
Refleksja nad Słowem (Mt 9, 36 – 10.8).
CZYTANIE LUDZI
Czyta się nie tylko książki, ale także ludzi. Jadąc autobusem, obserwujemy i odczytujemy towarzyszy podróży. Przy końcu (zwłaszcza dłuższej) drogi wiele już o nich wiemy.
W czasie naszych urlopów my także będziemy czytani przez innych. Chrystus ma prawo, by ludzie z naszych twarzy i naszego postępowania dowiedzieli się, że jesteśmy chrześcijanami. Chodzi o to, by nasza wiara była czytelna, byśmy nie zamazywali twarzy i nie nakładali masek libertynizmu, co jest pokusą dzisiejszych uczniów Jezusa.
Chrystus spodziewa się, że będziemy żyli księgą Ewangelii i objawimy światu, coś z Bożych prawd, które zostały w nas wszczepione.
Ludzie dzisiaj niechętnie czytają książki czy czasopisma religijne, natomiast bardzo chętnie czytają ludzi. Cieszą się, gdy dopatrzą się w kimś uczciwości i głębokiej wiary.
Rzecz charakterystyczna, Chrystus nie napisał żadnej księgi, mimo iż umiał pisać. Pisał palcem po ziemi. Zresztą nic z tego pisania nie zostało. Ludzie zadeptali je na piasku.
Zamiast pisać książki Chrystus uformował sobie dwunastu ludzi i zapisał w ich wnętrzu to, co zamierzał przekazać światu. Ludzie, słuchając nauk Apostołów i patrząc na ich postępowanie, zaczęli wierzyć w Chrystusa. Niezmiernie jest ważne, byśmy byli czytelni jako chrześcijanie. By ludzie w naszej postawie mogli odnaleźć coś z Chrystusa.
ZADANIE NA TYDZIEŃ
- Do przemyślenia:
Czy z mojego życia i postępowania można odczytać, że jestem chrześcijaninem, a jeżeli nie, to dlaczego?
Czy nie zamazałem w sobie Bożego obrazu?
- Do wykonania:
Będę się starać tak żyć, by obraz Chrystusa w mojej duszy, był coraz wyraźniejszy.
Słowo duszpasterskie
Rodzina jest wartością.
Rodzina jest jedną z najważniejszych wartości w życiu każdego człowieka. To w rodzinie uczymy się miłości, szacunku, zaufania oraz wielu innych wartościowych cech. Rodzina to również miejsce, gdzie zdobywamy wiedzę, uczymy się życia oraz praktykujemy relacje z innymi ludźmi. Wartość rodziny można zauważyć już na samym początku naszego życia. To właśnie w rodzinie poznajemy swoich rodziców, rodzeństwo oraz inne bliskie nam osoby. To tutaj uczymy się podstawowych zasad, takich jak mówienie „dzień dobry” czy „dziękuję”. W rodzinie uczymy się również, jak radzić sobie z konfliktami i jak rozwiązywać problemy. Dzięki temu, gdy dorośniemy, będziemy potrafili radzić sobie w życiu i rozwiązywać problemy, z którymi się spotkamy. Jednakże, wartość rodziny nie ogranicza się tylko do uczenia się umiejętności i zdobywania wiedzy. Dzięki rodzinie, uczymy się miłości, szacunku oraz wielu innych wartościowych cech.
W dzisiejszych czasach wiele osób zaniedbuje rodzinę, skupiając się na pracy, czy karierze zawodowej. Jednym z wyzwań, z jakimi boryka się dzisiaj wiele rodzin, jest brak czasu na wspólne spędzanie czasu. Coraz więcej osób pracuje w trybie 24/7 i ma mało czasu na to, by poświęcić czas na rodzinę. Dlatego ważne jest, by pamiętać o tym, że czas spędzony z rodziną jest niezwykle cenny i warto poświęcać mu jak najwięcej uwagi. Wspólne posiłki, rozmowy czy wyjścia na spacer to tylko niektóre z możliwości spędzania czasu w rodzinie. Każda niedziela dla rodziny to nie tylko hasło na plakat ale to głos wewnętrzny wołającego Boga, który uczy nas czym jest wartość rodziny wskazując na jedność osób boskich w tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. Dlatego warto poświęcać czas na życie w rodzinie i dbać o nią, ponieważ to właśnie tam możemy znaleźć prawdziwe szczęście i poczucie spełnienia. Zachęcam również do VIII Marszu dla Życia i Rodziny, odbywającego się w Żywcu w dniu 14 czerwca. Początek o godz. 12.30 w konkatedrze Żywieckiej. Zakończenie piknikiem rodzinnym na Żywieckim Rynku.
proboszcz
Temat tygodnia
Świętość Życia i Rodziny
Świętość życia.
