WYDARZENIA DUSZPASTERSKIE

 


Refleksja nad Słowem (Mt 11, 25-30)

 

BÓG W CODZIENNOŚCI

Boże, gdzie jesteś? – pytamy. Katechizm mówi nam, że wszędzie, czyli Bóg wypełnia naszą codzienność, w której spotykają nas złe i dobre przygody, w której rodzą się ludzkie szczęścia i nieszczęścia; rodzi się miłość i przyjaźń, nowe idee, ale także wykolejają się pociągi, a ludzie wpadają pod samochody, tracąc zdrowie, a czasem i życie. Bywamy też zmęczeni, aż do utraty sił w szarzyźnie naszych dni. A mimo to, w imię wyznawanej wiary usiłujemy odnaleźć Boga, w którym ta codzienność jest zanurzona. Chcemy, żeby nas bronił od nieszczęść i katastrof, żeby nas zachował od zawału serca i choroby raka, żeby dzieci nie płakały w nocy i pozwoliły rodzicom wypocząć. I tak ustawiamy Boga w naszej codzienności i przykrawamy do naszych potrzeb. Chcemy, żeby był pocieszeniem w prosty i łatwy sposób, usuwając wszelkie zło, a przybliżając dobro.

Czy o tym myślał Chrystus, gdy mówił: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię?” Chyba nie tylko. Myślał też o świecie, który jest światem Boga, który nie mieści się w codzienności, a na imię mu – Wieczność! Ona właśnie ma się stać naszą ojczyzną. Stamtąd przyniósł nam obietnicę, że nasze ciała zniszczone przez choroby, wypadki i wojny, otrzymają nowy dar życia i to wiecznego. Tam będziemy mogli razem z Bogiem patrzeć na to, co jest i odczytywać tajemnicę bytu i sensu naszej wędrówki. Wtedy zrozumiemy, czym naprawdę jest miłość i szczęście. Dobrze – mówią sceptycy – to tylko obietnica, a my chcemy… No właśnie, czego chcemy? Tylko jednego – odpowiadamy. Żeby obietnica się spełniła. Obiecujemy załatwienie jakiejś sprawy, jeśli wrócimy do domu; obiecujemy poprawę itd. Lekarze również obiecują nam, że po zażyciu danego lekarstwa wróci nam zdrowie. I tak wędrujemy od obietnicy do obietnicy. Mamy spełnienia i zawody, zdrady

i przegrania. Bywa nam smutno i ciężko. To prawda tak bywa w życiu, ale jest jedno „ale”. Tyle razy wierzyliśmy sobie, tyle razy zaufaliśmy ludzkim obietnicom i głośnym

deklaracjom, zwłaszcza politycznym, a nie chcemy zawierzyć Chrystusowi. Bóg zdaje się mówić do nas: uwierz obietnicy, jaką ci daję przez Mojego Syna Jezusa Chrystusa. Poświadczył ją śmiercią na krzyżu, czyli najbardziej wiarygodnym świadectwem. To jest to pocieszenie, które ci daję na drogę – pielgrzymie od obietnicy do obietnicy.

 

ZADANIE NA TYDZIEŃ

  1. Do przemyślenia:

Jak ja widzę Boga w mojej codzienności?

Czy w tę codzienność wkalkulowuję też życie wieczne?

Co miał na myśli Chrystus, gdy mówił: Przyjdźcie do mnie wszyscy?…

  1. Do wykonania:

Będę bardziej wierzył Chrystusowi, niż ludzkim obietnicom.


Słowo duszpasterskie

Czy wybaczyć oznacza zapomnieć?.

