
Refleksja nad Słowem (Mt 17,1-9).
PRZEMIANA KU DOBREMU
Przemienienie Chrystusa kryje w sobie wiele znaczeń. Jedno z nich jest na pewno wezwaniem do przemiany. Każdy z nas w każdej chwili może się zmieniać i rzeczywiście się zmienia. Niestety, zmiany mogą być różne, w dół i w górę, a nazywamy je potocznie upadkiem lub nawróceniem. Chcemy w Wielkim Poście przemienienie Chrystusa odczytać jako wezwanie do nawrócenia. Przemienić się może zarówno pojedynczy człowiek, jak i wspólnota wierzących. Chrystus przemieniając się, wypromieniował z siebie w sposób odczuwalny, piękno i chwałę swojej Bosko-ludzkiej rzeczywistości. Podobnie człowiek winien ustawicznie przemieniać się ku górze, dając z siebie to, co w nim jest najszlachetniejsze. Skarżymy się często, że wśród ludzi jest nam źle, że odczuwamy jakieś promieniowanie zła i niechęci, a nawet wrogości. I tęsknimy za tym, by sytuacja się zmieniła, żeby oblicza ludzkie były pełne życzliwości i dobroci. Tak samo bardzo pragniemy, żeby tymi wszystkimi wartościami promieniował cały Kościół. Tego pragną nawet ludzie stojący daleko od niego. Chcą, żeby ta instytucja założona przez Jezusa Chrystusa i będąca Jego żywym organizmem, dawała najlepsze świadectwo wartościom zawartym w Ewangelii. żeby była schronieniem dla wszystkich udręczonych ludzi.
Pytamy dzisiaj, czy przeszło dwadzieścia lat po soborze jest w Kościele choć odrobina tego światła, jakim promieniował Chrystus w czasie przemienienia? Czy my, chrześcijanie potrafimy pokazać naszej wspólnocie chociaż daleki zarys oblicza Chrystusa? A może nasza przemiana idzie w dół, czyli na gorsze. Może jesteśmy za mało odporni na pokusy, jakie niesie ze sobą dzisiejszy świat? Może zbyt mało wsłuchujemy się w to, co nam mówi Chrystus? To są pytania, jakie się rodzą w związku z dzisiejszym fragmentem Ewangelii.
ZADANIE NA TYDZIEŃ
- Do przemyślenia:
Czy mam świadomość, że Chrystus stale wzywa mnie do lepszego życia?
Czy od ostatniego Wielkiego Postu jestem chociaż odrobinę lepszy?
Dlaczego tak mało we mnie światła, które promieniuje z Ewangelii?
- Do wykonania:
Poprawię się chociaż z jednej wady np. złości, niechęci do ludzi myślących inaczej niż ja.
Słowo duszpasterskie
Wszyscy żyjemy w wielkim pośpiechu nie mając czasu na osobiste sprawy i potrzeby, nie mówiąc już o praktykach religijnych – modlitwie, pokucie, refleksji czy medytacji Słowa Bożego. Może warto dziś pomyśleć dlaczego ciągle jesteśmy w biegu? Ku czemu spieszymy: sukcesom, zwycięstwom, zyskom, zadaniom? Od czego uciekamy: od problemów, codziennych kłopotów, porażek, złych nawyków? W zawrotnym pośpiechu naszego „dzisiaj” umyka nam cel i sens chrześcijańskiego życia. Wielki Post, dziś już jego druga niedziela, może być szansą, by na nowo poznać i uwierzyć, że Bóg obecny jest w „teraz”, dotyka nas „dziś”, ale nie w pośpiechu, a w ciszy spotkania. Wielki Post zaprasza nas do czegoś naprawdę ważnego – do ożywienia i odnowienia bliskiej więzi z kochającym Bogiem.