Świętość życia człowieka wywodzi się spoza materii, nie daje bezpośrednich doznań. Wprawdzie człowiek dość łatwo poznaje rozumem swoją odrębność od reszty świata, jednak nie umiałby tego nazwać świętością. Świadomość odrębności, a nawet wyższości nad światem zwierząt i roślin nie jest jeszcze tym samym, co świadomość świętości. Świętość musi być człowiekowi uświadomiona, objawiona.
Źródłem świętości życia człowieka jest jego genealogia – Boże pochodzenie człowieka. Bóg-Stwórca, obdarzając człowieka istnieniem i życiem obdarza go podobieństwem do siebie, obdarza go nieśmiertelną duszą, która ciało ludzkie uświęca. Człowiek, który nie uznaje świętości Boga, nie jest skłonny uznać świętości Bożego stworzenia. Świętość życia ludzkiego pochodzi więc wprost od źródła świętości, jakim jest Bóg.
Niezależnie od tego, w jakim stadium rozwoju człowiek się znajduje i niezależnie od tego, jaki jest, człowiek-stworzenie Boże otrzymuje tchnienie życia od Boga i ma powrócić do Stwórcy. On sam, Stwórca, zakreśla tę ludzką obecność w świecie materii – wędrówkę życia; i choć człowiek może nie osiągnąć świętości, życie jego jest święte – nietykalne.
Uznania świętości życia ludzkiego pociąga za sobą konkretne następstwa – zobowiązuje do uznania nietykalności ludzkiego życia. Stąd właśnie wypływa Boże przykazanie „nie zabijaj” – przykazanie tak zgodne z intuicją człowieka, że jest on w stanie je pojąć. Jest to tak oczywiste, że w tym punkcie tkwi jądro walki o życie dziecka nienarodzonego.
Godność człowieka rodzi się ze świętości życia i domaga się szczególnego traktowania siebie samego i innych ludzi. Godność osoby ludzkiej, tak zakorzeniona w świętości, narzuca normy postępowania. Osoba ludzka musi być traktowana z poszanowaniem jej godności.
Człowiek stworzony przez Boga nie tylko otrzymał życie, ale jeszcze został dopuszczony do współpracy ze Stwórcą. Jest to jedna z największych tajemnic Boga, że zechciał podzielić się z człowiekiem swoją stwórczą mocą nie stwarzając bez nich następnych osób. Ten nieprawdopodobny dar zobowiązuje nie tylko do wdzięczności, ale i do odpowiedzialności człowieka.
Przekazywanie życia wymaga szczególnej działalności ludzi. To ludzkie działanie jest przeznaczone dla wybranych, dla powołanych do małżeństwa. Tylko małżeństwo jako sakrament, czyli przymierze ze Stwórcą, stwarza właściwe ramy dla rozwoju nowego człowieka.
Wanda Półtawska
Życie jest…
Życie jest szansą, schwyć ją.
Życie jest pięknem, podziwiaj je.
Życie jest radością, próbuj ją.
Życie jest snem, uczyń je prawdą.
Życie jest wyzwaniem, zmierz się z nim.
Życie jest obowiązkiem, wypełnij go.
Życie jest grą, zagraj w nią.
Życie jest cenne, doceń je.
Życie jest bogactwem, strzeż go.
Życie jest miłością, ciesz się nią.
Życie jest tajemnicą, odkryj ją.
Życie jest obietnicą, spełnij ją.
Życie jest smutkiem, pokonaj go.
Życie jest hymnem, wyśpiewaj go.
Życie jest walką, podejmij ją.
Życie jest tragedią, pojmij ją.
Życie jest przygodą, rzuć się w nią.
Życie jest szczęściem, zasłuż na nie.
Życie jest życiem, obroń je.
św. Matka Teresa z Kalkuty
Rodzina jest świętością
Rodzina od początku stworzenia została wpisana w Boży plan zbawienia. Każdy z nas, dla właściwego i pełnego rozwoju, potrzebuje umocowanych na Bogu relacji z najbliższymi. Bóg chciał, by człowiek zmierzał do zbawienia nie sam, lecz we wspólnocie. Pierwszą wspólnotą pomagającą nam w dążeniu do zbawienia jest rodzina. To w niej uczymy się wzrastać, z niej wynosimy hierarchię wartości, ona uczy właściwego odniesienia do Boga i wreszcie w rodzinie uczymy się miłości, która jest podstawą świętości.
