UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWSTĄPIENIA PANA JEZUSA

Uroczystość dzisiejsza mówi o niebie jako naszym ostatecznym przeznaczeniu. Powinna zatem wywoływać w nas uczucie niebywałej radości. Tak jednak nie jest. Dlaczego? Chyba dlatego, że nie dowierzamy w jego istnienie, względnie mamy o nim tak mizerne wyobrażenie, że nie pobudza ono do radości. A może jest i tak – jak pisał pewien felietonista – że kiedy nawet wierzymy w życie wieczne, to boimy się śmierci tak, jakby po drugiej stronie życia czekało nas jedynie piekło. Wprawdzie Jezus mówi w Ewangelii o ewentualności wiecznego potępienia, ale przecież mówi również o zbawieniu, a jak przy innej okazji zaznacza – przyszedł nie potępiać, ale zbawiać (por. J 3,16). A zbawienie oznacza nie co innego, jak szczęście wieczne, nazywane niebem. Czy możemy coś niecoś o nim powiedzieć?

Niebo jest rzeczywistością osobową. Nie jest miejscem poza historią, przestrzenią i czasem, do którego szło by się po śmierci w nagrodę za dobre uczynki. Mieści się w osobistej relacji do Chrystusa. Niebo to bycie z Chrystusem. Im bardziej jestem z Chrystusem, tym bardziej jestem w niebie. Katechizm poucza, że być w niebie, znaczy „być z Chrystusem” (KKK1025)


Jako trzylatek spotkał Jezusa.
Opowiada, co zobaczył w Niebie

„Jezus miał bardzo piękne oczy – powiedział 13-letni już Colton w wywiadzie dla telewizji CBS – Właściwie nie ma słów, którymi można by to opisać” –

Film „Niebo istnieje… naprawdę” zrealizowany został na podstawie światowego bestselleru. To prawdziwa historia Coltona Burpo (Connor Corum) – chłopca, który podczas operacji znalazł się na granicy życia i śmierci. Rodzice (Kelly Reilly i Greg Kinnear) nie spodziewali się, że w ciągu następnych kilku miesięcy usłyszą piękną i wyjątkową opowieść o podróży chłopca do nieba i z powrotem.

Colton oznajmił im, że opuścił swoje ciało podczas zabiegu, opisując, co jego rodzice robili, gdy on leżał na stole operacyjnym. Mówił o wizycie w niebie i przekazywał historie ludzi, z którymi spotkał się w zaświatach, a których nigdy wcześniej nie widział. Wspominał nawet o zdarzeniach mających miejsce jeszcze przed jego narodzinami. Zaskoczył opisami i mało znanymi szczegółami o Niebie, dokładnie pasującymi do tego, co podaje Biblia, a o których, jako dziecko nie mógł wiedzieć. Colton opowiadał z rozbrajającą dziecięcą niewinnością o spotkaniach z członkami rodziny, którzy odeszli z tego świata.

1 Kor 2,9


Św. Siostra Faustyna o niebie

            Dziś w duchu byłam w niebie i oglądałam te niepojęte piękności i szczęście, jakie nas czeka po śmierci. Widziałam, jak wszystkie stworzenia oddają cześć i chwałę nieustannie Bogu; widziałam, jak wielkie jest szczęście w Bogu, które się rozlewa na wszystkie stworzenia, uszczęśliwiając je, i wraca do Źródła wszelka chwała i cześć z uszczęśliwienia, i wchodzą w głębie Boże, kontemplują życie wewnętrzne Boga – Ojca, Syna i Ducha Św., którego nigdy ani pojmą, ani zgłębią.

To Źródło szczęścia jest niezmienne w istocie swojej, lecz zawsze nowe, tryskające uszczęśliwieniem wszelkiego stworzenia.

Chociaż wybrani w niebie widzą twarzą w twarz Boga i są zupełnie szczęśliwi, absolutnie – jednak ich poznanie Boga nie jest równe, dał mi to Bóg poznać. To głębsze poznanie zapoczątkowuje się tu na ziemi miarą łaski, ale i w dużej mierze zależy od naszej wierności tej łasce .

O, jak brzydka ziemia, gdy się zna niebo. Kiedy podczas adoracji odmawiałam Święty Boże, kilkakrotnie, wtem ogarnęła mnie żywsza obecność Boża i zostałam w duchu porwana przed Majestat Boży. I ujrzałam, jak oddają chwałę Bogu Aniołowie i Święci Pańscy. Tak wielka jest ta chwała Boża, że nie chcę się kusić opisywać, bo nie podołam, a przez to – aby dusze nie myślały, że to już wszystko, com napisała.

