Zielone Świątki – zwyczaje ludowe

Ludność wiejska łączyła Zielone Świątki z różnymi świętami pasterskimi i rolniczymi, a niektóre z tych zwyczajów przetrwały do dzisiaj. W całej Polsce powszechny był obyczaj majenia domów, płotów i bram. Gospodarstwo maiło się zazwyczaj brzozowymi gałązkami, a na podwórkach i na podłogach w chatach układano grubą warstwę tataraku. Rolnicy wierzyli, że młoda zieleń i świeże soki roślinne zapewnią powodzenie całemu gospodarstwu i spowodują obfite plony. Majenie obejść miało też zapobiegać zarazie, chorobom, złym czarom, urokom i wszelkim złem, jakie mogło spaść na dom i jego mieszkańców. Od tego zwyczaju majenia domów i zielonych gałązek wzięła się ludowa nazwa tego święta.

W Zielone Świątki na leśnych polanach i na wzgórzach rozpalało się ogromne ogniska. Na południu Polski ogniska nazywano sobótkami, na Podlasiu były to palinocki. Podobne ogniska pojawiały się także w wigilię św. Jana. Biesiadnicy tańczyli wokół ogniska, a pasterze odpalali od ogniska pochodnie i obchodzili z nimi swoje stada. Wierzono także, że opalone zboże będzie rosło znacznie lepiej, w dodatku stanie się ono odporne na ulewy, wichury i pożary. Palenie ognisk na pastwiskach i polach były też okazją do całonocnej zabawy i ucztowania. Podczas nocnej biesiady jadło się kiełbasę, tradycyjną, wiosenną jajecznicę i jajka, nie żałowano też mocnego alkoholu. Jajka były bardzo ważnym składnikiem pasterskich Zielonych Świątek, ponieważ wierzono, że są one doskonałym środkiem przeciwko czarom i złym mocom. Na pasterskich ucztach bawiła się cała wioska: i młodzież, i starsi gospodarze, i kobiety, i mężczyźni.

W Zielone Świątki maiło się krowy. Przystrojone zielonymi wieńcami i kwiatami bydło było zaganiane na pastwiska smaganiem zielonymi gałązkami. Krowy okadzało się przy okazji święconymi ziołami, gotowało się wywary z ziół i wyparzało nimi maselnice oraz skopki do mleka. Zabiegi te miały zapobiegać czarom, ponieważ jednym z największych przysmaków czarownic było świeże mleko. Pasterze, którzy po raz pierwszy wychodzili ze stadem bydła na pastwisko, także byli smagani zielonymi gałązkami.

Na Podlasiu, nad Narwią, jeszcze sto lat temu w Zielone Świątki odbywał się obchód z królewną. Wybierano najładniejszą dziewczynę we wsi, po czym ubierało się ją w odświętny strój, zakładało na głowę koronę z kwiatów i prowadzono na czele pozostałych dziewcząt wokół pól. Na koniec obchodów odbywały się tańce w karczmie albo w domu najlepszego gospodarza. Zabawa była ku czci zwycięskiej wiosny, dobrego urodzaju i na cześć królewny. W Zielone Świątki ustawiano także przed domami ładniejszych dziewcząt zielone słupy majowe, nazywane też majami albo wiuchami. Słupy robiło się z bardzo wysokich i prostych pni sosnowych. Pnie ozdabiało się bukietami kwiatów, zielonymi gałązkami, kolorowymi paciorkami i wstążkami. W Wielkopolsce, na ziemi rzeszowskiej i Śląsku maje robili kawalerowie i zalotnicy, którzy ustawiali kolorowe słupy w tajemnicy, pod osłoną nocy, przed oknami swoich wybranek. W taki sposób oznajmiali swoje zamiary małżeńskie i szczególne zainteresowanie daną dziewczyną. Maje ustawiało się także na wiejskich placach, a na szczycie mocowano jakiś fant, na przykład butelkę wódki, ozdobną kamizelkę albo parę butów, a sam słup smarowano mydłem bądź olejem, żeby jeszcze trudniej było się wdrapać na górę. Dary te fundowali proboszczowie, bogaci gospodarze i panowie dworscy. Młodzi kawalerowie współzawodniczyli między sobą, a najlepszemu z nich udawało się zabrać ze słupa cenną nagrodę. Zmagania kawalerów obserwowała cała wioska, a ten, któremu ta trudna sztuka się udała, był nagradzany gromkimi brawami. W taki sposób młody chłopak mógł się przypodobać wybranej przez siebie dziewczynie.