WYDARZENIA DUSZPASTERSKIE

 


Refleksja nad Słowem Bożym (Łk 10,25-37).

 

Pogardzani

W Ewangelii dzisiejszej, Chrystus stawia za wzór głęboko ludzkiej postawy – Samarytanina, co się równa mniej więcej temu, jakby hitlerowcom postawiono za wzór Żyda. Izraelici, wprawdzie, nie mordowali Samarytan, tak jak mordowano Żydów w czasie ostatniej wojny światowej, mieli ich jednak w wielkiej pogardzie. Mimo to, a może właśnie dlatego, Chrystus słuchającym go Żydom za wzór postawił Samarytanina. Co przez to chciał powiedzieć im i nam?

Po pierwsze, prawdę trzeba mówić zawsze, niezależnie od tego, czy ona się komuś podoba, czy nie. Postawienie za wzór Samarytanina z pewnością nie podobało się wielu słuchaczom Chrystusa. Ale taka była prawda. Nie pochylili się nad poranionym człowiekiem ani kapłan, ani lewita, tylko on – Samarytanin. Po drugie, Chrystus dał wyraźnie do zrozumienia, że u Niego nie liczy się narodowość, pozycja społeczna, tylko właściwe postępowanie. Za bliźniego uznał właśnie pogardzanego Samarytanina, a nie kapłana i lewitę. Bliźnim jest ten, kto czyni dobrze, pochyla się nad tymi, którzy płaczą. Nauka płynąca z przypowieści o miłosiernym Samarytaninie bardzo jest nam potrzebna. Niektórzy bowiem z nas, jak ów lewita i kapłan nie chcą uznać pewnych ludzi za bliźnich. Wymyślamy im od żydów i masonów, a przecież Chrystus kazał nam wszystkich uznawać za bliźnich i do wszystkich nas posłał, byśmy nieśli im Dobrą Nowinę o zbawieniu. Nic można ewangelizować nie kochając. Wystrzegajmy się wszelkich uprzedzeń, bo one nie mają nic wspólnego z chrześcijaństwem.

 

ZADANIE NA TYDZIEŃ

  1. Do przemyślenia:

Czy nie mam uprzedzeń rasowych i innych?

Czy potrafię pomóc ludziom kulturowo i religijnie obcym?

  1. Do wykonania:

Będę pamiętał o tym, iż najlepiej świadczy się o Chrystusie, kochając ludzi, także i nieprzyjaciół.


Lipiec miesiącem Przenajdroższej Krwi Chrystusa

Modlitwa zanurzenia we Krwi Chrystusa

(do odmawiania codziennie).
Jezu, zanurzam w Twojej Przenajdroższej Krwi cały ten rozpoczynający się dzień, który jest darem Twojej nieskończonej miłości. Zanurzam w Twojej Krwi siebie samego. Wszystkie osoby, które dziś spotkam, o których pomyślę czy w jakikolwiek sposób czegokolwiek o nich się dowiem. Zanurzam moich bliskich i osoby powierzające się mojej modlitwie. Zanurzam w Twojej Krwi, Panie, wszystkie sytuacje, które dziś zaistnieją, wszystkie sprawy, które będę załatwiać, rozmowy, które będę prowadzić, prace, które będę wykonywać i mój odpoczynek . Zapraszam Cię, Jezu, do tych sytuacji, spraw, rozmów, prac i odpoczynku.
Proszę, aby Twoja Krew przenikała te osoby i sprawy, przynosząc według Twojej woli uwolnienie, oczyszczenie, uzdrowienie i uświęcenie. Niech dziś zajaśnieje chwała Twojej Krwi i objawi się jej moc. Przyjmuję wszystko, co mi dziś ześlesz, ku chwale Twojej Krwi, ku pożytkowi Kościoła św. i jako zadośćuczynienie za moje grzechy, składając to wszystko Bogu Ojcu przez wstawiennictwo Maryi . Oddaję siebie samego do pełnej dyspozycji Maryi, zawierzając Jej moją przeszłość, przyszłość i teraźniejszość, bez warunków i bez zastrzeżeń. Amen.

Kto jest moim bliźnim?

