O górze nie do zdobycia

Była sobie raz, opodal miasteczka, bardzo wielka góra, tak wysoka, że tylko z rzadka można było dojrzeć jej szczyt. Każdy młodzieniec w głębi serca ogromnie pragnął na nią wejść, ale starcy byli temu przeciwni. Powiadali, że nie tylko przedsięwzięcie to jest ciężkie, ale wręcz zbyteczne; cóż takiego może się znajdować na szczycie tak wielkiej góry, jeśli nie wiatr, śnieg, chmury bez końca? I tak młodzi dojrzewali z nostalgią w sercu, a potem z kolei sami zabraniali dzieciom wchodzenia na tę górę.

W miasteczku kiełkowały urazy i napięcia, więc król, poinformowany o tym wszystkim, przybył, by pomówić ze starcami, i zganił ich:

– Czemuż zabraniacie młodym wspinaczki na górę? Może dlatego, że wam tego zabraniano, kiedy byliście młodzi? A teraz ja wam nakazuję: wy, starcy, wejdziecie tak wysoko, jak wam oddechu starczy, i zbudujecie sobie chatę. Zaniesiecie tam żywność i napitek, i maty. W ten sposób ułatwicie młodym zadanie.

Starcy posłuchali. Jakże się zdumieli, kiedy w trakcie wspinaczki poczuli w żyłach dawno zapomniany wigor i wielką, nie znaną przedtem radość. Kiedy wykonali swoją część pracy, przyszła kolej na młodych, których król wytrenował, wystawiając ich na ogromne trudy.

Przedsięwzięcie było udane. Na szczycie góry oczywiście odkryto wiatr, śniegi i chmury bez końca, ale ponadto – zamkniętą w szkatułce – dawną wiadomość od innych młodych ludzi, którzy w innych czasach wspięli się już na wierzchołek góry.

Usłyszawszy o tym, król powiedział:

– Wiedziałem o tym, miałem bowiem przekaz w moim archiwum. Nawet teraz możliwe było wejście na górę dzięki połączeniu sił starców i młodzieży. A zdarzyło się to także w czasach jeszcze dawniejszych. Zadaję sobie więc pytanie, dlaczego tak łatwo o tym zapomniano.

Także i my zadajemy sobie to samo pytanie.

Pier D’Aubrigy