Rodzina, dla właściwego i harmonijnego rozwoju, potrzebuje także wzajemnego szacunku i dobrze pojętej równości wszystkich członków. Pierwszą relacją, która potem rzutuje na rodzinę, jest więź między małżonkami. Na niej będzie opierał się ład życia domowego. Małżonkowie, okazując sobie szacunek i miłość, stanowią fundament wzajemnych relacji między wszystkimi członkami rodziny. Będzie to też podstawą ich właściwego podejścia do dzieci, które również mają prawo do szacunku i miłości ze strony rodziców. To prawo nabywają dzieci jeszcze przed poczęciem. Dlatego wszelkie argumenty dotyczące „własności” poczętego dziecka i prawa decydowania o jego życiu lub śmierci, nie mają nic wspólnego z miłością oraz godzą w podstawowe prawa człowieka.
Dziecko ma prawo nie tylko do miłości i szacunku ze strony swoich rodziców, lecz także właściwych warunków rozwoju, które powinni zagwarantować rodzice wraz ze społecznością świecką (np. państwem). Będziemy mówić o tym szerzej, omawiając obowiązki poszczególnych członków rodziny. Rodzina wpisuje się w szerszą rodzinę czyli państwo i dlatego ma pełne prawo do opieki i pomocy ze strony tegoż państwa. Rodzina, która stanowi podstawę i gwarancję zdrowia społeczeństwa, ma prawo do stworzenia takiego systemu prawnego, który będzie dbał o dobro rodziny i promował jej właściwy rozwój.
Moje przemyślenia o rodzinie
RODZINA TO NAJWAŻNIEJSZA WARTOŚĆ, JAKĄ POSIADAM I DAJĘ TEMU ŚWIATU.
Rodzina to fundament, na którym budujemy nasze życie. To nie tylko więzy krwi, ale przede wszystkim miłość, wsparcie i wspólne doświadczenia. To miejsce, gdzie znajdujemy schronienie w trudnych chwilach, uczymy się, kim jesteśmy i odkrywamy, co naprawdę ma znaczenie.
Dla mnie rodzina jest największą wartością – czymś, co nadaje sens każdemu dniu. Jest przestrzenią, w której mogę dawać z siebie to, co najlepsze, i jednocześnie otrzymywać to, czego najbardziej potrzebuję: akceptację, ciepło i bezwarunkową obecność.
Każda chwila spędzona z bliskimi przypomina, jak ważne są relacje oparte na zaufaniu i trosce. To właśnie w rodzinie uczymy się kochać, rozumieć i wspierać innych – wartości, które możemy potem wnosić w świat, czyniąc go lepszym miejscem.
W dzisiejszych, zwariowanych czasach, kiedy podstawowe wartości człowieka są coraz częściej podważane, szczególnie ważne jest, aby pamiętać o roli rodziny.
W świecie, gdzie tempo życia i zewnętrzne wpływy często próbują odwrócić naszą uwagę od tego, co najważniejsze, rodzina pozostaje naszym stałym punktem odniesienia. To ona przypomina nam, kim jesteśmy, i daje siłę, by trwać w zgodzie ze sobą.
Rodzina to nie tylko dar, który otrzymujemy, ale też coś, co sami tworzymy i przekazujemy dalej. Dbając o nią, budujemy coś trwalszego niż cokolwiek materialnego – więź, która potrafi przetrwać wszelkie burze i próby czasu. To właśnie w rodzinie tkwi klucz do zdrowego i szczęśliwego życia, niezależnie od tego, co dzieje się wokół nas.