   W najbliższą sobotę (11 lipca) będziemy wspominać bolesną dla naszego narodu niedziele 1943 r. na kresach wschodnich i Rzeź Wołyńską, w której Ukraińscy nacjonaliści wymordowali ok. 100 tyś Polaków (cywilów-mężczyzn, kobiet dzieci).
Niektórzy twierdzą, że wybaczyć to wymazać z pamięci wyrządzoną krzywdę. Czy w rzeczywistości tak się dzieje?  Jest wiele krzywd, których nie sposób zapomnieć. Nie można oczekiwać od ocalałych, by zapomnieli krzywdę, jaką im wyrządzono i kto był jej sprawcą. To normalne – i prawidłowe – że pamiętają o tym, co przeżyli. A nawet że domagają się prawa do tego, by wydarzenia, których są ofiarami, nie popadły w zapomnienie. Mówią wprost o „obowiązku pamiętania”.  Zapomnienie doznanej krzywdy nie zależy od nas. Nie możemy podjąć decyzji o tym, że wymazujemy to, co chcemy ani kiedy chcemy, eksperymentując ze wszystkim: są takie rany, głębokie lub lekkie, o których chcielibyśmy zapomnieć, a one mimo wszystko pozostają w naszej pamięci. I kiedy widzimy w sobie prawdziwe pragnienie przebaczenia tym, którzy nas zranili, ta niezdolność do zapomnienia nas niepokoi lub dziwi: „Jeżeli nie zapomniałem, to znaczy, że tak naprawdę nie przebaczyłem”. Co wtedy? Czy jesteśmy niezdolni do prawdziwego przebaczenia, gdy nasza pamięć opiera się przed tym, by wymazać pewne fakty? Zmartwychwstanie nie usuwa doświadczenia Męki Pana Jezusa. W podobny sposób przebaczenie nie oznacza zapomnienia krzywdy. Proces przebaczenia nie polega na negowaniu krzywdy ani na tym, by jak najdłużej tłumić ją w sobie. Wręcz przeciwnie, pierwszym krokiem na drodze przebaczenia jest stanięcie w prawdzie. Aby przebaczyć, należy uświadomić sobie, że zostaliśmy skrzywdzeni. Jaki sens ma odsłanianie ran, które wydają się być zapomniane? Dopóki nie są one przebaczone, przypominają ognisko zapalne, które nas zatruwa. Ileż to doznanych kiedyś zranień, rzekomo pogrzebanych, zakłóca nasze rodzinne relacje! Wybaczenie sprzyja uzdrowieniu pamięci, przywracając jej pokój. Wspomnienie doznanej krzywdy, które prowadziło do śmierci i przekleństwa, staje się drogą do życia i błogosławieństwa. Przebaczenie prawdziwie jest zmartwychwstaniem: przejściem ze śmierci do Życia. Do tego przejścia uzdalnia nas Zmartwychwstały Chrystus, Ten, który zachęca nas do przebaczania – siedemdziesiąt siedem razy, czyli bez końca.
    Nie bójmy się prosić Ducha Świętego, by ukazał oczom naszej pamięci wszystkie te krzywdy, które pozostaje nam przebaczyć. Chrystus powstał z martwych z bliznami na ciele, a my nosimy w sobie blizny naszej historii. One jednak zamiast skazywać nas na udrękę, stają się znakiem uzdrowienia.

proboszcz


TEMAT TYGODNIA

Przebaczenie i pojednanie

W naszych nowoczesnych i skomputeryzowanych czasach spotykamy coraz więcej ludzi, którzy, przeżywają ogromne dramaty związane z poczuciem winy i odrzucenia.

Wiele osób przebacza, nie mając odwagi przeżyć przebaczenia. Starają się zapomnieć (a przecież przebaczenie nie oznacza zapomnienia), znaleźć usprawiedliwienie, (choć przebaczenie nie jest usprawiedliwianiem), nie próbują zgłębić problemu lub chronią się w to, co mentalne, intelektualne, aby uniknąć uświadomienia sobie, bolesnych prawd.

Co to znaczy przebaczyć? W języku polskim składa się ono z dwóch słów: przestać i baczyć, czyli „przestać patrzeć na, nie zważać na coś” Polskie słowo przebaczyć wskazuje, że przebaczenie ma związek z patrzeniem, w sensie dosłownym i przenośnym, z koncentracją uwagi i decyzją. W przebaczeniu mamy prze stać patrzeć wyłącznie na zło. Krzywdzicieli nadal nazywać krzywdzicielami, ale nie koncentrować swojego spojrzenia na bólu, i przez taką postawę widzieć znacznie dalej i głębiej. Przebaczenie jest nie zwracaniem przesadnej uwagi, niepatrzeniem na coś, co jednak nadal istnieje.