Zapewne doskonale znamy przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, ale Ewangelia to jest kopalnia ciągle nowych myśli, i zawsze możemy odkryć dla siebie coś wyjątkowego. Spróbujmy przeanalizować krótko ten fragment. Uczony w Piśmie pyta Jezusa: ,,co zrobić, aby osiągnąć życie wieczne?”. Jezus sam naprowadza go na to najważniejsze przykazanie, które znamy wszyscy od dziecka, znamy z pacierza: ,,będziesz miłował Pana Boga swego… i będziesz miłował bliźniego-jak siebie samego”.

Przykazanie miłości.

Ewangelia stanowi niewyczerpane źródło mądrości, dzięki któremu zawsze możemy odkrywać na nowo Słowo Boże. Zapewne wielu z nas dobrze zna przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Dzisiaj spróbujmy dokonać krótkiej analizy właśnie tego fragmentu Pisma Świętego. Otrzymujemy w nim ustanowione przez Jezusa najważniejsze przykazanie – przykazanie miłości: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego”.

Kto jest moim bliźnim?.

We współczesnym rozumieniu ‘bliźni’ to po prostu każdy człowiek – bez wyjątku. Jednak Żydów Starego Testamentu bliźnim był tylko Żyd. Dlatego więc za zupełnie wyjątkową należy uznać przedstawioną w dzisiejszej Ewangelii postawę Samarytanina. Musimy pamiętać, że w czasach biblijnych nawet pobożny wyznawca religii abrahamowej nie był zobligowany działania w oparciu o przykazanie miłości. Może trudno nam to sobie wyobrazić, ale ktoś nienależący do narodu wybranego, był uważany za człowieka niższej kategorii, gorszego… Dodatkowo, Samarytanie i Żydzi żyli obok siebie, ale w ciągłej niezgodzie i nienawiści. Jednak wspominany dziś Samarytanin wydaje się nie pamiętać o tych podziałach i postępuje jak człowiek wrażliwy na krzywdę drugiego człowieka – bez względu na jego pochodzenie. Nie jest gapiem szukającym taniej sensacji, ale człowiekiem o miłosiernym sercu, udzielającym konkretnej pomocy. Biorąc pod uwagę wszystkie te okoliczności, musimy przyznać, że taka postawa jest szczególnie wymowna i godna podziwu.

W każdym widzieć brata.

Powszechnie uważamy, że bliźnim jest dla nas każdy człowiek. Jednak często bywa, że w codziennym życiu jako bliźnich traktujemy tylko swoich najbliższych i obojętnością reagujemy na potrzeby obcych nam ludzi. I dlatego dzisiejsza Ewangelia jest tak aktualna – przypomina, że każdy człowiek, który staje wobec nas jest naszym bliźnim, a w każdym człowieku, który staje wobec nas jest Chrystus. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” – mówi Jezus. Dzisiejsze czasy potrzebują wrażliwości na drugiego człowieka, wrażliwości, której tak pięknie i wymownie uczy nas papież Franciszek. Czasem wystarczy się do drugiego człowieka życzliwie uśmiechnąć, podejść, poświęcić mu chwilę, by z nim porozmawiać lub tylko wysłuchać. Czasem jednak potrzeba innej pomocy – być może medycznej materialnej. Wyobraźmy sobie np. zagubionego, bezradnego i zestresowanego człowieka przychodzącego do jakiegoś ważnego urzędu. Jeśli otrzyma pomoc, wsparcie i zrozumienie ze strony urzędników, będzie to świadectwem, że w tym miejscu pracują jego bliźni. Jeśli natomiast zostanie potraktowany obojętnie lub nieuczciwie, to próżno mówić o miłości bliźniego… Pamiętajmy, że jeśli przyjdzie do nas ktoś, kto doznał jakiejś krzywdy i nie znajdziemy dla niego czasu, to właściwie powiększamy ranę cierpiącego człowieka… Nie być obojętnym na drugiego człowieka, umieć się zatrzymać przy drugim człowieku, tak jak zrobił to Samarytanin – właśnie takiego poczucie miłości bliźniego powinniśmy w sobie szukać!