Maciej Szyszka
Trudny temat – Pojednanie polsko-ukraińskie
Decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu elitarnej jednostce Sił Operacji Specjalnych Ukrainy honorowego imienia „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii” stanowi poważne wyzwanie dla procesu pojednania polsko-ukraińskiego, ponieważ dotyka jednego z najbardziej bolesnych punktów we wzajemnej pamięci historycznej. Dla znacznej części społeczeństwa ukraińskiego UPA pozostaje symbolem walki o niepodległość przeciwko dominacji sowieckiej i obcym okupantom, natomiast dla Polaków jest przede wszystkim organizacją odpowiedzialną za zbrodnie dokonane na ludności cywilnej podczas rzezi wołyńskiej i innych aktów przemocy etnicznej. Ta zasadnicza różnica w postrzeganiu przeszłości sprawia, że podobne decyzje wywołują silne emocje i mogą prowadzić do wzrostu wzajemnej nieufności. Nie oznacza to jednak, że pojednanie polsko-ukraińskie wspierane przez Kościoły chrześcijańskie i organizacje religine w obu krajach powinno zostać zatrzymane lub zakwestionowane. Wręcz przeciwnie, z tej sytuacji należy wyciągnąć wniosek, że trwałe pojednanie nie może opierać się na przemilczaniu trudnych kwestii historycznych, lecz na odwadze ich podejmowania.
Pojednanie nie oznacza pełnej zgody co do interpretacji historii. Dobrym przykładem są relacje polsko-niemieckie. Mimo głębokich różnic pamięciowych udało się wypracować wspólną płaszczyznę dzięki uznaniu odpowiedzialności za zbrodnie i szacunkowi dla pamięci ofiar. W przypadku relacji polsko-ukraińskich kluczowe pytanie brzmi nie tyle, czy Ukraina ma prawo czcić własne tradycje niepodległościowe, lecz czy możliwe jest oddzielenie pamięci o walce o niepodległość od pamięci o zbrodniach popełnionych na ludności cywilnej. Dopóki nie zostanie znaleziony język pozwalający połączyć te dwa aspekty historii, podobne decyzje będą wywoływały napięcia i będą postrzegane przez wielu Polaków jako krok utrudniający pojednanie. Z punktu widzenia wysiłków na rzecz pojednania szczególnie problematyczne jest użycie przez państwo symboliki, która dla sąsiedniego narodu wiąże się z doświadczeniem masowej przemocy. Nawet jeśli intencją jest upamiętnienie walki o niepodległość, odbiór społeczny po drugiej stronie granicy może być diametralnie odmienny.
Polska ma pełne prawo wyrażać sprzeciw wobec państwowej gloryfikacji UPA i przypominać o cierpieniu ofiar zbrodni wołyńskiej, nie rezygnując jednocześnie z dialogu z Ukrainą. Uznanie prawdy historycznej nie stoi w sprzeczności z budowaniem dobrych relacji między narodami, lecz stanowi ich niezbędny fundament. Pojednanie nie wymaga rezygnacji z prawdy historycznej. Polska strona ma pełne moralne i historyczne prawo przypominać o ofiarach zbrodni wołyńskiej oraz krytykować państwową gloryfikację formacji odpowiedzialnej za masowe mordy na ludności cywilnej. Doświadczenia pojednania polsko-niemieckiego pokazują, że trwałe pojednanie nie powstaje przez przemilczanie trudnych tematów, lecz przez ich pokorne uznanie.
Prof. Marek Melnyk
Wydarzenia tygodnia w Kościele powszechnym
Pielgrzymka papieża Leona XIV do Hiszpanii
Papież Leon XIV rozpoczął w sobotę (6 czerwca) swoją czwartą zagraniczną pielgrzymkę. Tym razem celem podróży apostolskiej jest Hiszpania, w której odwiedzi trzy ważne dla katolików miejsca. W ubiegłym roku odbył pielgrzymki do Turcji i Libanu, w marcu pojechał do Księstwa Monako, a w kwietniu odwiedził cztery państwa afrykańskie: Algierię, Kamerun, Angolę i Gwineę Równikową. Wizytą w Hiszpanii Leon XIV kontynuuje tradycję swoich poprzedników. Jan Paweł II gościł w tym kraju pięć razy, a Benedykt XVI trzy razy, przy czym jego ostatnia podróż apostolska miała miejsce w 2011 r. Chrześcijańskie korzenie, pokój, Sagrada Família i migranci – to główne klucze do zrozumienia papieskiej pielgrzymki do tego kraju. W Madrycie papież odprawił mszę św. na placu Plaza de Cibeles, po której papież poprowadził procesję związaną z uroczystością Bożego Ciała. W czasie homilii poruszył bardzo ważną kwestię szczerej pobożności związanej z Eucharystią.
