
Refleksja nad Słowem (Mt 4,1-11).
CO DLA NAS ZNACZY POST?
Początek publicznej działalności Chrystusa ma niezwykle ostrą wymowę. Rozpoczął ją Chrystus od surowego, czterdziestodniowego postu. Na tle tego postu trzeba sobie zadać pytanie, jaki jest nasz post? Zgodzimy się chyba wszyscy, że on się rozmył w naszej świadomości. Stracił swoją ostrość i surowość. Pozostały po nim tradycje i wspomnienia. Została tylko pewna forma. Istnieje nawet obawa, że obecnie post stracił swoją duszę. Czasem nawet pytamy, czy on jeszcze ma sens? Z drugiej strony post Chrystusa i Jego wezwanie do pokuty zmuszają nas do zastanowienia, czy możemy, jako ludzie wierzący, rezygnować z dobrowolnej pokuty?
Każe też nam zastanowić się nad tym nasze wrodzone poczucie sprawiedliwości, które mówi o potrzebie zadośćuczynienia za naruszony porządek moralny, a także nasze sumienie, kiedy człowiek sam usiłuje wydać na siebie wyrok i przyjąć jakiś ciężar. Post jednak dla wielu z nas ma charakter zwyczajowy i jest pozbawiony motywacji religijnej. A przecież post ściśle się łączy ze śmiercią Chrystusa i jest tą kropelką goryczy, która winna nam przypominać mękę i śmierć Chrystusa. Jeżeli tę świadomość zgubimy, to będziemy czcicielami pustych form. I wtedy zasadne będzie pytanie, czy dzisiaj post ma jeszcze sens? Niestety, często już nie ma sensu i żadnej wartości, ale nie dlatego że jest niedorzecznością, tylko dlatego że z naszej winy stracił swoją duszę, że zgasła w nim pamięć o cierpiącym Chrystusie. Dlatego włóżmy w post, który rozpoczynamy, jedną myśl, jedno ogniwo łączące nasz wysiłek z pokutującym i cierpiącym Chrystusem. Bo jeżeli nie będzie tego związku, to nasz post będzie tylko pustym kształtem nie mówiącym nic ani Bogu, ani ludziom. O wszystkim jednak decyduje nasza wewnętrzna postawa, ta odrobina miłości, która odpowiada na wielką miłość Chrystusa. Formy pokuty wielkopostnej mogą być różne: od powstrzymania się od pokarmów mięsnych w określone dni, poprzez powstrzymanie się od alkoholu, papierosów, złego słowa, niechęci itp. Możliwości przyłączenia się do pokutującego Chrystusa jest wiele. Wybór należy do nas. Myślę, że wszyscy podejmiemy jakiś wielkopostny czyn pokutny.
ZADANIE NA TYDZIEŃ
- Do przemyślenia:
Dla każdego chrześcijanina Wielki Post jest wezwaniem do pokuty.
Czy mam świadomość, że jestem zobowiązany do zadośćuczynienia za popełniony grzech? Jak dotąd przeżywałem Wielki Post?
Do wykonania:
Wybiorę i wypełnię dobrowolny czyn pokutny.
