Światowy Dzień Ubogich 2020r.

Z orędzia ojca św. Franciszka na IV Dzień Ubogich

“Wyciągnij rękę do ubogiego” (Syr 7, 32). Starożytna mądrość postawiła przed nami te słowa jako uświęcony kodeks do wprowadzania w życie. Brzmią one dziś z całą swoją znaczeniową mocą, pomagając nam skoncentrować wzrok na tym, co istotne i przekroczyć barierę obojętności. Ubóstwo ma różne twarze, które domagają się uwagi pod jednym, szczególnym względem: w każdej z nich możemy spotkać Pana Jezusa, który objawił nam, że jest obecny w swoich najmniejszych braciach (por. Mt 25, 40).

Chciałbym Kościoła ubogiego
Papież Franciszek

        Papież chce Kościoła dla ubogich, ale warto spytać – kim jest ubogi? Gdyż bieda współczesnego człowieka nie ogranicza się do spraw materialnych, bieda współczesnego człowieka polega na jego wewnętrznej nagości. W wielu wymiarach ludzie zatracili dziś cel swojego życia, sens miłości, porządek wartości, dali się uwieść i zmanipulować różnym ideologiom. Jest zsekularyzowany, odarty z sacrum i to wewnętrzne ubóstwo odbiera mu ostatecznie radość życia, bo uwierzył, że nie warto kochać, a trzeba żyć wyłącznie dla siebie. Wewnętrznie ubogi człowiek jest też zewnętrznie samotny. Chrześcijanie powinni rozpoznać ubóstwo osób ze swojego otoczenia i głosić im Dobrą Nowinę. Wiara rodzi się ze słuchania.
I takim ubogim będzie służył papież Franciszek. Nie chodzi tu o kontestowanie rozwoju mediów czy współczesnych technologii, rezygnowanie ze wszystkiego, co proponuje nam współczesność. Papież będzie głosił Ewangelię bezpośrednio.
Kościół ubogi, czyli prosty, ma iść do tych ludzi. Także tu, w Polsce, jesteśmy zaproszeni do apostolskiego ubóstwa, czyli opierania swojego życia o wartości proste, wyrażone w modelu biblijnym: “W pocie czoła będziesz uprawiał ziemię” czy w benedyktyńskim “Módl się i pracuj”. Powinniśmy się otworzyć na życie. Ubóstwo nie jest przekleństwem, a bogactwem, ubóstwo duchowe, czyli prostota duchowa, daje pewną wolność i usuwa to, co dusi, pęta, ogranicza. Musimy wyruszyć w drogę.

 Ryszard Montusiewicz,
dziennikarz, członek Neokatechumenatu:

            To są słowa nie tyle papieża Franciszka, co słowa Jezusa, który dał nam nowe życie, tzn. świadomość, że każdy człowiek jest ważny, że nikt nie może być niewolnikiem drugiej osoby, niezależnie czy źródłem ubóstwa jest brak materialny, czy brak zdrowia fizycznego, psychicznego, czy pewne układy społeczne. Można być też bogatym materialnie i intelektualnie, a życie może nie mieć głębokiego sensu, poczucia wartości. Człowiek “ubogi” to dla mnie człowiek “u Boga”. Inaczej mówiąc: Bóg jest najbliżej tych którzy są ubodzy, którzy cierpią z różnych powodów. Każdy z nas może zmieniać świat na lepszy, począwszy od swojego serca i uczynienia jakiegoś maleńkiego dobra.
Jak wiadomo, ocean składa się z miliardów kropel, ważne jest to, by zrobić to, co możemy zrobić, a nie skupiać się na tym czego nie możemy. To do dzieła!

S. Anna Bałchan,

            Kościół ubogi to przede wszystkim Wspólnota sióstr i braci, która jest razem z powodu Jezusa i z powodu Ewangelii. Innych przyczyn mieć nie może. To Kościół mocny przede wszystkim słabością Jezusa, który przed pojmaniem nakazał Piotrowi schować miecz.  Kościół dla ubogich to Wspólnota dostrzegająca jako całość, (a nie jedynie przez “oddelegowane” osoby lub organizacje), głodnych, bezdomnych, bezradnych, chorych, słabych, nie w pełni sprawnych, odrzucanych, wyszydzonych, prześladowanych, cierpiących. Dostrzegająca w każdym człowieku Jezusa, przede wszystkim w nieprzyjaciołach lub wrogach. Kościół dla ubogich na nikogo nie krzyczy, nikomu nie wygraża, nad nikim się nie wynosi. Kościół dla ubogich to Kościół dla wszystkich, gdyż wszyscy jesteśmy ubodzy, każdy inaczej. Bogacze są bardzo ubodzy, bo mają jedynie pieniądze.
            Słowa papieża zobowiązują mnie do tego, abym skupiał się na innych, nie na swoim ego. Abym oddał Bogu wszystko, co mam. To znaczy, abym nauczył się modlitwą, codzienną i nieustanną, zapierać się siebie i dążył do służenia innym. I w tym znajdował sens swojego życia, jego wartość i cel.
            Takie słowa papieskie zobowiązują Kościół w Polsce (co na razie w naszym kraju oznacza właściwie hierarchię i duchowieństwo) do porzucenia moralnej wyższości w stosunku do reszty społeczeństwa i uzyskania duchowej niezależności od jakichkolwiek ugrupowań politycznych. Zobowiązują Kościół do powrotu do ludu, to znaczy do wejścia w lud. Zatem rozumiem to wezwanie dla Kościoła w Polsce jako przede wszystkim apel o rezygnację z zabiegania o władzę, o siłę i moc, a za to jako prośbę o dążenie do pokory.

