OPOWIEŚCI DLA DUCHA

Wizyta

Codziennie w południe pewien młody człowiek zjawiał się przy drzwiach kościoła i po kilku minutach odchodził. Nosił kraciastą koszulę i podarte dżinsy, tak jak wszyscy chłopcy w jego wieku. Miał w ręku papierową torebkę z bułkami na obiad.

Proboszcz, trochę nieufny zapytał go kiedyś, po co tu przychodzi. Wiadomo, że w obecnych czasach istnieją ludzie, którzy okradają również kościoły.

Przychodzę pomodlić się – odpowiedział chłopak.

Pomodlić się… Jak możesz modlić się tak szybko?

Och… codziennie zjawiam się w tym kościele w południe i mówię tylko:

„Jezu, przyszedł Jim”, potem odchodzę.

To maleńka modlitwa, ale jestem pewien, że On słucha.

W kilka dni później, w wyniku wypadku przy pracy, chłopak został przewieziony do szpitala z bardzo bolesnymi złamaniami. Umieszczono go w pokoju razem z innymi chorymi. Jego przybycie zmieniło oddział.

Po kilku dniach, jego pokój stał się miejscem spotkań pacjentów z tego samego korytarza. Młodzi i starzy spotykali się przy jego łóżku, a on miał uśmiech i słowo otuchy dla każdego. Przyszedł odwiedzić go również proboszcz i w towarzystwie pielegniarki stanął przy łóżku chłopaka.

Powiedziano mi, że jesteś cały pokiereszowany, ale że pomimo to wszystkim dodajesz otuchy. Jak to robisz?.

To dzięki Komuś, Kto przychodzi odwiedzić mnie w południe. Pielęgniarka przerwała mu:

Tu nikt nie przychodzi w południe…

O, tak! Przychodzi tu codziennie i stając w drzwiach mówi:

„Jim, to Ja, Jezus” – i odchodzi.

Bruno Ferrero


Opowiadanie o Eucharystii i Kościele

Ogromne gniazdo, a w nim pelikan wraz z młodymi – opowiadał dzieciom swoją historię:

„Dawno, dawno temu, kiedy byłem taki malutki jak wy, mieszkałem w olbrzymim gnieździe wraz ze swoim ojcem, siostrami i braćmi. Byliśmy żarłoczną rodzinką, ojciec nie nadążał z przynoszeniem nam ryb. Żyło się nam całkiem fajnie.

Ale nadszedł czas, kiedy wyschło okoliczne jezioro i zapanował głód. Czuliśmy jak powoli uchodzi z nas życie. Wtedy nasz ojciec, ostrym dziobem przebił swój bok i przygarnął nas mocno do swojej piersi. Moi bracia i siostry zanurzyli swoje dzióbki w ciele ojca, karmiąc się jego ciałem i krwią. Ja jeden wysunąłem się z jego objęć i stanąłem z boku. Stawałem się coraz słabszy, czułem że umieram. Widziałem, jak moi bracia i siostry ożywają i nagle zapragnąłem zaczerpnąć tego życia, z boku mojego ojca.

Zrobiłem krok w jego stronę, a on przygarnął mnie z czułością do swojej piersi – dołączyłem do mojego rodzeństwa. Czułem, że nasze serca biją jednym rytmem – stanowiliśmy jedno. Krew ojca dała nam życie, przywróciła siły.

Ojciec umarł, a my żyliśmy nasyceni nim. Dorośliśmy, wyfrunęliśmy z gniazda i założyliśmy własne rodziny.

Od tego czasu, kiedy przychodzi czas suszy i głodu, każdy z nas przebija swój bok, aby dać życie swoim dzieciom.” – to było ostatnie zdanie pelikana – umarł oddając dzieciom swoją krew.

Przypomniała mi się historia, którą usłyszałam kilka lat temu: „W ruinach, zawalonego trzęsieniem ziemi domu, znaleziono matkę, wraz z płaczącym małym dzieckiem. Matka już nie żyła – miała ponagryzane żyły. Umarła, pojąc dziecko własną krwią.”

„A Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje. Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. Lecz powiadam wam: Odtąd nie będę już pił [napoju] z tego owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę z wami, nowy, w królestwie Ojca mojego.” [Mt 26,26-29]

Małgorzata Sawicka