„Nie prywatne formy pobożności, które zamykają nas w religijnym indywidualizmie, ani muzeum, do którego wraca się z nostalgią za społecznym znaczeniem, jakie Kościół miał w przeszłości, lecz prawdziwa szkoła. Szkoła otwierająca nas na zaangażowanie, spotkanie, gościnność i bezinteresowność. Tak Papież Leon mówił w homilii podczas Mszy św. w uroczystość Bożego Ciała w Madrycie. „Chrystus przechodzący ulicami w monstrancji jest Tym samym Chrystusem, który utożsamia się z biednymi, przygnębionymi, samotnymi i opuszczonymi. Nie jest więc przypadkiem, że w tym kraju Kościół przez wiele lat łączył uroczystość Bożego Ciała z Dniem Miłosierdzia. Leon XIV pozostawił Hiszpanii, gdzie religijność ludowa nadal jest żywa i obecna, ważne przesłanie, prosząc, aby nie była muzeum przeszłości, które się zwiedza, lecz szkołą wiary, z której także dzisiaj można czerpać. Szkołą, która uczy nas klękać przed Bogiem i przed bliźnim, ponieważ nikt nie może klękać przed Panem, gardząc jednocześnie swoim bratem; szkołą, która uczy nas wdzięczności miłości stającej się darem, aby szerzyła się pośród nas i zrywała kajdany wszelkiego egoizmu; szkołą, w której uczymy się, że Bóg jest rzeczywistą obecnością i że także my jesteśmy wezwani do bycia obecnymi w sytuacjach i wyzwaniach społeczeństwa, do tego, by nie uciekać, lecz osobiście angażować się w budowanie dobra wspólnego. Papież wezwał wszystkim chrześcijan, by dostrzegli i wcielali w życie istotę przesłania Boga, który staje się bliski człowiekowi i prosi nas, abyśmy także stawali się bliscy innym oraz rozpoznawali Go w cierpiącym bracie, w człowieku pozbawionym pożywienia lub dachu nad głową, w migrancie. Następnie poleciał do Barcelony, gdzie spędził dwa kolejne dni (do środy). W hiszpańskim mieście przewodniczył liturgii w bazylice Sagrada Familia, która odbyła się w setną rocznicę śmierci jej twórcy, Antoniego Gaudíego.
Wydarzenia tygodnia w Kościele lokalnym
Marsz dla Życia i Rodziny w Żywcu – 14 czerwca 2026 r.
Tegoroczne hasło wydarzenia brzmi: „Czas obronić małżeństwo, czas ochronić życie!” – to przesłanie, które przypomina o roli rodziny i wartości życia w budowaniu lepszego jutra.
Program wydarzenia:
12:30 – Msza Święta w Katedrze Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Żywcu
Po Mszy – formowanie szyku na Rynku
14:00 – wymarsz i przejście ulicami miasta
Po zakończeniu marszu – festyn rodzinny na Rynku, otwarty dla wszystkich uczestników. Marsz to radosna manifestacja wartości życia, miłości, rodziny i wspólnoty. To czas na bycie razem, rozmowę, zabawę i wspólne świadectwo tego, co dla nas najważniejsze. Zachęcamy do udziału całe rodziny – dzieci, młodzież, rodziców i dziadków. Niech to będzie dzień pełen radości, nadziei i jedności.
86 rocznica pierwszego transportu polskich więźniów do KL Auschwitz
14 czerwca obchodzony jest w Polsce jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady.
Uczestnicy uroczystości w hołdzie ofiarom złożą również kwiaty pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku 11 w byłym niemieckim obozie Auschwitz oraz pod tablicą na budynku Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej im. rtm. Witolda Pileckiego, która upamiętnia przybycie pierwszego transportu. Przed Ścianą Straceń Niemcy rozstrzelali wiele tysięcy osób, niemal wyłącznie Polaków. Szkoła mieści się w budynku, w którego podziemiach 14 czerwca 1940 r. Niemcy umieścili polskich więźniów po przywiezieniu. Obóz nie był bowiem jeszcze gotowy na przyjęcie pierwszych więźniów.
14 czerwca 1940 r. do KL Auschwitz z więzienia w Tarnowie dotarł pierwszy transport 728 polskich więźniów politycznych. Wśród deportowanych byli m.in. żołnierze kampanii wrześniowej, którzy usiłowali przedrzeć się na Węgry, członkowie podziemnych organizacji niepodległościowych, gimnazjaliści i studenci. Spośród nich wojnę przeżyło 239. Pozostali zginęli w obozie lub ich dalszy los nie jest znany. W Auschwitz Niemcy uwięzili ogółem ok. 150 tys. Polaków. Połowa z nich tam zginęła, a wielu kolejnych po przeniesieniu do innych obozów. W pierwszym okresie istnienia obozu więzieni byli głównie Polacy, dla których Niemcy go założyli. W połowie 1942 r. ich liczba zrównała się z Żydami. Od 1943 r. liczba więźniów żydowskich stanowiła już większość. W KL Auschwitz Niemcy zgładzili co najmniej 1,1 miliona osób, głównie Żydów, a także Polaków, Romów, jeńców sowieckich i osób innej narodowości. Obóz Auschwitz został wyzwolony 27 stycznia 1945 r. przez Armię Czerwoną.