Bogdan Białek,
redaktor naczelny miesięcznika “Charaktery”


Papież w orędziu na Światowy Dzień Ubogiego
„Wyciągnięcie ręki w stronę ubogich”

„Ubóstwo ma różne twarze. W każdej z nich możemy spotkać Jezusa, który objawił, że jest obecny w swoich najmniejszych braciach (por. Mt, 25, 40)” – napisał Papież Franciszek w orędziu na IV Światowy Dzień Ubogich, który będzie obchodzony 15 listopada 2020 roku. Ojciec Święty podkreśla w nim, że modlitwa do Boga oraz solidarność z ubogimi i cierpiącymi są nierozłączne.

Franciszek zauważa, że to dzięki szczodrości okazywanej potrzebującym otrzymujemy dar Bożego błogosławieństwa. Poświęcenie uwagi ubogim jest warunkiem życia w pełni ludzkiego. Oni są obecni pośród nas, aby pomóc nam przyjąć towarzystwo Chrystusa w codzienności.

„Wspólnota chrześcijańska jest wezwana do zaangażowania się w to doświadczenie dzielenia się, mając świadomość tego, że nie może ona delegować tego zadania innym. Aby być wsparciem dla ubogich, fundamentalną rzeczą jest osobiste życie ubóstwem ewangelicznym – podkreślił Papież. – Nie możemy czuć się „w porządku”, kiedy członek naszej rodziny ludzkiej jest zepchnięty na tyły i staje się cieniem. Krzyk milczenia wielu ubogich musi docierać do Ludu Bożego będącego zawsze i wszędzie w gotowości, by dać im głos, aby solidaryzować się z nimi i bronić ich przed hipokryzją oraz wieloma obietnicami bez pokrycia, a także aby zaprosić ich do udziału w życiu wspólnoty”.

Ojciec Święty zauważył, że to wyciągnięcie ręki w stronę ubogich nadaje życiu sens i znaczenie. Ono powinno być utkane z aktów szacunku i szczodrości, które nie tylko równoważą zło, ale pobudzają do wzniesienia się ponad i do bycia pełnymi nadziei. Wyciągnięcie ręki jest znakiem przywołującym bliskość, solidarność oraz miłość. W ostatnich miesiącach, kiedy świat był przytłoczony pandemią wiele rąk było wyciągniętych w stronę potrzebujących. Były to ręce lekarzy, pielęgniarek i pielęgniarzy, pracowników administracji oraz sił bezpieczeństwa, farmaceutów, kapłanów, wolontariuszy, wielu kobiet i mężczyzn troszczących się o zapewnienie koniecznych usług i rzeczy. Franciszek zaznaczył, że można by z tego skomponować litanię dobrych dzieł. Bolesne doświadczenie ostatniego czasu podważyło wiele pewników, odsłoniło granice ludzkich możliwości oraz ograniczenia wolności. Pozwoliło także odkryć znaczenie prostoty oraz tego, co naprawdę się liczy. Uświadomiło potrzebę nowego braterstwa, zdolnego do wzajemnej pomocy oraz szacunku.

„Teraz jest czas pomyślny, aby „odczuć, że potrzebujemy siebie nawzajem, że jesteśmy odpowiedzialni za innych i za świat, […]. Zbyt długo pozostawaliśmy w stanie degradacji moralnej, drwiąc z etyki, dobroci, wierności, uczciwości. […] To zniszczenie wszelkich podstaw życia społecznego prowadzi do wzajemnej konfrontacji w imię obrony swoich interesów – podkreślił Papież. – Powoduje pojawienie się nowych form przemocy i okrucieństwa oraz uniemożliwia rozwój prawdziwej kultury troski o środowisko naturalne” (Enc. Laudato si’, 229). W końcu, ciężkie kryzysy ekonomiczne, finansowe i polityczne nie ustąpią dotąd, dopóki pozwolimy, że będzie pozostawać w letargu odpowiedzialność, którą każdy powinien odczuwać w odniesieniu do bliźniego i każdej osoby ludzkiej”.

Ojciec Święty zaznaczył, że wyciągnięcie ręki do ubogiego jest zaproszeniem do wzięcia na siebie ciężarów osób najsłabszych. I to nie jest opcjonalna zachęta, ale warunek autentyczności wiary, którą wyznajemy. Nie wszystkie ręce są wyciągnięte w stronę innych, są również ręce zamknięte, ściśnięte, pełne cynizmu i samozadowolenia. Ich wyrazem jest globalizacja obojętności, która nieświadomie czyni niezdolnymi do współczucia wobec wołania innych i płaczu z powodu ich dramatu. Franciszek zauważył, że pamięć o wspólnym przeznaczeniu może być bardzo pomocna, aby prowadzić życie pełne troski o tych, którzy są ubożsi i nie mieli takich samych możliwości rozwoju, jak ci, którym się udało.

„Ostatecznie kresem każdej naszej działalności nie może być nic innego, jak miłość. To jest cel, w stronę którego wyruszyliśmy i nic nie powinno nas od niego odciągnąć. Ta miłość jest współudziałem, oddaniem i służbą, ale zaczyna się od odkrycia, że my najpierw zostaliśmy ukochani i obudzeni do miłości – podkreślił Papież. – Kres ten pojawia się w momencie, w którym dziecko spotyka się z uśmiechem mamy i czuje się kochane tylko ze względu na to, że istnieje. Również uśmiech, który dzielimy z ubogim, jest źródłem miłości i pozwala żyć w radości. Ręka wyciągnięta może zawsze ubogacić się uśmiechem tego, który nie mierzy swojej obecności i pomocy, którą ofiaruje, ale cieszy się wyłącznie z życia w stylu uczniów Chrystusa”.          

Krzysztof Ołdakowski SJ