Podczas Wielkiego Postu w naszych kościołach i kaplicach częściej widoczny jest kolor fioletowy – kolor przemiany, tajemnicy, pokuty i zadumy. Popiół i fiolet, symbole Wielkiego Postu, znaki przemijalności, znikomości, pokory, smutku i żałoby mają uzmysłowić nam kruchość ludzkiej kondycji, nasze słabości, zranienia, choroby, ludzkie biedy. Wszystko po to, by w zabieganym i pełnym pośpiechu świecie zrozumieć jak bardzo potrzebujemy Zbawiciela, jak bardzo czekamy na doświadczenie bezgranicznej, czułej i miłosiernej miłości Boga. Właśnie czas Wielkiego Postu ma nam ukazać tę szczególną prawdę – Syn Boży oddał swe życie na drzewie krzyża, abyśmy mogli odnaleźć prawdę swojego życia. W tym czasie jesteśmy zachęceni do duchowej przemiany i nawrócenia, a nawet do pragnienia ofiarowania siebie innym, poprzez naśladowanie uniżenia i pokory Syna Człowieczego. Okres Wielkiego Postu ma więc pokazać nam inną, niż współczesna, perspektywę: złożyć dar ze swego czasu, z siebie, ze swoich umiejętności i talentów drugiemu człowiekowi, wspólnocie, społeczeństwu. Wymaga to jednak duchowej mocy. Sam Chrystus przez 40 dni postu i modlitwy na pustymi przygotowywał się do swojej mesjańskiej misji. A ile czasu my potrzebujemy?
Czy nie tęsknimy do spokoju i modlitwy? Czy w hałaśliwym świecie pełnym bodźców nie pojawia się w nas coraz częściej tęsknota za ciszą, bo szum i pośpiech wywołują lęk, niepokój i wewnętrzny zamęt? Czyż nie żyjemy coraz bardziej powierzchownie i coraz bardziej głośno? Dlatego Kościół ofiarowuje nam dar Wielkiego Postu – szansę wyjścia na pustynię, w strefę ciszy, medytacji i umocnienia darami Ducha Świętego. Jak bardzo potrzebujemy dziś chwil milczenia i sakralnego wyciszenia, bo gdzieś wewnętrznie wiemy, że Pan przemówi do nas, kiedy zastanie nas w ciszy. Przeciwstawmy pośpiechowi spokój, zatrzymanie i pragnienie powolnego wchodzenia w głąb naszych serc, w coraz bliższą relację z Bogiem i tymi, którzy są tuż obok, blisko, a dla których tak często brakuje nam uwagi i czasu.
Proboszcz
Przemiana wielkopostna
Współcześnie wciąż się spieszymy. Biegniemy zadyszani, zalatani, obładowani pakunkami kłopotów, zmartwień, spraw do załatwienia, rachunków, kalkulacji, przeliczeń. Biegniemy, nie wiadomo dokąd. Mierzymy czas zarobionymi pieniędzmi, pracą, rozrywkami, okruchami szczęścia. Nie mamy czasu zadziwić się pięknem świata, zastanowić się nad sensem swojego życia, co tak naprawdę w tym życiu jest najważniejsze. Wokół nas mnóstwo sensacji, natłok informacji, które tak naprawdę nic do naszego życia nie wnoszą, jedynie chaos i wyalienowanie z naszego najbliższego otoczenia z naszych rodzin, grona przyjaciół. W tym wszystkim nie potrafimy się wyciszyć, wejść do swojego wnętrza, poddać się refleksji i zadumie, by zrozumieć siebie i otaczający nas świat. Jesteśmy zalewani potokiem informacji, ciekawostek, słów, przemówień, dyskusji — nie potrafimy spojrzeć krytycznie, wyrażać to, co prawdziwe i najważniejsze… Jak trudno jest nam powtórzyć za apostołami: Panie, dobrze nam tu być. Ciało, jeśli ma być zdrowe – potrzebuje światła i ciepła słonecznego. Dla duszy tym ożywczym światłem jest modlitwa, ona ją podnosi ku Bogu, oczyszcza i ogrzewa. Rozumiał to św. Augustyn, gdy mówił: „Kto potrafi się dobrze modlić, ten potrafi dobrze żyć… Kto zaniedbuje modlitwę, rozpoczyna życie grzeszne”. Współcześnie o tym chyba zapomnieliśmy. Mamy pretensje do wszystkich o wszystko, widzimy tylko zło i potknięcia innych, nie swoje. Gdzie jest w tym wszystkim modlitwa – część naszego życia? Odeszła do lamusa, niemodna, ośmieszona i kolejny raz wykluczona z niego często pod pretekstem zaniedbań i zła, które widzimy kolejny raz nie u siebie, a u innych, chociażby w Kościele. Bardzo często zaczynamy zdawać sobie sprawę, że nie umiemy się modlić. Dzisiejszy człowiek nie wierzy Panu Bogu. Przede wszystkim wierzymy sobie, wierzymy układom społecznym, których często nie akceptujemy, ale nie potrafimy uwierzyć Bogu, nie potrafimy zaufać Panu Bogu.