Krystyna Juckiewicz


Matka Boża Szkaplerzna

Początki szkaplerza karmelitańskiego sięgają XII stulecia. Duchowi synowie proroka Eliasza prowadzili życie modlitewne na górze Karmel w Palestynie. Nazywali się Braćmi Najświętszej Maryi Panny z góry Karmel. Z powodu licznych prześladowań przenieśli się do Europy. Kościół, uznając regułę ich życia, dał prawny początek Zakonowi Karmelitańskiemu. Rozwijał się on szybko i promieniował przykładnym życiem swoich członków. W Anglii szczególną świątobliwością odznaczał się św. Szymon Stock. Kiedy dostrzegł niebezpieczeństwa grożące zakonowi, błagał Najświętszą Dziewicę o pomoc. W nocy z 15 na 16 lipca 1251 roku ujrzał Najświętszą Maryję Pannę w otoczeniu aniołów, która podała mu szkaplerz koloru brązowego. Usłyszał wtedy następujące słowa Maryi: „Przyjmij, synu najmilszy, Szkaplerz twego Zakonu jako znak mego braterstwa, przywilej dla Ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania”.

W XIV stuleciu Najświętsza Maryja Panna ukazała się papieżowi Janowi XXII i poleciła szczególną opiekę nad „Jej Zakonem Karmelitańskim”. Obiecała obfite łaski i zbawienie należącym do Zakonu, którzy wiernie wypełniają swe śluby, a także należącym do Bractwa Szkaplerznego, którzy zachowują cnotę czystości według swego stanu i modlą się za Kościół święty. W końcu Matka Boża obiecała wszystkim nadzwyczajną łaskę, znaną w historii pod nazwą tzw. „przywileju sobotniego”: „Ja, ich Matka, w pierwszą sobotę po ich śmierci, wyzwolę ich z czyśćca i zawiodę na górę życia wiecznego”. Stolica Apostolska zaliczyła szkaplerz święty do sakramentaliów. Swoją władzą potwierdziła przywileje szkaplerza, opierając ich skuteczność na modlitwach całego Kościoła. Szkaplerz święty, obok Różańca, stał się jednym z podstawowych nabożeństw maryjnych.

Obecnie nabożeństwo szkaplerzne znane jest nie tylko na starym kontynencie, ale i na całym świecie. Warto w tym miejscu przypomnieć, że Ojciec Święty Jan Paweł II od lat wczesnego dzieciństwa nosi święty szkaplerz.

Przywileje szkaplerza karmelitańskiego są następujące: 
1.  Kto umrze odziany szkaplerzem świętym, nie zostanie potępiony;
2.  Noszący szkaplerz jako czciciel Matki Bożej zapewnia sobie Jej opiekę, co do duszy i ciała w tym życiu i szczególną pomoc w godzinie śmierci;
3.  Każdy, kto pobożnie nosi szkaplerz i zachowuje czystość według stanu, zostanie wybawiony z czyśćca w pierwszą sobotę po swojej śmierci;
4.  Ci, którzy należą do Bractwa Szkaplerznego, są duchowo złączeni z Zakonem Karmelitańskim i mają udział w jego dobrach duchowych za życia ziemskiego i po śmierci, a więc we Mszach świętych, Komuniach św., umartwieniach, modlitwach, postach itp.

Warto dodać, że szkaplerz ma być wykonany z sukna wełnianego koloru brązowego. Na jednym płatku ma być wizerunek Matki Boskiej Szkaplerznej, a na drugim Serce Pana Jezusa. Szkaplerz powinien być poświęcony przez kapłana lub diakona. Należy go nosić tak, by jego jedna część spadała na plecy a druga na piersi. W roku 1910 papież Pius X zezwolił na zastąpienie szkaplerza płóciennego medalikiem szkaplerznym. Tak szkaplerz, jak i medalik powinny być noszone w sposób jak najdogodniejszy. Osoby noszące szkaplerz i przynależące do Bractwa Szkaplerznego mają udział w dobrach duchowych całego Zakonu Karmelitańskiego, nazywają się braćmi i siostrami – i są nimi faktycznie w sposób duchowy.

Głównym ośrodkiem szerzenia kultu Matki Bożej Szkaplerznej w Polsce jest Czerna koło Krakowa: Ojcowie Karmelici Bosi, 32-064 Czerna 79. Szerszych informacji osobom zainteresowanym udzieli, a także wyśle szkaplerz bądź medalik: Ośrodek Duchowości Karmelitańskiej, ul. Liściasta 9, 91-357 Łódź.