Słowo duszpasterskie
Jeszcze nie tak dawno w kościele śpiewaliśmy kolędy, a już od Środy Popielcowej, w kościołach rozbrzmiewają pieśni pokutne. Rozpoczął się okres Wielkiego Postu. W tym czasie powinniśmy przygotować się do właściwego przeżycia tajemnicy paschalnej. Wielki Post jest okazją sprzyjającą odważnym, altruistycznym wyborom i praktykowaniu wielkoduszności. Czas ten umożliwia nam podjęcie walki z przesadnym przywiązaniem do pieniądza i podsuwa skuteczny oręż w postaci postu i jałmużny. Odmawianie sobie nie tylko tego, co zbyteczne, ale też czegoś więcej, aby podzielić się z potrzebującymi, prowadzi do zaparcia się siebie, bez którego nie ma autentycznego życia chrześcijańskiego. Wielki Post kres Wielkiego Postu obejmuje 40 dni. Rozpoczyna się w Środę Popielcową i trwa do Mszy Wieczerzy Pańskiej. Dla każdego katolika powinien być to czas pokuty, przemyśleń, rozważenia swojego postępowania i nawrócenia, aby dobrze przygotować się do obchodu Świąt Wielkiej Nocy. W tym celu podczas Wielkiego Postu mamy możliwość udziału w nabożeństwach Drogi Krzyżowej oraz Gorzkich Żali, które przypomną wiernym o miłości i poświęceniu Jezusa dla wszystkich ludzi. Droga Krzyżowa polega na symbolicznym odtworzeniu drogi Chrystusa na śmierć i złożenia Go do grobu. Opisuje Jego ostatnie chwile spędzone w niemożliwych cierpieniach. Udział w niej powinien sprawić, aby wierni zatrzymali się na chwilę w zadumie i podjęli próbę zmiany swojego postępowania. Gorzkie Żale to kolejne nabożeństwo pasyjne Wielkiego Postu. Składa się z trzech części, podczas nich śpiewane są pieśni pasyjne, dotyczące poszczególnych etapów cierpienia Chrystusa (od modlitwy w Ogrojcu, aż do skonania na krzyżu). Gorzkie Żale powinny skłonić każdego do refleksji, zastanowienia się nad celem i sensem swojego życia i nawrócenia. Jest jeszcze jedna wartość tak bardzo potrzebna człowiekowi w dzisiejszym świecie a jest nią rozważanie i modlitwa do Ran Jezusa Chrystusa, a szczególnie nieznanej rany Ramienia Jezusa. Zachęcam do duchowej lektury i pobożnościowej modlitwy.
Ks. proboszcz
Wielki Post w rodzinie
Wielki Post to czas, w którym możemy podjąć wiele wspólnych praktyk pobożnych w naszych domach. Trudne pojęcia postu i jałmużny można młodszym dzieciom tłumaczyć poprzez własny przykład i zachętę do działania. Skarbonka wielkopostna – wystarczy słoiczek lub przygotowana wcześniej prosta skarbonka, do której cała rodzina wrzuca drobne pieniądze przez cały okres trwania Wielkiego Postu. Za każdym razem, kiedy odmówimy sobie wafelka ze sklepu czy drożdżówki, wrzucamy równowartość do skarbonki. To forma postu i jałmużny w jednym. Rodzice również dokładają swoje kwoty, np. równowartość pitej codziennie kawy czy ulubionej gazety. Na koniec Wielkiego Postu wspólnie liczymy pieniądze i wybieramy cel, na który przekażemy naszą kwotę. To może być zbiórka na operację czy leki kogoś chorego, wsparcie instytucji ważnej dla rodziny lub misji. Jałmużna i modlitwa to nie wszystko. Możemy zobaczyć dobro, które udało nam się zrobić przez nasze 40 dni na pustyni. Jak? Za każdy dobry uczynek do słoika wrzucamy jedną fasolkę. W czasie Wielkiego Postu mamy wspierać siebie nawzajem w stawaniu się lepszym. Rozpakowałeś zmywarkę? Zadzwoniłeś z lekcjami do chorej koleżanki? Podlałeś kwiaty? Udała się wspólna modlitwa różańcowa? Była rodzinna Droga Krzyżowa i Gorzkie Żale? Wysłałeś kartki z okazji świąt wielkanocnych? Za każdą, nawet drobną rzecz, można wrzucać fasolki. Takim dobrem napełniamy nasze serca. Czterdzieści dni i czterdzieści nocy może być czasem, że dobro przestanie mieścić się w naszym słoiczku, a radość z tak obfitego czasu będzie wielka. Kącik modlitwy wielkopostnej – tak, jak zmienia się