Czas na zmianę życie na lepsze. Chciałoby się zachęcić Was do modlitwy, do korzystania i pewnie odrodzenia w nas z jednego z filarów Wielkiego Postu. Spróbujmy, aby może ten czas naszego przygotowania na spotkanie z Chrystusem Zmartwychwstałym pozwolił przez modlitwę oczyścić nasze serca, przygotować świątynie naszych serc na przyjęcie Jezusa. Dobra modlitwa zawsze nas pobudza do dobrego działania, pobudza nas, aby trwać w dobru i to dobro budować przez nasze czyny, nasze codzienne życie.
……Pewien praktykujący muzułmanin w rozmowie z katolikiem powiedział: „Gdybyś swoim życiem pokazał mi, że Bóg umarł na krzyżu, a teraz mieszka w tym metalowym pudełeczku, które nazywacie tabernakulum, to dałbym się̨ ochrzcić i dniem, i nocą̨ modliłbym się̨ w kościele”. Przez modlitwę przemieniać nasze życie tak, by życie było świadectwem naszej modlitwy. To zadanie dla świętych, skitowałaby większość, ale przecież oni byli normalnymi ludźmi. To przez modlitwę mieli siłę, aby stawać się w trudnych czasach, chwilach. Filarami człowieczeństwa i życiem świadczyć o najważniejszych wartościach, czego obecnie może być przykładem błogosławiona rodzina Ulmów.
Abyśmy przez modlitwę potrafili podziękować za to spotkanie na Górze Przemienienia. Dziękując Ci Panie za wszystkie momenty w naszym życiu, gdy byłeś blisko i umacniałeś nas swoją obecnością. Niech te doświadczenia dodadzą nam sił w sytuacjach trudnych i wymagających ofiary. Panie spraw, aby zawsze pamiętać, że prawdziwa Przemiana dokonuje się w naszych sercach.
ks. Jarosław Leśniak
Prawdziwy Jezus
Jezus przemienił się wobec nich. Zobaczyli, jaki naprawdę jest. Przedtem mieli o Nim wyobrażenie, ale było ono niepełne. Czasem dobrze jest uświadomić sobie, że nasze wyobrażenie o Jezusie może być niepełne. Że coraz bardziej musimy sobie uświadamiać, jaki On jest. Że i wobec nas musi się On przemienić. Do dziś czasem dla niektórych chrześcijan Jezus Chrystus to postać jakby mityczna.
Zdarza się, że ktoś nosi w sercu wyobrażenie „łagodnego Marzyciela z galilejskich łąk”. Ludzie tacy będą powtarzać: „Jezus nigdy nie czynił żadnych różnic między ludźmi”; „Jezus do nikogo nigdy nie odezwał się w sposób gwałtowny”. Już wiedzą, na czym polega Ewangelia: aby było Miło i sentymentalnie, tolerancja dla wszelkiej mniejszości i zupełnie jak na Paradzie Miłości w Berlinie: „bracie, rób co ci się podoba, Bóg cię kocha”. A potem spotykają tacy ludzie w Ewangelii słowa prawdziwego Jezusa: „groby pobielane!”; „idźcie precz ode mnie!”; „lepiej by mu było kamień u szyi. A potem czytają, że prawdziwy Jezus „sporządził sobie bicz ze sznurków”. Inni z kolei miewają wyobrażenie „zgorzkniałego Malkontenta przemierzającego miasta i wsie Palestyny”. Myślą, że do dziś, kiedy Jezus spogląda na nich, to Jego zbolałe spojrzenie zdaje się doradzać: „cierp, córko, cierp”. Ze kwintesencją nauki Jezusa jest tytuł dawnego śpiewnika: Cicha łza. Już wiedzą, na czym polega Ewangelia: na niechęci do radości życiowej, na ucieczce od osiągnięć, na umiłowaniu smętnej i rzewnej nieruchawości. Hasło naczelne: „przeczekać życie!” A potem czytają tacy ludzie w księdze Dobrej Nowiny, że prawdziwy Jezus „wielu uzdrowił i wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego”, a inni pytali: Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Jeszcze inni widzą przed sobą kogoś, jak nie przymierzając guru. O niektórych z nich do dziś mawiają: rozmnaża ziarno, uzdrawia chorych, przepowiada przyszłość. Cóż więc dopiero Jezus obdarzeni przez Niego Duchem Świętym! Ci też już wiedzą, na czym polega Ewangelia: polega na znakach i cudach. Tymczasem: „gdy Żydzi szukają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów”. Jaki jest więc prawdziwy Jezus? Skarb życia w Kościele polega na tym, że wystawia nas na spotkanie z żywym i prawdziwym Jezusem. Jesteśmy wystawiani na spotkanie: czytamy Ewangelię – Jezus mówi; modlimy się – Jezus podpowiada, co dobre i co złe; przystępujemy do Komunii – Jezus wiewa swoje życie. Przemienia się wobec nas i objawia, kim jest. Nie zastąpi tego żadna definicja. To jest prawdziwe życie z Bogiem.
Ks. Andrzej Siemieniewski
W chrzcie w Jordanie został nazwany synem umiłowanym,
na górze Przemienienia tak został nazwany wobec uczniów,
na krzyżu, gdy Bóg milczał, setnik, poganin, wyznał przed całym światem:
On jest Synem Bożym
Eucharystia i Krzyż
Eucharystia jest przedłużeniem Ofiary Krzyżowej, jakby jej kontynuacją, jej trwaniem aż do skończenia świata. Póki człowiek żyje na ziemi, będzie mu potrzebny Krzyż, będzie mu potrzebna Eucharystia. „.A Ja pozostanę z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata… Nie zostawię was sierotami”. Wiedział Chrystus, że nikt z ludzi bez tej Ofiary nie mógłby być zbawiony. Miłość nie pozwoliła Mu odejść.
Dlatego te ciągle otwarte Rany, dlatego ta ciągle ociekająca Krew, dlatego to miejsce pod krzyżem zarezerwowane już nie tylko dla Marii Magdaleny, ale dla każdego z nas. Każdy się tam zmieści, nawet największy grzesznik, a może on przede wszystkim. Dlatego widok Ciała poranionego naszymi grzechami, dlatego krwawy pot spływający z czoła, dlatego te spieczone wargi, z których wciąż dobywa się wołanie: „Ojcze. odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią … Wykonało się”. Wykonało się i dokonuje się nadal w Eucharystii. Tu także Jezus „cierpi”. Samotny, opuszczony nieraz całymi dniami i nocami, doznający oziębłości i niewdzięczności od tych, dla których tu zamieszkał, wyszydzany za swoją nędzę i ubóstwo, opluty przez świętokradców, którzy świadomie przyjmują Go do serca w stanie grzechu śmiertelnego, narażony na zbeszczeszczanie przez złoczyńców okradających tabernakula. Nie ma zniewagi, której by Jezus nie zniósł w Sakramencie Miłości podczas tych dwóch tysięcy lat przebywania wśród nas.
