KĄCIK DLA NAJMŁODSZYCH

Przy Bożym stole.

Opowieść o trzech braciach

Pewna stara wieśniaczka mieszkała razem ze swymi trzema synami na dużym gospodarstwie. Miała wiele ziemi. Dość, by wszyscy bracia mogli żyć dostatnio. Jej synowie byli mężczyznami dobrze zbudowanymi i silnymi, ale też bardzo gwałtownymi i skorymi do kłótni. Serca jednak mieli naprawdę dobre.

Gdy matka bardzo się już postarzała, powiedzieli:

– Mamo, zrób wszystko, byś wyzdrowiała. Bo jak długo jesteś z nami, w domu panuje zgoda.

– Nie będę mogła zawsze być z wami – powiedziała ze smutkiem staruszka. – Niedługo już trzeba mi będzie umrzeć.

– To daj nam coś, co pozwoliłoby nam zachować pokój – poprosili synowie.

Stara kobieta nie odzywała się długi czas. Milczała pogrążona w zadumie. Aż wreszcie wymyśliła.

Napisała każdemu synowi osobny list. W nim wyznaczyła każdemu granice ziemi, którą winien uprawiać. „Czy to jednak wystarczy?” – myślała – „Czy mimo wszystko nie dojdzie do kłótni?”

Kobieta zastanawiała się więc dalej. I gdy tak leżała na łożu śmierci, przywołała raz jeszcze swych synów. Gdy podeszli, wzięła bochenek chleba i drżącymi rękoma podzieliła go na trzy części.

– Jedzcie – zdążyła jeszcze wyszeptać.

Po czym zamknęła oczy i umarła.

Bracia jedli matczyny chleb, mokry od łez ściekających im po zasmuconych twarzach. A potem przykryli ciało zmarłej matki i zaczęli przygotowywać wszystko do pogrzebu.

Niewiele upłynęło czasu, a już wybuchła spora sprzeczka pomiędzy starszymi braćmi. Właśnie najstarszy chciał wyruszyć na swe pole, by orać, kiedy ujrzał już tam pracującego brata.

– Co robisz na mym polu? – wrzasnął rozwścieczony. – To moje pole! – odkrzyknął drugi.

I doszłoby do bójki, gdyby nie przechodził nieopodal najmłodszy z braci.

– Przestańcie – powiedział – idźcie do domu i niech każdy przeczyta list, który pozostawiła mu mama. Potem spotkamy się w moim pokoju.

Bracia sapali jeszcze ze złości, ale usłuchali rady i udali się do domu.

Kiedy spotkali się u najmłodszego, nie patrzyli sobie w oczy. Nie chcieli nawet zasiąść do stołu, aby porozmawiać. Ich pięści pozostawały zaciśnięte. Wystarczyłaby mała iskierka, a bójka byłaby gotowa.

Wtedy najmłodszy brat wyciągnął zza pazuchy jakieś zawiniątko. Kiedy odwinął chustę, ukazał się bochen chleba. Przełamał go na trzy części, dając każdemu z braci kawałek. Sam wziął trzecią część i zaczął jeść.

Ociągając się, starsi bracia podnieśli chleb do ust i ugryźli mały kęs. Potem jeszcze jeden. Nagle obu zwaśnionym braciom łzy popłynęły z oczu. Przypomniała im się umierająca matka.

– A teraz raz jeszcze popatrzcie, co napisała mama — rzekł najmłodszy.

Pochylili się razem nad matczynym pismem. Rzeczywiście, znaleźli błąd. Jedno pole było dwa razy wymienione i przyobiecane obydwu braciom.

– Uprawiajmy je tedy wspólnie – powiedzieli i wrócili do pracy. We dwa pługi szybko przeorali całe pole.

Nie rozwiązali jednak tym samym wszystkich problemów. Wciąż na nowo pojawiały się okazje do ostrych waśni. Ale wtedy bracia robili zawsze to samo: zanim dochodziło do sprzeczki, zasiadali razem do stołu. I zanim zaczynali rozpatrywać sporną kwestię, łamali chleb, tak jak wobec nich uczyniła to kiedyś matka…

W kościele Bóg daje nam chleb, byśmy żyli w zgodzie, byśmy się miłowali wzajemnie. Chleb jest znakiem, Że Bóg jest między nami.