Bóg wybiera miejsca szczególne
Czerna k. Krzeszowic

Szkaplerzna o piwnych oczach

Piękno przyrody łączy się tu z pięknem duchowości karmelitańskiej, a Matka Boża od wieków wyprasza swoim dzieciom potrzebne łaski. Ze strachu  serce mi się trzepotało. Myśli wybiegały do Czernej o ratunek. Nagle hitlerowiec złapał mnie tak silnie (Jak jastrząb swą zdobycz), że miałam odciśnięte jego palce na swym ciele. Wtedy zawołałam: Matko Szkaplerzna, ratuj mnie! W tym momencie snop silnego światła padł na nas i oślepił nas. On przestraszył się i wypuścił mnie” – świadectwo cudownego ocalenia życia w czasie wojny, które złożyła mieszkanka Warszawy, jest jednym z setek, które zapisane zostały w kronice sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej w podkrzeszowickiej Czernej.

 

Miejsce wybrane przez Boga

Lepszego miejsca na modlitwę ze świeczką można by szukać. Położone na Szlaku Orlich Gniazd, w północno-wschodnim narożu wsi Czerna, gdzie na zboczu niewysokiego leśnego wzniesienia rozlokował się klasztor Karmelitów Bosych, emanuje ciszą i spokojem. Klasztor ma rangę podwójnego sanktuarium – znajduje się w nim cudowny obraz Matki Bożej Szkaplerznej oraz kaplica z relikwiami św. Rafała Kalinowskiego – i od setek lat przyciąga wiernych.

Historia tego miejsca sięga XVII wieku i nierozłącznie wiąże się z zakonem karmelitańskim, który na ziemiach polskich obecny jest od 1605 r. Gdy w 1620 r. definitorium generalne w Rzymie upoważniło prowincjała karmelitów bosych w Polsce do założenia pustelniczego klasztoru w prowincji Ducha Świętego, rozpoczęto poszukiwania lokalizacji oraz fundatora. Upłynęło pięć lat i fundacji podjęła się Agnieszka z Tęczyńskich Firlejowa, wdowa po wojewodzie krakowskim, niewiasta niezwykle pobożna, członkini III zakonu świeckiego sióstr benedyktynek, po śmierci swojego małżonka oddana nie tylko wychowaniu trojga dzieci, ale także dobroczynności i uczynkom chrześcijańskiej miłości wobec potrzebujących. Pierwotna lokalizacja karmelickiego eremu mieściła się w lesie siedleckim w dobrach Melchiora Gierstmana, jednak rozpoczęte prace budowlane trzeba był przerwać ze względu na brak wody w okolicy. Wówczas wybór fundatorki padł na otoczoną górami i lasami dolinę, która oddzielała wieś Paczółtowice od Czernej. „Bóg sam wybrał to miejsce” – mieli wołać urzeczeni nową lokalizacją ojcowie. Na miejsce budowy kościoła wybrali stok góry czerneńskiej, ponieważ teren przypominał im miejsce na górze Karmel w Ziemi Świętej, gdzie znajdował się klasztor pierwszych pustelników, którzy dali początek zakonu.

Dobrze ulokowany majatek

Budowę klasztoru rozpoczęto w 1629 r. Budowę kościoła w stanie surowym wraz z jednym skrzydłem klasztoru ukończono w 1639 r.21 września 1640 r. poświęcenia wzniesionej świątyni dokonał Piotr Gembicki, biskup przemyski i wielki kanclerz koronny. Agnieszka z Tęczyńskich Firlejowa bogato wyposażyła kościół i klasztor. Staraniem Firlejowej uzyskano bullę papieża Urbana VIII, podpisaną 15 czerwca 1664 r., o nienaruszalności dóbr klasztornych. Za klasztornym murem dobudowano domki pustelnicze. W murach czerneńskiego eremu Adwent 1660 r. spędził sam król Jan Kazimierz. Królewska wizyta miała dla karmelitów zbawienny skutek. Monarcha nakazał komisarzowi wydanie każdego roku, z pominięciem zapłaty skarbowej, soli z żup Wieliczki. Król Jan Kazimierz przychylił się także do próśb karmelitów związanych z problemami eksploatacji czarnego marmuru w Dębniku należącym do dóbr klasztornych. Król wydał zgodę karmelitom na wolny rynek zbytu marmuru we wszystkich miastach Polski i Litwy. Przywilej ten potwierdzali kolejni władcy: Jan III Sobieski, August lii August III.

