ROK ŚW. JÓZEFA

MĘŻCZYZNA

 „Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy, orły, sokoły, herosy? Gdzie ci chłopcy na miarę czasów, gdzie te chłopy?.

śpiewała Danuta Rinn


Święty Józef wzorem dla mężczyzn

 Męska tęsknota za wojną, bitwą i ranami wynika z nieumiejętności wypracowania modelu bycia mężczyzną w czasach pokoju. A mamy przecież wzór w św. Józefie.

Męskość św. Józefa W średniowieczu męskość dzielił mężczyzn na bellatores, czyli wojowników (walczących), oratores, czyli modlących się i laboratores, czyli pracujących.

Św. Józefa należy przyporządkować do trzeciej grupy. Praca była dla nie tylko jego codziennym zajęciem, ale także fundamentem jego duchowości. Praca stała się dla niego źródłem uświęcenia. Był on mistykiem nie przez kontemplację, przez uczynki pokutne czy przez dzieła miłosierdzia, ale przez pracę.

Św. Józef to przede wszystkim laborator – człowiek pracy, a następnie orator – człowiek modlitwy, ze szczególnym uwzględnieniem związku między pracą a kontemplacją, co można by nawet potraktować jako model benedyktyński realizowany na odwrót: nie ora et labora (módl się i pracuj), lecz labora et ora (pracuj i módl się) – w tej właśnie kolejności.

Czułość św. Józefa Czułość męska nie jest współczesnym wynalazkiem. Czułość i wrażliwość to po prostu przymioty mężczyzny

Mówiąc w dzisiejszych kategoriach, św. Józef był człowiekiem świeckim, jego życie dokonywało się przede wszystkim pośród świata, gdzie Bóg go powołał do pełnienia funkcji opiekuna Syna Bożego. To nie był – mówiąc współczesnymi kategoriami – człowiek klasztoru czy świątyni, nie był przecież kapłanem czy lewitą.

Złota rączka. Czy – idąc zaproponowanym tokiem myślenia – da się w św. Józefie rozpoznać jakieś znamiona właściwe dla trzeciego sposobu realizacji męskości – bellator? Czy rzeczywiście żadnym wojownikiem nie był? A jeśli walczył, to o co, z kim czy przeciw komu? To pytania bardzo ważne zwłaszcza teraz, gdy obserwujemy wzrastającą w chrześcijańskiej duchowości popularność militarnego modelu męskości, także militarnego modelu męskiej pobożności. Św. Józefowi praca i rodzina musiały wystarczyć jako narzędzia męskiej samorealizacji

 

Chroniący życie. Bóg wybrał Józefa na małżonka Maryi właśnie po to, by zapewnić Jezusowi ojcowską opiekę. Wynika stąd, że ojcostwo Józefa – więź, która łączy go najściślej z Chrystusem, szczytem wszelkiego wybrania i przeznaczeni dokonuje się przez małżeństwo z Maryją, to znaczy przez rodzinę. Józef jest o tyle ojcem, o ile jest mężem matki dziecka. Jego ojcostwo wynika najpierw z prawnej więzi z małżonką. Życie chroni się nie tylko mieczem, ale także bezpośrednim zaangażowaniem w codzienną opiekę nad owym życiem. Męskie jest być stróżem czyjegoś życia, gdy się je chroni z bronią w ręku, jak i wówczas, gdy się to życie chroni poprzez troskę o pokarm, odzienie, zdrowie.

 Wzór każdego mężczyzny. Gdyby dzisiaj szukać „mężczyzn św. Józefa”, to raczej na placu zabaw, a nie w koszarach. Ich emblematem byłby nie tyle miecz czy karabin – św. Józef wszak mieczem nie władał, jeno heblem – ile raczej kołyska.

Model militarny to model męskości na czas wojny. Męska tęsknota za wojną, bitwą i ranami – a czasami i dzisiaj spotykamy się z przejawami takiej tęsknoty – wynika (niestety!) z nieumiejętności wypracowania modelu bycia mężczyzną w czasach pokoju. Mężczyzna, któremu wmówiono, że ma być przede wszystkim wojownikiem czy żołnierzem, nie bardzo wie, co ze sobą zrobić, gdy nie trzeba się szykować do wojny. Opiekowanie się dzieckiem i żoną może mu się wydać za mało męskie.

Postać św. Józefa przypomina nam, że ideał „prawdziwego mężczyzny”, który najlepiej ujawnił się w średniowiecznym modelu rycerza, opierał się na dwóch filarach. Pierwszym – rzeczywiście była gotowość do walki wręcz, ale drugim – równie ważnym – była gotowość niesienia pomocy ubogim, sierotom i wdowom, a więc tym członkom społeczeństwa, którzy wymagali opieki. Tak stanowił rycerski kodeks moralny. Oba te filary rycerskości dotyczyły ostatecznie tego samego: ochrony życia. Życie bowiem chroni się nie tylko mieczem – jak to jest w czasie wojny, ale także bezpośrednim zaangażowaniem w codzienną opiekę nad owym życiem. To właśnie przypomina nam św. Józef. Nie chodzi więc tylko o to, by życie dać, ale także, by je chronić.

 Ks. Andrzej Draguła


Karmelitańskie Sanktuarium Św. Józefa w Wadowicach.

Młody Karol Wojtyła często przychodził tu do spowiedzi. Modlił się nieraz przed ołtarzem, w którym widnieje naturalnych rozmiarów wizerunek św. Józefa z małym Jezusem na ręku. W drugiej dłoni święty trzyma kwiat lilii. Kiedy się lepiej przyjrzeć, można zauważyć, że Józef ma na palcu… Pierścień Rybaka. Prawdziwy pierścień papieża, ofiarowany sanktuarium przez Jana Pawła II w 2003 roku z okazji srebrnego jubileuszu swojego pontyfikatu. Papież dołączył do pierścienia bullę. „W moim rodzinnym mieście święty Józef, drugi Patron mojego Chrztu, roztacza swą opiekę nad Ludem Bożym z kościoła Karmelitów Bosych »na Górce«, w którym doznaje czci w obrazie znajdującym się w głównym ołtarzu. Niechaj ten pierścień, symbol oblubieńczej miłości, jaki zostanie uroczyście nałożony na dłoń świętego Józefa w wadowickim obrazie, przypomina Jego czcicielom, że Opiekun Świętej Rodziny to »Mąż sprawiedliwy, posiadający nade wszystko wyraźne rysy oblubieńca, który do końca pozostał wierny wezwaniu Bożemu«”.