale. Wszędzie tam, dokąd one dotarły, znalazła się teraz woda. Podobnie jest z Bogiem. Ojciec posyła do nas swego Syna, a On zachodzi do każdego miejsca na ziemi. Nikogo nie omija na swej drodze, każdemu wychodzi naprzeciw.

Tak, wszyscy dobrze zrozumieli obraz Jezusa, który pokazał im Jan. Bo rzeczywiście, do każdego człowieka Syn Boży znajduje drogę, puka do każdych drzwi, chce spotkać się z każdym człowiekiem…

Jeden z nich miał jednak jeszcze jakieś pytanie.

– Janie, czy masz tu także obraz Ducha Świętego? Jan roześmiał się, bo oto właśnie znowu w morzu zaczął się ruch. Przypływ osiągnął już swój punkt szczytowy i morze z wolna zaczęło się cofać.

– Spójrzcie tylko na to, co się dzieje! – powiedział. – Woda cofa się. Patrzcie, jak niesie ze sobą liście, kawałki drewna, źdźbła traw. Wszystko, co napotkały morskie fale, zabierane jest teraz do bezkresnego morza. To właśnie czyni Duch Święty. On bierze w posiadanie wszystkich, którzy spotkali Jezusa i prowadzi ich z po­wrotem do swego Ojca.

Jozef Osterwalder