Wydarzenia tygodnia w Kościele parafialnym
Nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia
w Sporyskim Kościele
Istotą nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego jest ufność i miłosierdzie
UFNOŚĆ określa naszą postawę wobec Boga; obejmuje nie tylko cnotę nadziei lecz także, cnotę żywej wiary, pokory, wytrwałości i żalu za popełnione winy. Jest to postawa bezgranicznej ufności w miłosierdzie miłości i wszechmocy Ojca niebieskiego. Ufność stanowi postawę nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, bez niej to nabożeństwo nie istnieje, bo pierwszym i zasadniczym wyrazem czci Miłosierdzia Bożego jest właśnie akt ufności. Już sama postawa ufności, bez praktyki innych form kultu, zapewnia ufającemu łaski niezgłębionego Bożego miłosierdzia. „Niepojętych łask pragnę udzielić duszom, które ufają Mojemu miłosierdziu” (687) „Niech się zbliżą do tego morza miłosierdzia z wielką ufnością: grzesznicy dostąpią usprawiedliwienia, a sprawiedliwi w dobrym utwierdzenia. Kto pokładał ufność w miłosierdziu Moim, napełnię duszę jego w godzinę śmierci swym Bożym pokojem” (1520) Ufność jest nie tylko samą istotą, duszą tego nabożeństwa, ale i warunkiem czerpania łask. Mówił bowiem Pan Jezus: „Łaski z Mojego miłosierdzia czerpie się jednym naczyniem, a nim jest ufność. Im dusza więcej zaufa, tym więcej otrzyma” (1578) „Dusza, która zaufa Mojemu miłosierdziu jest najszczęśliwsza, bo ja sam mam o nią staranie” (1273). Wszystkie postacie nabożeństwa do miłosierdzia Bożego mają więc wartość w miarę, jak są wyrazem ufności.
MIŁOSIERDZIE określa naszą postawę w stosunku do każdego człowieka. Pan Jezus powiedział do s. Faustyny: Żądam uczynków miłosierdzia, które mają wypływać z miłości ku Mnie. Miłosierdzie masz okazywać zawsze i wszędzie, nie możesz się od tego usunąć ani wymówić, ani uniewinnić. Podaję ci trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźnim: pierwszy — czyn; drugi—słowo; trzeci — modlitwa.
W tych trzech stopniach zawiera się pełnia miłosierdzia i jest niezbitym dowodem miłości ku mnie. W ten sposób dusza wysławia i oddaje cześć Miłosierdziu Mojemu” (742) Postawa czynnej miłości bliźniego jest również warunkiem otrzymania łask.
„Jeżeli dusza nie czyni miłosierdzia w jakikolwiek sposób, nie dostąpi miłosierdzia Mojego w dzień sądu” (1317) Pan Jezus pragnie, aby Jego czciciele w ciągu dnia wykonali chociaż jeden uczynek miłosierdzia. Pan Jezus tak mówił do s. Faustyny: „Wiedz, córko Moja, że Serce Moje jest miłosierdziem samym. Z tego morza miłosierdzia rozlewają się łaski na świat cały (…) Pragnę, aby serce twoje (było) siedliskiem miłosierdzia Mojego. Pragnę, aby to miłosierdzie rozlało się na świat cały przez serce twoje. Ktokolwiek się zbliży do ciebie, niech nie odejdzie bez tej ufności w miłosierdzie Moje, której tak bardzo pragnę dla dusz” (1777).
Pobożność i praktyka miłosierdzia w sporyskiej parafii
Modlitwy: codzienna koronka do Bożego Miłosierdzia (godz. 6.10) III piątek miesiąca nabożeństwo (godz. 17.45 – koronka do Bożego Miłosierdzia, Msza św wotywna w intencjach składanych na ołtarzu miłosierdzia, uwielbienia i modlitwy wstawiennicze z indywidualnym błogosławieństwem).