symbolika w kościele, tak samo możemy z dziećmi zaakcentować ważne miejsce w naszym domu, gdzie gromadzimy się na wspólnej modlitwie. Pozwól dziecku zagospodarować kawałek stoliczka czy półki. Może znaleźć się tam krzyż, zrobiona z akacji korona cierniowa, obrazki pasyjne, które przez sztukę przemawiać będą do młodej głowy. Powinien zagościć też fiolet, jako kolor tego okresu liturgicznego, poprzez obrus, serwetkę, a może świecę w tym kolorze. Kalendarz Wielkopostny – Wielkopostnik. Podobnie jak w czasie Adwentu możemy przygotować kalendarz dla dzieci, którym wizualnie łatwiej odmierzać czas. Parafie rozprowadzają często gotowe kalendarze z zadaniami. Można też kupić takie, również dla dorosłych, w formie zdrapki z zadaniami na Wielki Post. To symbol, jeszcze jeden, który może zagościć i ułatwić okres przygotowania. Wielki Post nie ma być czasem mozolnej pracy i udręki, a szansą na ubogacenie duszy, samorozwój, odnalezienie zagubionych ścieżek i drogą spotkania z Bogiem. Pościć możemy wyrzekając się zła, zrezygnować ze złych nawyków i przywar. Modlitwa może przypominać, że nie jesteśmy sami, że zawsze jest Ktoś, kto nas ukochał i czeka na spotkanie. Jałmużna zawsze działa w dwie strony. Wydaje nam się, że to my coś ofiarujemy, jednak dzięki niej mamy szansę doświadczyć radości z czynienia dobra, z podzielenia się czymś z drugim człowiekiem. Posypanie głowę popiołem to nie tylko symbol, to powiedzenie sobie: chcę iść drogą woli Bożej, chcę poznawać Syna Bożego Jezusa Chrystusa, chcę zmierzyć się ze swoimi słabościami i stawać się lepszym dla siebie i innych.
Tajemnica Najświętszych Ran Jezusa Chrystusa
Rozważanie Moich bolesnych ran jest dla Ciebie wielkim pożytkiem a Mnie sprawia wielką radość. (Pan Jezus do bł. s. Faustyny) Chrześcijaństwo poświęciło wiele uwagi kontemplacji Chrystusa Ukrzyżowanego i Jego zbawiennych ran. Już apostołowie Piotr i Paweł podkreślali prawdę, że zbawienie przyszło przez krzyż. W starożytności chrześcijańskiej rany Chrystusa stanowiły główny argument za realnością Jego ciała. Chociaż Pismo Święte nie podaje nigdzie liczby ran Jezusa, w pobożności katolickiej ukształtowała się cześć dla pięciu Jego ran: przebitego boku, rąk i nóg. Intensywne kontemplowanie ran Chrystusa owocowało u wielu świętych pojawieniem się na ich ciele stygmatów.
Rozwój kultu ran Chrystusa zaowocował powstawaniem modlitw ku czci pięciu ran Zbawiciela. Do najbardziej znanych należy modlitwa: „W ranach swoich ukryj mnie”. Do kontemplacji Chrystusowych ran w znacznym stopniu przyczyniło się kaznodziejstwo. Słynne jest zwłaszcza Kazanie św. Bernarda z Clairvaux, w którym podkreśla on, iż rany w ciele Chrystusa odsłaniają tajemnicę Jego serca. Jezus Chrystus chce, byśmy nie tylko wpatrywali się w Jego rany, ale także za wzorem Tomasza apostoła ich dotykali. To badanie ran Zbawiciela jest szczególnym zadaniem teologii. Przebite serce Chrystusa, rany rąk i nóg, przemawiają przez wieki. Sprawdza się tu zdanie św. Franciszka Salezego przypomniane przez św. Jana Henryka Newmana, iż „serce przemówi do serca”
Symbolika siedmiu ran Chrystusa w tradycji katolickiej
Siedem ran Chrystusa w katolickiej tradycji posiada głęboką symbolikę, której zrozumienie pozwala na głębsze przeżywanie tej modlitwy. Każda rana odnosi się nie tylko do fizycznego aspektu cierpienia Jezusa, ale również do duchowych wymiarów Jego ofiary i naszego życia.
- Rana prawej stopy
Symbolizuje drogę, jaką Chrystus przebył, aby nas zbawić. W wymiarze duchowym przypomina nam o naszej własnej drodze wiary i konieczności kroczenia ścieżkami przykazań. Przebita stopa Jezusa jest znakiem Jego gotowości pójścia za człowiekiem aż do końca – nawet tam, gdzie człowiek błądzi i upada.
