KĄCIK DLA NAJMŁODSZYCH

Męczennik Eucharystii – św. Tarsycjusz

 Żył na początku III wieku, w Rzymie – w trudnym czasie, gdy chrześcijanie byli prześladowani za wiarę. Był to czas, gdy wiara w Chrystusa zaczynała się dopiero szerzyć, dlatego dla niektórych było to coś nowego i tym samym niezrozumiałego.
Był młodym Rzymianinem, akolitą. Posługa akolity była wtedy jednym ze święceń niższych, które dawało prawo klerykom usługiwania do Mszy św., a więc pełnienia tej zaszczytnej funkcji, którą obecnie sprawują ministranci. Tarsycjusz podejmował się niebezpiecznej misji przynoszenia Komunii św. więźniom oczekującym na śmierć. Pewnego dnia, gdy jak zwykle niósł na sercu Wiatyk do więzienia, napotkał gromadkę chłopców bawiących się na jednym z licznych placów rzymskich. Pogańscy chłopcy zainteresowali się, co on z taką troskliwością trzyma przy piersi i koniecznie chcieli go wciągnąć do zabawy, aby odkryć jego tajemnicę. Tarsycjusz zaczął uciekać nie chcąc narazić Najświętszego Sakramentu na znieważenie. Oni jednak dogonili go, przewrócili na ziemię, zaczęli kopać, bić i rzucać w niego kamieniami. Pobitego chłopca uratował przechodzący człowiek – rzymski żołnierz, który także był chrześcijaninem. Zaniósł go do domu, ale – niestety – wkrótce Tarsycjusz zmarł. Najświętszy Sakrament został odniesiony do kapłana.




OPOWIADANIA DLA DUCHA

Bóg zamieszkuje pośród nas

Jak ludzie zapomnieli o Bogu

            Kiedyś, dawno temu było sobie zupełnie małe mias­teczko. Nie różniło się niczym od innych, tyle że jego mieszkańcy byli strasznie zapominalscy. Dzieci zapomi­nały, by odrabiać zadania domowe. Kierownik stacji kolejowej zapominał o wpuszczaniu pociągów na peron. Tata zapominał, aby zdejmować buty, gdy kładł się wieczorem do łóżka. Nieustannie zapominano o wielu rzeczach, nawet tych bardzo ważnych.

            Zdarzyło się, że pewnego dnia ludzie zapomnieli tam o Bogu. Wieża kościelna pozostała bowiem zamknięta, a kościelny nie ciągnął już w dzwonnicy za sznur, by przypominać mieszkańcom o Aniele Pańskim czy o wie­czornych nieszporach. Dzwony w ogóle przestały dzwo­nić. Nikt zatem nie pamiętał o chodzeniu do kościoła. Nikt się też nie modlił.

Aż jednego poniedziałku nauczyciel zapytał dzieci: – Dlaczego nie przyszłyście wczoraj do szkoły? Dzieci roześmiały się. Co za pytanie!

– Wczoraj była przecież niedziela, więc mieliśmy wolne! – odpowiedziały rozbawione.

– Coś podobnego! – dziwił się pedagog. – Ale wciąż nie rozumiem, dlaczego wolne miałyście akurat wczoraj?

            Uczniowie zrobili głupie miny. Zapomnieli o Bogu. Skąd więc mogli wiedzieć, dlaczego niedziela jest dniem wolnym od zajęć szkolnych?

Wkrótce nadeszło Boże Narodzenie. Hucznie je świę­towano. Na choinkach ludzie powiesili kolorowe lam­piony i girlandy. A w wieczór wigilijny bawiono się i hałasowano jak w zapusty. Tylko dzieci pytały, po co są świeczki na choinkę. Niestety, nikt nie znał odpowiedzi, gdyż nikt nie pamiętał już o Bogu… Nagle burmistrz krzyknął na całe gardło:

– Ten plakat trzeba natychmiast usunąć! Kto ośmielił się powiesić tutaj tę fotografię z wychudzonym, głod­nym dzieckiem? To szpeci nasze piękne miasto!

– Tak, rzeczywiście – potwierdził skwapliwie urzęd­nik z ratusza.