– Matka tych trzech braci pozostała z nimi w znaku łamanego chleba, ale Bóg jest jeszcze bardziej obecny wśród nas, kiedy łamiemy chleb. On jest z nami w pełni.




OPOWIADANIA DLA DUCHA

Na jego miejscu

Pewien stary pustelnik Sebastian zwykł modlić się w maleńkim sanktuarium ukrytym w cieniu doliny. Czczono tam krucyfiks, który nosił nazwę „Chrystus miłosierny”. Przybywała tam ludność z całej okolicy, by wypraszać przez niego miłosierdzie i pomoc.

Pewnego dnia również stary Sebastian postanowił zwrócić się o pewną laskę i uklęknąwszy, modlił się:

– Panie, pragnę cierpieć razem z Tobą. Pozwól mi zająć Twoje miejsce. Pragnę zawisnąć na krzyżu.

I trwał tak w ciszy, wpatrzony w krzyż, oczekując odpowiedzi.

Aż nagle Chrystus poruszył ustami i powiedział:

– Przyjacielu, zgadzam się na twoją prośbę, ale pod jednym warunkiem: cokolwiek by się zdarzyło, cokolwiek byś zobaczył, musisz zachować ciszę.

– Obiecuję Ci, Panie.

Nastąpiła zamiana.

Nikt nie poznał, że od tej chwili Sebastian był przytwierdzony do krzyża, podczas gdy Chrystus zajął jego miejsce. Wierni – jak zwykle – zanosili swe błagania, wyrażali dziękczynienia, a on dotrzymując swej obietnicy milczał. Aż pewnego dnia…

Przybył bogacz, modlił się długo, a zakończywszy modlitwę, gdy odchodził, zapomniał zabrać z klęcznika worek pełen złotych monet. Sebastian spostrzegł to, lecz zachował milczenie. Nie odezwał się nawet w godzinę potem, kiedy przybył pewien biedak, zabrał ze sobą worek i wyszedł nie dowierzając swemu wielkiemu szczęściu. Nie otworzył też ust, kiedy uklęknął przed nim pewien młody człowiek, prosząc o opiekę podczas długiej podróży przez morze. Nie wytrzymał jednak, kiedy ujrzał wbiegającego bogacza, który myśląc, że młodzieniec ukradł jego worek ze złotymi monetami, wrzeszczał na całe gardło, by zawezwano straże.

Wtedy Sebastian nie wytrzymał i wydał z siebie straszny krzyk:

– Stójcie!

Wszyscy z lękiem spojrzeli w górę i zobaczyli, że przemawia do nich krucyfiks. Sebastian opowiedział im całe zdarzenie. Bogacz ruszył, co sił w nogach, aby szukać biedaka. Młodzieniec oddalił się w pośpiechu, by nie spóźnić się na statek. Ale kiedy w sanktuarium nie było już nikogo, Chrystus wrócił do Sebastiana z reprymendą.

– Zejdź z krzyża. Nie jesteś godzien zajmować mojego miejsca. Nie umiesz milczeć.

– Ależ Panie, protestował zawstydzony Sebastian. – Czy mógłbym zgodzić się na taką niesprawiedliwość?

– Nie wiedziałeś o tym – odpowiedział Chrystus, że bogacz miał zgubić swój worek, bowiem pragnął użyć pieniędzy w złym celu. Biedny, natomiast, bardzo ich potrzebował. Gdyby młodzieniec został zatrzymany przez straże, nie zdążyłby na statek i ocaliłby swe życie, bowiem w tym momencie jego statek osuwa się na dno głębokiego morza.Wierzę w ciebie. Są to najpiękniejsze słowa, jakie możemy skierować do przyjaciela: „Wierzę w ciebie”. Jest to również najpiękniejsza modlitwa, którą możemy skierować do Boga: „Wierzę w Ciebie”.