- Rana lewej stopy
Oznacza stabilność i niewzruszoność Bożej miłości. Jezus pozostaje niezachwiany w swojej miłości do nas, mimo naszych grzechów. Ta rana przypomina nam, że powinniśmy mocno stać w wierze i nie ulegać pokusom świata.
- Rana prawej dłoni
Dłonie są symbolem pracy i działania. Przebita prawa dłoń Chrystusa przypomina nam, że każda nasza praca powinna być ofiarowana Bogu i wykonywana na Jego chwałę. Jest też znakiem błogosławieństwa, które Jezus nieustannie zsyła na swój lud.
- Rana lewej dłoni
Ta rana symbolizuje Bożą ochronę przed złem. Jezus swoją lewą dłonią jakby osłania nas przed niebezpieczeństwami duchowymi. Przypomina również o tym, że nasza lewa ręka „nie powinna wiedzieć, co czyni prawa” (Mt 6,3) – nasze dobre uczynki powinny być czynione w ukryciu.
- Rana boku
Najważniejsza z ran, z której wypłynęły „krew i woda” (J 19,34), symbolizująca narodziny Kościoła oraz sakramenty, szczególnie chrzest (woda) i Eucharystię (krew). Ta rana prowadzi bezpośrednio do Serca Jezusa, źródła nieskończonej miłości. Ojcowie Kościoła porównywali tę ranę do otwarcia boku Adama, z którego Bóg stworzył Ewę – tak z boku Chrystusa narodził się Kościół, Jego Oblubienica.
- Rana ramienia
Mniej znana, ale głęboko zakorzeniona w tradycji, rana ramienia powstała od dźwigania krzyża. Według objawień mistycznych była ona szczególnie bolesna. Symbolizuje ona ciężar naszych grzechów, który Jezus wziął na siebie. Jest też znakiem Jego gotowości do dźwigania naszych codziennych krzyży razem z nami.
- Rany głowy
Korona cierniowa spowodowała liczne rany na głowie Jezusa. Symbolizują one Jego królowanie poprzez cierpienie i ofiarę, a nie przez przemoc i dominację. Przypominają nam również, że nasze myśli powinny być czyste i poddane Bogu. Ciernie wbijające się w głowę Chrystusa są też obrazem grzechów pychy, próżności i złych myśli.
Krótka modlitwa do siedmiu ran
Panie Jezu Chryste, uwielbiam Twoje święte rany:
Przez ranę Twojej prawej stopy – prowadź mnie drogą zbawienia.
Przez ranę Twojej lewej stopy – oddal mnie od ścieżek grzechu.
Przez ranę Twojej prawej dłoni – błogosław mojej pracy.
Przez ranę Twojej lewej dłoni – chroń mnie od wszelkiego zła.
Przez ranę Twojego boku – zapal w moim sercu ogień Twojej miłości.
Przez rany Twojego zranionego ramienia – daj mi siłę do niesienia krzyży codzienności.
Przez rany Twojej cierniem ukoronowanej głowy – uwolnij mnie od pychy i napełnij pokorą.
Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serce moje według serca Twego. Amen.
Duchowe owoce modlitwy do siedmiu ran
- Pogłębienie relacji z Chrystusem – kontemplacja Jego ran pozwala nam lepiej poznać głębię Jego miłości i ofiary za nas.
- Nowe spojrzenie na cierpienie – własne trudności, widziane w świetle Męki Pańskiej, nabierają głębszego sensu; przestają być bezsensownym bólem, a stają się przestrzenią zjednoczenia z Chrystusem.
- Wzrost w cnotach – każda z siedmiu ran Chrystusa uczy nas konkretnych cnót: pokory, cierpliwości, posłuszeństwa, wytrwałości, miłości bliźniego, ofiarności i czystości intencji.
- Duchowe uzdrowienie – kontemplacja uzdrawiającej mocy ran Chrystusa może pomóc w gojeniu się naszych własnych ran emocjonalnych i duchowych, jak przypomina nam prorok Izajasz: „Przez Jego rany zostaliśmy uzdrowieni” (Iz 53,5).