Dzieła charytatywne; pomoc materialna i finansowa (najuboższym, potrzebującym i chorym z parafii i kwestującym przy parafii).
Patron Tygodnia
Św. brat Albert Chmielowski – ten, który był „dobry jak chleb”
17 czerwiec
Adam Chmielowski, późniejszy Brat Albert, urodził się 20 sierpnia 1845 r. w miejscowości Igołomia k. Krakowa w zubożałej rodzinie ziemiańskiej, jako pierwsze z czworga dzieci Wojciecha i Józefy Chmielowskich. Jako student brał udział w Powstaniu Styczniowym: był ciężko ranny, utracił nogę. Po upadku Powstania wyjechał na Zachód, aby uniknąć represji. W Monachium studiował na Akademii Sztuk Pięknych. W artyście dokonała się jednak przemiana duchowa. Odkrył piękno tercjarstwa franciszkańskiego i swoje powołanie – życie dla ubogich. Zamieszkał z bezdomnymi w miejskiej ogrzewalni. Przez 28 lat „dźwigał” więc nędzarzy, dając im chleb, pracę, a przede wszystkim swoją miłość. Aby całkowicie upodobnić się do biednych przywdział zgrzebny habit III Zakonu św. Franciszka i zmienił imię: Brat Albert. Ostatnie dni życia spędził w Krakowie, w przytulisku, na twardym łożu. Cierpiał na raka żołądka i nie przyjmował żadnego pokarmu. On, który karmił rzesze potrzebujących, umierał z głodu. Zmarł w Boże Narodzenie, 1916 roku, gdy dzwony krakowskich kościołów biły na Anioł Pański. Brat Albert jest patronem Zgromadzenia Braci Posługujących Ubogim (Bracia Albertyni) i Zgromadzenia Sióstr Posługujących Ubogim (Siostry Albertynki). Ojciec ubogich, najdoskonalszy uczeń św. Franciszka w Polsce. Jan Paweł II beatyfikował go w 1983 r. i kanonizował w 1989 r. Jego relikwie znajdują się w sanktuarium „Ecce Homo” św. Brata Alberta w Krakowie.
Opowiadania dla ducha
O smaku życia
Wielkiemu muzykowi, który udzielał nauk spragnionym laurów Parnasu, uczyniono następującą uwagę:
– Jakże to możliwe, żeby twoi uczniowie przyswoili cokolwiek z muzyki, skoro twoje lekcje są czysto teoretyczne? Przecież nie dajesz im posłuchać choćby trochę muzyki!
-Nauczyciel odpowiedział:
– Nie dlatego uczę muzyki, żeby wyciągano z niej samej tylko przyjemności – ale pożytek. Póki moi uczniowie nie zrozumieją, do czego służy muzyka – a tego można się nauczyć tylko poprzez teorię i ciężkie terminowanie – ograniczą się tylko do jej spożywania, podobnie jak podróżni, grzejący dłonie nad ogniem, którzy zapominają, że może on służyć także do gotowania strawy.
Póki ludzie nie zrozumieją, że nauka i ćwiczenia mają wewnętrzną treść, pozostają na powierzchni pobieranej wiedzy. Są podobni do kogoś, kto wącha owoc, podziwiając jego zapach, a zapomina, że jest do zjedzenia. Dziś wszyscy wąchają i podziwiają smak życia. A jednak umierają z głodu.
Tradycja grecka
Jaki jest sekret życia?
Pewnego letniego wieczora grupa dziewcząt i chłopców śpiewała i opowiadała śmieszne historie. Nieoczekiwanie ktoś rzucił pytanie:
– Jaki jest sekret życia?
– W okolicy jest studnia, która zna odpowiedź – powiedział staruszek, stróż campingu.
Wprawdzie był to kawałek drogi, ale łagodna noc zachęcała do wędrówki i młodzież postanowiła udać się do studni. Kiedy przybyli na miejsce, ktoś krzyknął w głębię studni:
– Czy istnieje sekret życia?
Studnia odpowiedziała tajemniczym głosem:
– Idźcie na plac w wiosce: tam znajdziecie to, czego szukacie.
Z nadzieją pobiegli do wsi, ale we wskazanym miejscu znaleźli tylko trzy sklepy: w jednym sprzedawano metalowe druty, w drugim dziwne formy drewna, a w trzecim kawałki metalu. Nic i nikt w tej okolicy nie wydawało się mieć coś wspólnego z poznaniem sekretu życia. Rozczarowana młodzież wróciła do studni po wyjaśnienie. Ale studnia odpowiedziała:
– W przyszłości zrozumiecie.