Naszą wrażliwość pożarła ciekawość. Ale ciekawość rzeczy tego świata. Pochłaniamy magazyny ilustrowane, seriale telewizyjne, wideo-kasety. Chodzimy na przeróżne spektakle, pozwalamy oczom patrzeć na wszystko bez żadnej wewnętrznej kontroli, zaśmiecamy pamięć, wyobraźnię, chłoniemy coraz to nowe widoki, a apetyt wciąż rośnie Wmawiają nam, że jesteśmy wolnymi ludźmi, a więc wszystko nam wolno. Tak wychowujemy nasze dzieci i młodzież. Młode pokolenie żyje w gorączce audio-wizualnej podsycanej skutecznie przez dyskoteki i inne formy wyżycia się. Spoza tej góry śmieci nagromadzonych przed naszymi oczami nie widać już krzyża ani ołtarza, nie widać Boga ani modlitwy, nie widać już duszy nieśmiertelnej ani wieczności. Nie słychać już zaproszenia Mistrza: „Synu, córko, daj mi serce twoje”. Jeśli się nie uciszymy, nie umilkniemy. jeśli się nie wycofamy od czasu do czasu w cień kościoła, kaplicy, jeśli nie odszukamy jakiegoś przydrożnego krzyża, by go objąć ramionami i sercem – uschniemy z żaru namiętności i ze spiekoty szaleństw tej ziemi. Jezus wciąż czeka, nie rezygnuje z nas mimo wszystko. Nie wątpi, że się opamiętamy, że powrócimy do Niego, jak to prorokował Julian Tuwim: „Jeszcze się kiedyś rozsmucę, jeszcze do Ciebie powrócę Chrystusie”. Oby ten powrót nastąpił jak najszybciej. Oby Eucharystia i Krzyż wróciły na swoje miejsce w naszym życiu.
Ks. Fr. Grudniok
Tajemnica Najświętszych Ran Jezusa Chrystusa cd.
Pan Jezus wielu mistykom przypomniał podczas objawień o modlitwie do Jego świętych Ran. Zapewniał też o licznych łaskach, których doznają ci, którzy spełnią Jego świętą wolę i będą oddawali cześć Najświętszym Ranom Pana. Do siostry Faustyny Kowalskiej Chrystus mówił: „Rozważanie Moich bolesnych ran jest dla Ciebie wielkim pożytkiem, a Mnie sprawia wielką radość”.
Pan Jezus dał siostrze Marii Marcie Chlarbon obietnice dla czcicieli Jego Najświętszych Ran:
- Przyjdźcie do Ran Moich, z sercem pałającym miłością. Przez Rany Moje otrzymacie wszystko, bo zasługa Krwi Mojej jest nieskończonej ceny. Mając moje Rany i Moje Najświętsze Serce, możecie wszystko wyjednać, Najświętsze Rany dają moc nad sercem Boga.
- Kto jest w jakiejkolwiek potrzebie, niech z wiarą i ufnością przychodzi czerpać ustawicznie ze skarbu Mojej Męki, z Moich przebitych Ran udzielę wszystkiego, o co Mnie kto prosić będzie przez Moje Święte Rany. Trzeba rozszerzyć nabożeństwo do nich.
- Moje Rany Najświętsze uświęcają dusze i zapewniają im postęp w dobrym. Z Moich Ran rodzą się owoce świętości. Ci, którzy czcić je będą, dojdą do prawdziwego poznania Mnie.
- W moich Ranach zawsze oczyścić się możecie. Moje Rany uleczą wasze grzechowe rany. Moje Rany pokryją wszystkie wasze przewinienia. Nabożeństwo do Moich Ran jest lekarstwem na te czasy nieprawości.
- Wszystkie wasze sprawy, nawet najmniejsze, skoro zostaną zanurzone w Mojej Krwi, nabędą przez to nieskończonej zasługi i sprawią pociechy Mojemu Sercu. Zanurz wiec sprawy twoje w Moich Ranach, a będą miały wielką wartość.
- Ofiaruj mi Rany Moje za grzeszników, boja pałam żądzą zbawienia dusz. Za każdym słowem wymówionym przez was w koronce spuszczam kroplę krwi Mojej na duszę grzesznika. Grzesznik wyjedna dla siebie nawrócenie przez odmówienie następującej modlitwy: „Ojcze Przedwieczny ofiarowuję Ci Rany Pana naszego Jezusa Chrystusa na uleczenie ran dusz naszych”.
- Moc Moja jest w Moich Ranach. Posiadając je, potężnym się stajesz i możesz otrzymać wszystko. Masz nawet więcej mocy ode Mnie, bo możesz rozbrajać sprawiedliwość Moją. Moje święte Rany podtrzymują świat.
- Mając Moje Rany, macie wszystko. Przez nie dokonywa się gruntownych dzieł; nie przez kosztowanie pociech, ale przez cierpienia. Trzeba się modlić, ażeby znajomość Moich świętych Ran rozszerzona była po całym świecie.