- Większa wrażliwość na cierpienie innych – gdy rozważamy, jak bardzo Chrystus cierpiał z miłości do nas, stajemy się bardziej otwarci na dostrzeganie i łagodzenie cierpienia naszych bliźnich.
- Uwolnienie od lęku przed śmiercią – kontemplacja momentu śmierci Chrystusa i Jego zwycięstwa nad nią pomaga nam z większą ufnością patrzeć na perspektywę własnego odejścia z tego świata.
- Oczyszczenie z grzechów – modlitwa do siedmiu ran, połączona z szczerym żalem za grzechy, może pomóc nam w duchowym oczyszczeniu i nawróceniu.
Modlitwa do pięciu ran Chrystusa
Modlitwa i uwielbienie do prawej ręki
Chwała i cześć niech będzie Tobie, Panie Jezu Chryste, za najświętszą ranę Twojej prawej ręki! Przez tę świętą ranę odpuść mi wszystkie moje grzechy, których dopuściłam się względem Ciebie myślą, mową i czynem, w zaniedbaniu Twojej służby, w przyjemnościach przewrotnego ciała, we śnie i czuwaniu. I przez czcigodną Twoją Mękę daj mi rozważać godną pamięcią Twoją najmiłościwszą śmierć i najświętsze rany, i abym – jeśli dasz – składała Ci dzięki poprzez umartwianie mego ciała. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.
Ojcze nasz. Zdrowaś Maryjo.
Do lewej ręki
Chwała i cześć niech będzie Tobie, najsłodszy Jezu Chryste, za najświętszą ranę Twojej lewej ręki! Przez tę świętą ranę zmiłuj się nade mną, i cokolwiek, co Ci się we mnie nie podoba, racz przemienić. Daj mi zwycięstwo nad Twymi niegodziwymi wrogami, abym mogła ich pokonać Twoją mocą. I przez Twoją najmiłościwszą śmierć uwolnij mnie od wszystkich niebezpieczeństw obecnego i przyszłego życia. I uczyń mnie godną chwały Twojej w Twoim królestwie. Amen.
Ojcze nasz. Zdrowaś Maryjo.
Do prawej stopy
Chwała i cześć niech będzie Tobie, najsłodszy Panie Jezu Chryste, za najświętszą ranę Twojej prawej stopy! Przez tę świętą ranę pozwól mi czynić godną pokutę za moje grzechy. I błagam Cię pokornie przez Twą najmiłościwszą śmierć, abyś strzegł mnie, Twojej służebnicy, dzień i noc w Twojej woli, i wyrwij mnie z wszelkiej przeciwności duszy i ciała. A w dniu sądu Bożego przyjmij moją duszę do Twojej wiary i miłosierdzia, i doprowadź do wiecznych radości. Amen.
Ojcze nasz. Zdrowaś Maryjo.
Do lewej stopy
Chwała i cześć niech będzie Tobie, o najmiłościwszy Panie Jezu Chryste, za najświętszą ranę Twojej lewej stopy! Przez tę świętą ranę udziel mi łaski odpustu zupełnego, abym dzięki Twej pomocy zasłużyła na uniknięcie sądu kary. Najmiłościwszy Jezu Chryste, proszę Cię przez Twą najświętszą śmierć, abym przed dniem mego zejścia zasłużyła na otrzymanie Sakramentu najsłodszego Ciała i Krwi Twojej wraz z najgłębszym wyznaniem moich grze-chów i doskonałą pokutą, czystością umysłu i ciała oraz z namaszczeniem świętym olejem ku zbawieniu wiecznemu. Amen.
Ojcze nasz. Zdrowaś Maryjo.
Do rany boku
Chwała i cześć niech będzie Tobie najłaskawszy Panie Jezu za najświętszą ranę Twego boku! Przez tę świętą ranę i przez najświętszą hojność Twego miłosierdzia, którą w otwarciu Twego boku okazałeś żołnierzowi Longinowi, a teraz zaś nam wszystkim: błagam Cię najmiłościwszy Jezu, który poprzez Chrzest obmyłeś mnie z grzechów pierworodnych, abyś uwolnił mnie w ten sposób przez Twą najcenniejszą Krew, która dziś na całej ziemi jest ofiarowywana i przyjmowana, od wszelkiego zła przeszłego i przyszłego. A przez Twą gorzką śmierć daj mi wiarę prostą, nadzieję pewną i miłość doskonałą, oraz abym kochała Cię całym sercem, całą duszą, całą mocą. Utwierdzaj mnie w dobrych czynach i daj mi mocną wytrwałość w Twojej świętej służbie, abym tu mogła Ci się doskonale podobać bez końca. Amen.