Zaprotestowali. Jednak tylko głuche echo było jedyną odpowiedzią. Młodzi uznali, że ich oszukano i wrócili na camping.
Była głęboka noc, kiedy przyłączył się do nich młodzieniec o pogodnym spojrzeniu, w starych wystrzępionych dżinsach, z pogniecionym plecakiem. Zatrzymali się na odpoczynek na polanie. W świetle księżyca rozpalili ognisko. Nieznany młodzieniec wyjął z plecaka sitar, tradycyjny instrument wschodni, i zaczął na nim grać.
Była to wspaniała muzyka, dźwięczna, natchniona, łagodna i wzruszająca.
Zauroczona młodzież słuchała grającego. Widzieli jego ręce, jak zręcznie grają. Widzieli sitar. I wykrzyknęli z radości, bo zrozumieli.
Sitar był zbudowany z metalowych drucików, kawałków metalu i drewna: to wszystko widzieli w trzech sklepach przy placu w wiosce i uznali, że nie mają one specjalnego znaczenia.
Życie jest wędrówkę. Krok po kroku. A za każdym kolejnym – jest jakaś osoba, coś, wydarzenie, spotkanie, rozczarowanie, nadzieja, radość. Ważne jest, aby odkryć, że to wszystko się liczy. To wszystko jest potrzebne, jeśli postanowicie zwrócić na to uwagę. A jeśli każdy krok jest wspaniały, jeśli każdy krok jest cudowny, to takie będzie i życie. I nigdy nie będziecie należeli do tych, którzy leżąc na łożu śmierci, nie przeżyli życia.
Nie pozwólcie, aby cokolwiek wam umknęło. Nie zaglądajcie innym przez ramię. Popatrzcie im w oczy. Nie mówicie „do” swoich dzieci. Weźcie ich buźki w ręce i rozmawiajcie „z” nimi. Nie przytulajcie ciała, ale przytulajcie człowieka. I zróbcie to teraz. Wrażenia, bodźce, pragnienia, emocje, idee, spotkania: niczego nie odrzucajcie. Kiedyś odkryjecie, jak bardzo były wielkie i niezastąpione.
Wymyślono coś wspaniałego. To „skupienie”. Gromadzi się chwile dnia i zbiera sieje razem. W ten sposób można też usłyszeć muzykę wygrywaną przez trzydziestoletniego młodzieńca z Nazaretu.
Bruno Ferrero
Córka piekarza
Syn pewnego króla, jak zdarza się to w bajkach, zakochał się w pięknej, ale bardzo biednej córce piekarza i ożenił się z nią.
Przez kilka lat dwoje małżonków żyło w wielkiej zgodzie i szczęściu. Po śmierci ojca książę musiał zająć na tronie jego miejsce.
Ministrowie i doradcy czynili wszystko, aby dać mu do zrozumienia, że dla dobra swojego królestwa powinien wyrzec się swojej żony. Królewska żona nie może pochodzić z ludu, winien więc ożenić się z córką jakiegoś króla ościennego państwa. Tylko takim małżeństwem mógł sobie zapewnić pokój i dobrobyt.
«Wyrzeknij się jej, najjaśniejszy panie, jest przecież córką piekarza».
Bezpieczeństwo twojego tronu i poddanych jest ważniejsze od wszystkiego».
Tego rodzaju nalegania ministrów były tak usilne, że młody król w końcu ustąpił.
«Zostałem zmuszony, żeby się ciebie wyrzec – powiedział do swojej żony. – Jutro będziesz musiała powrócić do ojca. Możesz jednak zabrać ze sobą wszystko to, co uważasz za najcenniejsze».
Tego wieczoru wieczerzali ze sobą po raz ostatni. Panowała cisza. Kobieta zdawała się być bardzo spokojna i wlewała nieustannie wino do królewskiego pucharu.
Pod koniec wieczerzy król zasnął głębokim snem. Zawinęła go wtedy szybko w prześcieradło i zarzuciła sobie na plecy.
O świcie następnego dnia król obudził się już w domu piekarza.
«Co to znaczy?», zapytał zdziwiony.
Żona uśmiechnęła się do niego.
«Obiecałeś mi, że mogę ze sobą zabrać to, co jest najcenniejsze. Ty jesteś dla mnie tym, co mam na świecie najdroższego».
A ty, co byś ze sobą zabrał?
Bruno Ferrero