Czas upadku, czas odnowy

Zakonnicy w Czernej wiedli pustelnicze życie do momentu, gdy nie dopadła ich austriacka machina zaborcza. Zakony kontemplacyjne, oceniane jako nieużyteczne, zostały na mocy zarządzenia cesarza Józefa II zniesione i przekazane pod jurysdykcję biskupów i konsystorzy. Wówczas to generał zakonu, by ratować ostatnią placówkę Karmelu w Polsce, wysłał do Czernej ośmiu ojców i dwóch braci. Z 14 na 15 października 1880 r. po raz pierwszy po 85 latach zadzwoniły dzwony zwołujące zakonników na modlitwę. Stopniowo także klasztor wraz z kościołem zaczęły dźwigać się z upadku, ale nie byłoby to możliwe bez duchowego odrodzenia zakonu, w czym niemałą zasługę miał o. Rafał od św. Józefa – Józef Kalinowski, który do karmelitów bosych wstąpił w 1877 r. i właśnie w Czernej, w 1882 r., przyjął święcenia kapłańskie. Zaledwie kilka miesięcy później został przeorem czerneńskiego klasztoru i urząd ten pełnił 9 lat. Niestrudzenie oddawał się tam posłudze sakramentu pokuty i kierownictwu duchowemu, przyczynił się także w znacznej mierze do odnowy Karmelu w Galicji.

Dom Szkaplerznej Pani

W ołtarzu po północnej stronie świątyni umieszczono otoczony wotami cudowny obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem trzymającej w ręku szkaplerz karmelitański. Namalował go w XVIII wieku Paweł Gołembiewski, wzorując się na obrazie Madonny Salus Po puli Romani z bazyliki Matki Bożej Większej w Rzymie. Wizerunek wykonany na blasze miedzianej przedstawia Madonnę ukazaną frontalnie, odzianą w piękną ugrową suknię. Głowę i ramiona Maryi okrywa ciemnoniebieski płaszcz z kapturem podbity zielenią. Na twarzy Matki Bożej widać głębokie zatroskanie, a Jej piwne oczy zdają się widzieć każdego z nas. Jezus trzymany na lewym ramieniu Matki wznosi rękę w geście błogosławienia. W prawej dłoni Maryja trzyma szkaplerz – znak przymierza. W lewej ręce trzyma mało widoczną chusteczkę, co można odczytywać jako symbol matczynej gotowości do ocierania naszych łez. Szkaplerzna Pani z Czernej przyciąga rzesze wiernych, którzy powierzają Jej swoje największe troski. Sława tego miejsca i łask otrzymywanych za pośrednictwem Matki Bożej Szkaplerznej zaczęła się rozchodzić lotem błyskawicy od chwili, gdy karmelitański kościół udostępniono wiernym. Tuż po 1805 r. rozpoczęły się liczne pielgrzymki do Szkaplerznej Pani najpierw okolicznych mieszkańców, a z czasem w wielkiej liczbie także wiernych ze Śląska. . Nieustanny wzrost kultu był przyczynkiem do podjęcia starania o koronację cudownego obrazu koronami papieskimi. Stało się to 17 lipca 1988 r., a aktu koronacji z nominacji Jana Pawła II dokonał kard. Franciszek Macharski.

 Margita Kotas


XXVII OGÓLNOPOLSKIE SPOTKANIE RODZINY SZKAPLERZNEJ

19 lipca – sobota

 

9.00 – Powitanie, animacja muzyczna, modlitwa

10.00  – Konferencja: o. Leszek Stańczewski OM

11.00 –  Uroczysta Msza Święta – Przewodniczy: bp Artur Ważny, Ordynariusz Sosnowiecki