On też całkiem zapomniał o Bogu. Nie pamiętał już, że ten plakat miał wszystkim przypominać o chrześcijańskiej powinności dzielenia się z potrzebującymi. Szybko zaklejono więc wszystkie te plakaty barwnymi reklamami czekolady. Niedługo potem pokłócili się ze sobą dwaj koledzy. Obrzucali się nawzajem wyzwiskami i przekleństwami. W gniewie krzyczeli na siebie tak zapamiętale, że aż zrobiło się im gorąco. „Straciłem już na zawsze przyjaciela”, myślał następ­nego ranka jeden z nich. I było mu bardzo smutno. Także i on zapomniał o Bogu.

Nie wiedział, że po kłótni znowu może być dobrze, że można się przeprosić i pogodzić.

Szare i monotonne stało się życie małego miasteczka. Ludzie stali się głośni i kłótliwi.

– Wydaje mi się, że o czymś zapomnieliśmy – w koń­cu niektórzy zaczęli mówić. – Chyba zapomnieliśmy o czymś bardzo ważnym. Ale o czym?

            Pewnego dnia nad dachami domów powiał silny wiatr, tak mocny, że poruszył dzwony podwieszone na kościelnej wieży. I dzwony zaczęły śpiewać. A ludzie zatrzymali się i – po raz pierwszy od bardzo dawna – spojrzeli w górę.

Wtem ktoś z nich krzyknął:

– Już wiem, o czym zapomnieliśmy! O Bogu!

Pouczenie

Wcale nie jest najważniejsze to, czy ktoś często, czy też nie, ma na ustach słowo Bóg. Pamiętać o Bogu oznacza dużo więcej. Znaczy: Zawsze czynić to, czego Bóg od nas oczekuje.




O kluczu do serca

            W pewne sierpniowe popołudnie słońce stało jeszcze wysoko na niebie. Mama Jasia przygotowywała w domu ciasto na kolację. Z garażu dobiegały odgłosy stukania. Na podwórku mały Jaś grał w piłkę.

            W pewnej chwili porzucił zabawę i wszedł do garażu. W środku naprawiał samochód jego tata, który był chirurgiem.

            Tato, co robisz? – Zapytał Jaś.

            Naprawiam samochód. Czy mógłbyś podać mi klucz?

            – Czy dziś w pracy też kogoś naprawiałeś?

            – Tak, miałem poważną operację.

            – A jaką?

            – Pewien starszy pan był chory na serce i musiałem wstawić mu rozrusznik.

            – A czy do naprawy serca też używasz kluczy?

            – Nie, synku, do operacji używam narzędzi chirurgicznych.

            – Czy to znaczy, że nie ma klucza do serca?

            – Jest synku, ale to zupełnie inny rodzaj klucza.

            – A jaki? – Zniecierpliwił się Jaś.

            – Widzisz, kluczem do ludzkiego serca nie jest mądrość ani wiedza, lecz miłość.

Jezus ma taki klucz do twojego serca

Marcin Melon




Jak pachnie Bóg?

Wkrótce po narodzinach braciszka mała Sachi poprosiła rodziców, by pozwolili jej pozostać sam na sam z bobasem.

            Rodzice obawiali się, że dziewczynka, jak większość czterolatków, czuje się zazdrosna i może uderzyć lub wytarmosić maleństwo, toteż się nie zgodzili.

            Sachi jednak nie okazywała najmniejszych oznak zawiści. Opiekowała się czule niemowlakiem, a jej nalegania, by pozostawiono ją samą z braciszkiem nasiliły się. Rodzice postanowili więc pozwolić jej z nim zostać. Wniebowzięta z radości udała się zaraz do pokoju brata i zamknęła za sobą drzwi. Uchyliły się jednak troszeczkę – dość, by zaintrygowani rodzice mogli zajrzeć do środka i podsłuchać. Zobaczyli, jak Sachi podchodzi cichutko do łóżeczka brata, nachyla się nisko nad jego twarzyczką i szepcze:

            – Malutki, powiedz mi, jak pachnie Bóg. Zaczynam zapominać…

Dan Millman