 (Wybrane fragmenty z Dzienniczka św. Siostry Faustyny)


Święty Jan Paweł II o niebie

Niebo przedstawiane jest jako transcendentne mieszkanie żywego Boga, a ponadto jako miejsce, do którego dzięki łasce mogą wstąpić również wierzący.  Niebo jest bowiem miejscem, w którym Bóg na nas oczekuje. Niebo jest miejscem naszego ostatecznego powołania i przeznaczenia. Mamy w niebie spełnić swoje powołanie, swoje istnienie, obcując wiekuiście z Bogiem żywym, z Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Taka jest prosta prawda o niebie, którą odczytujemy ze słów Modlitwy Pańskiej i z Ewangelii, a więc nie chodzi tu o jakieś miejsce szczególne w znaczeniu fizycznym, ale o przestrzeń duchową, przestrzeń obcowania z Bogiem, które jest naszym powołaniem i ostatecznym przeznaczeniem”.


Czym jest niebo?

 Nad tym, czym jest niebo: miejscem czy stanem, jak będzie ono wyglądać, gdzie tak naprawdę się znajduje – zastanawiali się od zawsze poeci i pisarze, swoje wizje malarskie roztaczali na ten temat artyści. Sporo uwagi tej kwestii poświęcili także święci i teologowie, czego świadectwem jest najnowsza książka o. Zdzisława J. Kijasa pt. Niebo darem Boga. Przytacza ona podstawy biblijne, nauczanie Kościoła i właśnie świadectwa świętych na temat nieba, pojmowanego jako wielka tajemnica wiary oraz tajemnica ludzkiego losu po śmierci.
O. Kijas podkreśla, że w Biblii nie ma jednego obrazu nieba i że jedynie dla Chrystusa jest ono bliską, dobrze znaną rzeczywistością. Wielokrotnie przypomina On o istniejącej jedności między ziemią i niebem, pomiędzy sprawami ludzi i sprawami Boga. Odnosi się również do słów św. Augustyna, w myśl których niebo jest pełne wewnętrznego dynamizmu. Przytacza też opinie św. Teresy od Dzieciątka Jezus i św. Maksymiliana. Według ich opinii, święci nie są całkowicie bezczynni w niebie, ale aktywnie zajmują się sprawami ziemskimi. Dlatego św. Maksymilian mówił, że żyjąc na ziemi może pracować tylko jedną ręką, bo drugą musi trzymać się nieba, żeby nie upaść. Lecz po śmierci, kiedy znajdzie się w niebie, będzie pracował obiema rękami, będąc bezpieczny o swój los.
– W niebie nie będzie pracy fizycznej, którą znamy z otaczającej nas rzeczywistości – pisze o. Kijas. – Będzie jednak oczekiwała nas nie mniejsza aktywność, tyle że wewnętrzna. Książka ta, wydana w serii: Biblioteka dnia Pańskiego, to lektura bardzo ciekawa, tym bardziej, że ma charakter uniwersalny. Rzeczywistość zaświatów bowiem, bez wątpienia zajmuje wyobraźnię każdego, niezależnie od wyznania i światopoglądu. Każdy, kto żyje, zastanawia się, gdzie znajdzie się po śmierci.

O. Zdzisław Kijas OFMConv.,


Jedna z anegdot o niebie.

 Święty Piotr wpuszczając dusze do nieba dokonuje ich rozrachunku z życia ziemskiego, aby się dostać do nieba trzeba uzyskać przynajmniej tysiąc punktów. Właśnie dokonuje rozliczenia jedna z dusz.
– Święty Piotrze codziennie modliłem się, nigdy bez poważnej przyczyny nie opuściłem Mszy świętej
– To prawda, masz za to 50 punktów – odpowiada Święty Piotr.
– Wspomagałem biednych, karmiłem głodnych, odwiedzałem chorych.
– Masz za to kolejne 50 punktów.
O czym tu dalej mówić, zastanawia się biedna dusza i z rezygnacją stwierdza, więcej punktów już chyba nie zaliczę, Święty Piotrze, muszę liczyć na nieskończone miłosierdzie Boże.
– W porządku – odpowiada święty Piotr – za to zaliczam ci 900 punktów. Masz więc tysiąc. Proszę wchodź i otwiera przed duszą furtę do nieba.

To anegdota, ale ile w niej życiowej prawdy. Na drogę do nieba z ziemskiego życia zabierzemy tylko to, co ma jakąkolwiek wartość przed Bogiem. Czy dobre uczynki, prawe życie, miłość Boga i bliźniego przeważą szalę zła, które czyniliśmy w życiu? Czy nawet dobry żywot ziemski jest gwarancją zbawienia? Wszystkie nasze uczynki, całe nasze postępowanie byłoby niczym, gdyby nie wielkie miłosierdzie Ojca niebieskiego.