13.00 – Czas na posiłek, odpoczynek, braterskie spotkania

14.00- Uroczyste nałożenie Szkaplerza dla tych, którzy jeszcze go nie przyjęli

14.30 – Nabożeństwo Eucharystyczne z odnowieniem przyrzeczeń szkaplerznych

15.15 – Zakończenie spotkania


Cudze chwalicie swego nie znacie

Sanktuarium Matki Bożej Rychwałdzkiej Pani Ziemi Żywieckiej

Wieś w województwie śląskim, w Kotlinie Żywieckiej, w dolinie potoku Nawieśnik. Jedna z najstarszych miejscowości w okolicach Żywca. Jej początki sięgają przełomu XIII i XIV wieku. Miejscowość – położona wśród malowniczych, pokrytych lasami beskidzkich wzgórz i w pobliżu Jeziora Żywieckiego – stanowi znakomitą bazę wypadową dla miłośników górskich wycieczek i zwolenników sportów wodnych. Pierwszy drewniany kościół św. Mikołaja w Rychwałdzie, konsekrowany w roku 1547 przez biskupa krakowskiego Erazma Ciołka, ufundował ówczesny właściciel Żywca – Mikołaj Komorowski. W połowie następnego stulecia Katarzyna z Komorowskich Grudzińska ofiarowała do kościółka wizerunek Matki Bożej z Dzieciątkiem, trzymanym na lewym ręku. Ikona namalowana przez anonimowego artystę na lipowej desce – według zasad sztuki bizantyńskiej – pochodzi z XV wieku. Obraz, o wymiarach 91,5 cm na 113,5 cm, umieszczono początkowo w bocznym ołtarzu. Ponieważ jednak wierni modlący się przed tym wizerunkiem zaczęli doznawać uzdrowień i doświadczać szczególnych łask, obraz Matki Bożej z Rychwałdu szybko zyskał sławę cudownego i przeniesiono go do ołtarza głównego, a w roku 1678 biskup krakowski Mikołaj Oborski polecił szerzyć jego kult. Kościółek św. Mikołaja rozebrano wówczas i przeniesiono do pobliskich Gilowic, gdzie stoi do dziś, a na jego miejscu wzniesiono w połowie XVIII wieku murowaną barokową świątynię, zaprojektowaną przez Hieronima Wielopolskiego. Do niej właśnie przeniesiono rychwałdzką Bogurodzicę. W tym okresie jej sława przyciągała wiernych już nie tylko z Żywiecczyzny, ale także ze Słowacji, Orawy, a nawet Węgier. Liczba pielgrzymów wzrosła znacznie w czasie dwóch wojen światowych. W 1946 roku opiekę nad sanktuarium przejęli franciszkanie konwentualni. Rok później erygowano w Rychwałdzie ich klasztor. 18 lipca 1965 roku prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński i metropolita krakowski kardynał Karol Wojtyła ukoronowali obraz papieskimi koronami. Obecnie wiernych przyciągają do sanktuarium również specjalne nabożeństwa fatimskie, zainicjowane w 1977 roku, które odbywają się od maja do października – zawsze 13. dnia miesiąca.


Wydarzenia parafialne

Nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia

18 lipiec 2025 r.
g. 17.45

Msza św. o Bożym Miłosierdziu
Zaproszenie na Mszę św. o Bożym Miłosierdziu odprawianą w trzeci piątek miesiąca. Msza św. o Bożym Miłosierdziu to wyjątkowe nabożeństwo, które ma na celu uczczenie nieskończonej miłości i miłosierdzia Boga wobec ludzi. Odprawiana w trzeci piątek każdego miesiąca.

Duchowe znaczenie Mszy św. o Bożym Miłosierdziu
Msza św. o Bożym Miłosierdziu jest inspirowana objawieniami św. Faustyny Kowalskiej, polskiej zakonnicy, której Chrystus ukazał się w latach 30. XX wieku. Św. Faustyna zapisała w swoim Dzienniczku słowa Jezusa, który prosił o szerzenie kultu Bożego Miłosierdzia na całym świecie. Msza ta jest odpowiedzią na ten apel, przypominając wiernym o miłości, która przenika wszelkie nasze grzechy i słabości.