- Wezwania do Najświętszych Ran wyjednywać będą Kościołowi nieustanne zwycięstwa. Powinniście ciągle czerpać z tych źródeł ku triumfowi Mego Kościoła. Trzeba się bardzo modlić za Kościół święty. Dopóki Rany Moje bronić was będą, nie macie się czego lękać, ani dla siebie, ani dla Kościoła.
- Gdy doznajecie przykrości lub gdy cierpienie was przygniata, złóżcie to czym prędzej w Moje Rany, a ból się uciszy. Trzeba często przy chorych powtarzać „O mój Jezu, przebaczenia i miłosierdzia przez zasługi Twoich świętych Ran”. Ta modlitwa ulży duszy i ciału chorego.
- Gdy ofiarujesz Moje święte Rany za grzeszników, nie zapominaj czynić tego i za dusze w czyśćcu, bo mało jest osób, które by myślały o przyniesieniu im ulgi. Najświętsze Rany są dla dusz czyśćcowych skarbem nad skarby. Ofiaruj swoje cierpienie w połączeniu z Moimi Boskimi Ranami za dusze czyśćcowe.
- Dusza, która za życia swego śmiertelnego czciła Rany Pana naszego Jezusa Chrystusa, korzystała z ich zasług i ofiarowała je Ojcu Przedwiecznemu za dusze czyśćcowe, będzie miała przy sobie w chwili śmierci Najświętszą Maryję Pannę i Aniołów, a Pan Jezus Ukrzyżowany w całym blasku swej chwały przyjmie ją i ukoronuje wieńcem niebieskim jej czoło.
Modlitwa do najboleśniejszej Rany Pana Jezusa
Św. Bernard pytał się Pana Jezusa, która z Jego boleści jeszcze przed ludźmi utajona, była największą?
Miałem ciężką ranę, odpowiedział Jezus, w ramieniu, na którym krzyż dźwigałem, ta rana była mi najboleśniejszą. Ponieważ ludzie o tym nie wiedzą, nie pamiętają o niej, oddajże tej ranie cześć, a o cokolwiek przez nią prosić będziesz otrzymasz. Wszyscy, którzy tę ranę pozdrawiać będą, dostąpią odpuszczenia grzechów powszednich, a z śmiertelnych nawrócenie.
O Najukochańszy Jezu mój, Ty Najcichszy Baranku Boży, ja biedny grzesznik pozdrawiam i czczę TĘ RANĘ TWOJĄ NAJŚWIĘTSZĄ, która Ci sprawiła ból bardzo dotkliwy, gdyś niósł Krzyż ciężki na Swym Boskim Ramieniu. Ból cięższy i dotkliwszy, niż inne Rany na Twoim Świętym Ciele. Uwielbiam Cię oddaję cześć i pokłon z głębi serca. Dziękuję Ci za Tę Najgłębszą i Najdotkliwszą RANĘ Twego Ramienia. Pokornie proszę, abyś dla tej srogiej boleści Twojej, którą w skutek Tej Rany cierpiałeś i w Imię Krzyża Twego ciężkiego, któryś na tej Ranie Świętej dźwigał, ulitować się raczył nade mną nędznym grzesznikiem, darował mi wszystkie grzechy i sprawił, aby wstępując w Twoje Krwawe Ślady doszedł do szczęśliwej wieczności. Amen.
Ojcze Nasz… x 3 Zdrowaś Maryjo x 3
Św. Bernard, dopytując się raz na modlitwie Pana naszego, jaki był największy ból nieznany wiernym, który odczuł na Swym Ciele, podczas swej najświętszej Męki – otrzymał następującą odpowiedz:
Pan Jezus: „Miałem Ranę na Ramieniu, spowodowaną dźwiganiem Krzyża, na trzy palce głęboką, z której widniały trzy odkryte kości. Sprawiła mi ona największe cierpienie i ból aniżeli wszystkie inne. Ludzie mało o niej myślą dlatego jest nieznana. Lecz ty staraj się objawić ją wszystkim chrześcijanom całego świata. Wiedz, że o jakąkolwiek łaskę prosić mnie będą przez Tą właśnie ranę, udzielę jej – i wszystkim, którzy z miłości do Tej Rany uczczą Mnie odmówieniem codziennie Trzech Ojcze Nasz… i Trzech Zdrowaś Maryjo…, daruję im:
- grzechy powszednie,
- ich grzechów ciężkich już więcej pamiętać nie będą,
- nie umrą nagłą śmiercią,
- w chwili skonania nawiedzi ich Najświętsza Dziewica i uzyskają łaskę i zmiłowanie Moje.