Ojcze nasz. Zdrowaś Maryjo.
Jubileusz 800 l. śmierci św. Franciszka z Asyżu
Pięć najpiękniejszych pereł Choć św. Franciszek z Asyżu dożył zaledwie 45 lat, to pod koniec życia jego ciało było tak zniszczone, że niemal tylko skóra pokrywała jego kości. Nie oszczędzał siebie na co dzień, a świadomy bycia wzorem i przykładem dla wszystkich braci nie chciał przyjmować podczas swoich chorób nie tylko żadnych lekarstw, lecz nawet koniecznego pożywienia. Troska o zbawienie dusz pochłaniała go tak bardzo, że nie dawał ciału żadnego wytchnienia albo bardzo niewiele, lecz krążąc po różnych częściach świata, w trudzie przepowiadania nie przestawał go trapić rozmaitymi i niezwykłymi umartwieniami. Był w tym zawsze bardzo gorliwy, a w miarę upływu lat, ten zapał ciągle wzrastał. Cierpieniom fizycznym towarzyszyły duchowe, gdyż niejednokrotnie był prześladowany przez złego ducha oraz zmagał się z trudnościami płynącymi z kierowaniem stale wzrastającym liczebnie zakonem. Jego jasna wizja ubóstwa i pokory Braci Mniejszych była odrzucana przez wielu braci mądrych i uczonych, którzy dążyli do aktywnego włączenia się w duszpasterstwo, a co za tym idzie organizacji życia, podjęcia studiów, korzystania z pieniędzy i odpowiednio przygotowanych klasztorów. Franciszek obawiał się tego i postrzegał jako odchodzenie od ewangelicznego powołania, właściwego braciom mniejszym, którzy „zarówno przez nazwę, jak też przykład i postępowanie winni być pokorniejsi od wszystkich innych ludzi tego świata Stygmaty otrzymane na dwa lata przed śmiercią, stanowiły zwieńczenie cierpienia Franciszka, oraz fizyczny znak upodobnienia do Chrystusa, do którego nieustannie dążył: pragnął być we wszystkim podobny do ukrzyżowanego Chrystusa, który „ubogi, bolejący i obnażony wisiał na krzyżu”.
Biedaczyna zdumiony i zawstydzony wydarzeniem stygmatyzacji, starał się ukryć go nawet przed najbliższymi, jednak szybko przekonał się, że nie jest to możliwe, choćby ze wzgl. na konieczność pomocy, jakiej odtąd potrzebował. Obawiał się rozgłosu i zamieszania, jakie stygmaty mogły wywołać wśród wiernych, a przecież on zawsze „starał się w oczach własnych i innych okazywać siebie małowartościowym. Choć wielu braci powodowanych ciekawością lub szczerą pobożnością pragnęło zobaczyć święte rany, nie było to proste, ile razy bowiem dawał tunikę do wyczyszczenia, prawą ręką zakrywał ranę boku, a lewą przyciskał do boku, zasłaniając w ten sposób bliznę. Stygmatyk stał się dla wielu oczywistym znakiem miłości Ukrzyżowanego Chrystusa, nazwano go Alter Christus Ci, którzy za jego życia widzieli stygmaty, po śmierci zaświadczyli o tym pod przysięgą. Po śmierci Franciszka 3 października 1226 roku, jego ciało udostępniono wszystkim, którzy pragnęli złożyć mu ostatni hołd. Wówczas stygmaty oglądali nie tylko bracia, Klara wraz z siostrami, ale też wielkie rzesze duchownych i świeckich: Wielu z pobożnością całowało je i dotykało rękoma, aby utwierdzić się w prawdzie.