Dlaczego warto uczestniczyć?.
Uczestnictwo w Mszy św. o Bożym Miłosierdziu niesie ze sobą liczne duchowe korzyści. To okazja do głębszego poznania i doświadczenia Bożej miłości i miłosierdzia, które przemieniają nasze serca i życie. Msza ta jest również doskonałym momentem na refleksję nad własnym życiem, nawrócenie i zbliżenie się do Boga. Wspólnota wiernych, która gromadzi się na tej szczególnej Mszy, tworzy atmosferę jedności i wsparcia, co dodatkowo wzmacnia duchowe przeżycia. Zapraszamy serdecznie do uczestnictwa w Mszy św. o Bożym Miłosierdziu w trzeci piątek każdego miesiąca. Niech to będzie czas pełen łaski, miłości i miłosierdzia, który umocni naszą wiarę i otworzy nasze serca na Boże działanie. Niech każda Msza św. o Bożym Miłosierdziu będzie krokiem ku głębszemu zrozumieniu i przeżywaniu Bożej miłości, która jest źródłem wszelkiego dobra i nadziei.


Opowiadanie dla ducha

 

Dwie drogi w jednej

Pewien człowiek postanowił poświęcić całe swoje życie innym. Nawiedzał chorych, udzielał pomocy ubogim i w ogóle – wszystkim potrzebującym. Tym sposobem wszystkie dni miał wypełnione miłosierdziem i altruizmem.

Razu pewnego jednak spotkał jakąś dziwną postać, która zatrzymała go i rzekła:
– Przyjacielu, nie zadałeś sobie pytania, czy twoja szlachetność przypadkiem nie jest egoizmem? Zaspokajasz potrzeby wielu, to prawda, ale czy nie zaspokajasz przede wszystkim siebie samego?

Człowiek ów osłupiał. Po chwili powiedział:
– Jak to możliwe? Moje poświęcenie jest autentyczne. Iluż rzeczy odmówiłem sobie dlatego, by oddać się całkowicie innym ludziom!
– Być może – rzekła postać – odmówiłeś sobie najważniejszego: Boga.

Człowiek poczuł smutek. Rzeczywiście, od kiedy oddał swoje życie innym, nieomal zapomniał o Bogu.
– Jak ci się wydaje, kim jesteś? – nalegała postać.
– Narzędziem dobroci Bożej? Poza tym, że zaspokajasz własny egoizm, jesteś po prostu pełen pychy… Bo też Bóg, dla wyrażania swej dobroci, nie potrzebuje pośredników…

Człowiek, którego przekonały owe słowa, zamknął się w najdalszej pustelni, gdzie zajął się wyłącznie modlitwą i kontemplacją, zapominając o wszystkim innym. Jednakże pewnego dnia koło jego pustelni pojawiła się jakaś postać. Twarz wydawała się pustelnikowi znajoma, ale nie miał czasu się nad tym zastanawiać, ponieważ osoba ta zaczęła go zarzucać pytaniami:
– A ty co tu robisz całkiem sam? Rozmawiasz z Bogiem? A cóż to niby Bóg ma począć z twoimi słowami, jeśli, oniemiałe z zachwytu, kontemplują Go galaktyki, otchłanie czasu i każdy, choćby najmniejszy, atom materii? Nie wydaje ci się, że jesteś zarozumiały?

Człowiek, który stał się pustelnikiem, próbował się słabo bronić, ale postać nalegała:
– Czy nie widzisz tam, w sinej dali, zastępów ludzi głodnych, spragnionych, cierpiących? Trzeba zaspokoić ich potrzeby, uśmierzyć ból… Cóż czynisz tutaj, w arystokratycznym odosobnieniu? Bóg potrzebuje ludzi. Eremita zaczął płakać, ponieważ rozumiał, że to, co mówi owa postać, jest prawdą. Ale kiedy podniósł głowę, był już sam. Wówczas otworzyły mu się oczy. Zobaczył lilie na polu, które nie pracują ani przędą, ale Bóg darmo przyodziewa je w niewysłowione piękno. A jednocześnie ujrzał dobrego Samarytanina, gdy ten opatruje rannego na drodze do Jerycha – jedyny, który się zatrzymał, pośród tylu obojętnych. Zrobił zatem tak: wróciwszy do świata, poświęcał noc modlitwie i adoracji Boga, dzień zaś dawaniu siebie ludziom. Oczywiście – krótkie było jego życie. Kiedy jednak poszedł do Raju i ujrzał oblicze Boga, wydało mu się bardzo podobne do twarzy postaci, która poprowadziła go ku wyborowi słusznej życiowej drogi.

                                                                                                                              Anonim