Papież Eugeniusz III udzielił na prośbę Św. Bernarda odpustu tym wszystkim, którzy Tę Świętą Modlitwę odmawiają.
Patroni Tygodnia
Św. Kazimierz królewicz,
obrońca ubogich i uciemiężonych –
4 marca
Człowiek o „czystym sercu i czystych rękach”, któremu udało się przejść zwycięsko przez próbę władzy, bogactwa i cielesnych pokus. Urodził się na Wawelu. Jego ojcem był król Kazimierz Jagiellończyk, a matką Elżbieta Rakuszanka, nazywana także „matką królów”, gdyż czterech jej synów zostało królami. Od najmłodszych lat zajmowali się nim wybitni nauczyciele, m. in. słynny historyk Jan Długosz, który zaszczepił w nim głęboki patriotyzm i szczerą religijność. Wszechstronnie wykształcony i utalentowany. Sprawując władzę wzbudzał jednak powszechny szacunek i miłość poddanych, do tego stopnia, że mimo młodego wieku, nazywany był „ojcem i obrońcą ubogich i uciemiężonych”. Mając 25 lat zapadł bowiem na gruźlicę. Choroba ta była wówczas jak wyrok śmierci. Do cierpień fizycznych doszły bowiem duchowe. Był osamotniony i niezrozumiany, nawet przez bogobojnych rodziców, którzy nalegali, aby ratował swoje życie i miał na uwadze dobro państwa. Jedyną jego ostoją była modlitwa i sakramenty. 4 marca 1484 roku odszedł człowiek o czystym sercu i czystych rękach, któremu udało się przejść zwycięsko przez próbę władzy, bogactwa i cielesnych pokus. Przy głowie znaleziono pergamin z jego ulubionym hymnem ku czci Matki Bożej: Dnia każdego sław Maryję…
Św. Perpetua i Felicyta ;
– patronkami bezpłodnych kobiet
7 marca
Perpetua i Felicyta żyły w II w. w starożytnym Thuburbo Minus, mieście położonym około 30 km od Kartaginy. Perpetua w tajemnicy przed ojcem poganinem przyjęła wiarę chrześcijańską i zaczęła do niej przekonywać swych bliskich: brata oraz niewolnicę – Felicytę. Obie z Felicytą były młodymi mężatkami. Oskarżone o bycie chrześcijankami, zostały pojmane i sprowadzone do Kartaginy. Perpetua miała malutkiego synka, w wieku niemowlęcym, którego przynoszono jej do karmienia. W tym samym czasie, będąca w ósmym miesiącu ciąży Felicyta, po ciężkim porodzie powiła dziewczynkę, którą zaadoptował jeden z chrześcijan. Zgodnie bowiem z prawem rzymskim, matka, mająca w swoim łonie dziecię, nie mogła być stracona przed jego urodzeniem. Mimo próśb ojca, który odwiedzał Perpetuę w więzieniu, kobieta nie wyrzekła się swojej wiary. Po krótkim procesie wszystkich więźniów skazano na rozszarpanie przez zwierzęta. Tuż przed męczeństwem Perpetua i Felicyta otrzymały chrzest, bowiem w czasie aresztowania były jeszcze katechumenkami. Na arenie wypuszczono na nie dzikie zwierzęta, które nie okazały się zbyt drapieżne. Jedynie dotkliwie poraniły kobiety. Gladiatorzy dobili je więc mieczami. Męczeństwo to stało się sławne w całym Kościele. „Bohaterki wiary” tak Perpetue i Felicyte określano w Kanonie Rzymskim. Imiona obu męczennic wymieniane są także w Litanii do Wszystkich Świętych. Późniejsza legenda uczyniła ze św. Felicyty matkę siedmiu synów, z którymi miała ponieść męczeństwo. Legenda ta wyraźnie nawiązuje do śmierci siedmiu braci machabejskich i ich bohaterskiej matki. Perpetua i Felicyta są patronkami bezpłodnych kobiet.
Niedziela „Ad Gentes” (do narodów)
Wspieramy misje i misjonarzy z Kenii
Wioska Maryi na równiku
Na świecie jest wiele miejsc związanych z kultem Matki Bożej. Jedne są bardziej znane, inne mniej. Subukia znajduje się na afrykańskiej ziemi, w Kenii. W miejscu, gdzie przechodzi równik, powstaje sanktuarium, którego historia rozpoczęła się od objawień Matki Bożej
.
Kenia – Subuki
Położona w malowniczej, zielonej okolicy w pobliżu Nakuru i równika, to duchowe serce Kenii, porównywalne do polskiej Częstochowy. Znajduje się tam Narodowe Sanktuarium Maryjne, dedykowane Matce Bożej. Każdego roku miejsce to przyciąga coraz większe liczby pielgrzymów, od indywidualnych osób po duże grupy parafialne i modlitewne. W każdą sobotę franciszkanie obsługują liczne pielgrzymki, organizując msze, spowiedzi i nabożeństwa, a pielgrzymi wchodzą na strome wzgórze, odprawiając Drogę Krzyżową pośród bujnej przyrody, gdzie zaciekawione małpy towarzyszą im z drzew. Na szczycie znajduje się kapliczka z cudownym źródłem, uważanym za uzdrawiające. Legenda głosi, że woda z tego źródła przestaje płynąć, gdy między ludźmi brakuje pokoju. Dlatego franciszkanie uczynili z Subukii miejsce pojednania, które stało się centrum duchowego odrodzenia w Kenii. Sanktuarium stale się rozwija – trwa budowa świątyni na 4500 osób, której kształt przypomina koronę Maryi, a 12 filarów symbolizuje Apostołów. Będą tam także kaplice dla mniejszych grup oraz kaplica adoracji Najświętszego Sakramentu. To miejsce, gdzie pielgrzymi mogą nie tylko modlić się, ale i doświadczyć duchowego pokoju i uzdrowienia. Początki sanktuarium Matki Bożej w Subukii związane są z nadzwyczajnymi zdarzeniami, które miały miejsce w Kenii po pierwszej wizycie Jana Pawła II w 1980 r. Po wyjeździe papieża było wiele wizji czy też objawień. Początkowo nikt się tym nie przejmował, jednak w samej Subukii objawienia miały bardzo mocny wydźwięk. Wzywały one do czytania Pisma świętego, do modlitwy różańcowej, częstej spowiedzi i przystępowania do sakramentu Eucharystii. Jak wierzą miejscowi, Maryja objawiła się dwóm dziewczętom ze szkoły średniej między 29 sierpnia a 28 września 1984 r. Świadkami tamtych wydarzeń byli miejscowi duszpasterze. Samej Maryi nie widzieli, ale z zachowania dziewcząt wnioskowali, że dzieje się coś nadnaturalnego. Sława tego miejsca rosła. W 1984 r. sługa Boży kard. Maurice Michael Otunga podczas spotkania Episkopatu Kenii zaproponował, aby Subukię nazwać „Wioską Maryi, Matki Bożej”.
Zachęcamy do wsparcia tego wyjątkowego dzieła i budowy świątyni w Subukii – duchowej stolicy Kenii, gdzie pokój, pojednanie i modlitwa kształtują życie tysięcy pielgrzymów. Od 2011 r. trwa budowa potężnego kościoła w kształcie korony Matki Bożej zaprojektowanego przez o. Kazimierza Szulca, a wystrój wnętrza jest autorstwa Joanny Szymańskiej z Grodziska Mazowieckiego, która w Afryce przygotowała już kilka wnętrz kościołów.
Darem naszej parafii ( Chrystusa króla z Żywca Sporysza) jest ofiara z tacy 1 marca jak również relikwiarz z relikwiami sw. Jan Pawła II ( ks. kard. Dziwisz w dniu odpustu parafialnego 23 listopada 2025 r. dla parafii i dla misji za pośrednictwem parafii. Relikwie i ofiary przekaże sanktuarium w imieniu wszystkich parafian ks. proboszcz.