Wielu sądzi, że powracające w pamięci wspomnienie doznanej zniewagi jest oznaką, że nie potrafili przebaczyć. Ale nie można przecież zapomnieć o wydarzeniu, które sprawiło nam ból. Wspomnienia pochodzą z pamięci, a przebaczenie z głębi woli. To nie jest to samo. Zmartwychwstanie nie jest równoznaczne z zapomnieniem o męce. Chrystus zmartwychwstały nadal miał blizny, my natomiast zachowujemy w sobie blizny naszej historii; nie są one jednak znakami przytłoczenia, potępienia, ale stają się znakami uleczenia i zbawienia. Boże przebaczenie nie zasłania na zawsze naszej historii życia. Pozwala pogodzić się z własną przeszłością i zintegrować z własną teraźniejszością. Oznaką, że przebaczenie jest w nas rzeczywiście żywe, że potrafiliśmy je w sposób pełny przyjąć i ofiarować, jest to, że wspomnienie doznanej krzywdy, choć ciągle obecne, już nas nie niszczy, nie przeszkadza nam żyć.

Etapy przebaczenia:

  1. przeżycie raz jeszcze zadanego nam bólu
  2. zdrowy dystans, czas
  3. obiektywna ocena co nas zraniło: słowo, gest, wydarzenie
  4. wyzwolenie się spod władzy tego, kto nas zranił

To dla nas wszystkich bardzo dobra wiadomość, że Bóg nam przebaczył. Przy każdej naszej winie wypisał własną krwią słowa „Przebaczono – zbyt biedny by zapłacić”. Jeśli wina została już raz zmazana, nie ma takiej osoby ani instytucji, która mogłaby to cofnąć. Przebaczenie jest nieodwracalne. Bóg wymazał naszą winę ze swojej pamięci. Jeśli każdy z nas uczyni podobnie względem swoich winowajców, świat będzie piękniejszy, ludzie będą lepsi, Chrystus będzie triumfował – jeśli tylko odpuścimy naszym winowajcom na zawsze.

Panie, dziękuję ci, że choć wiele razy byłeś przeze mnie ciężko obrażany, zawsze mi przebaczałeś. Dałeś mi też wzór, jak mam postępować – wisząc na krzyżu, w ostatnich chwilach Twojego ziemskiego życia modliłeś się za swoich oprawców: „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”. Wiesz jak trudno jest mi wybaczać. Proszę Cię, mój Zbawicielu, który jesteś pełen nieskończonej dobroci, wejrzyj na mą

słabość. Proszę, aby Duch Święty przywrócił mi pamięć o osobach, wobec których noszę urazy, i otworzył me serce, bym mógł darować całe wyrządzone mi zło. Pragnę stanąć ze wszystkimi, od których kiedykolwiek doznałem krzywdy w całej historii mojego życia pod Twoim krzyżem (wspomnij te osoby, rozpoczynając od najbliższych: rodziców, rodzeństwa, męża, żony). Ty swoją miłością pokonałeś wszelką wrogość. Proszę Cię, daj mi moc, abym z serca przebaczył moim krzywdzicielom.

Powierzam Ci także tych, których ja sam w życiu skrzywdziłem (wspomnij te osoby), i proszę o łaskę, aby i oni mogli mi przebaczyć.

Uzdrów rany serc, którym świadomie lub nieświadomie zadałem cierpienie. Panie, chcę Ci oddać również ból, jaki noszę w sercu z powodu trudnych doświadczeń (śmierci bliskich mi osób, choroby, osamotnienia). Oddaje Ci żal, jaki nosiłem względem Ciebie za to, co mnie spotykało. Nie rozumiałem, że Ty przeżywasz

każde cierpienie ze mną, dając mi moc wytrwania i przeprowadzając mnie przez nie.

Dziękuję, że wybaczyłeś mi wszystkie winy, błędy, zaniedbania. Choć było ich tak wiele, wierzę, że Ty mnie nie oskarżasz, ale kochasz i przygarniasz zranionego do Siebie. Proszę, by Twoja Najdroższa Krew obmyła mnie i uwolniła od wszelkiej nienawiści, złości, żalu wobec siebie samego i innych. Pojednaj mnie, Panie,

z moimi bliźnimi. Daj mi siłę, abym pierwszy umiał wyciągnąć dłoń na znak pojednania. O Serce Jezusa pełne miłosierdzia, zawierzam Tobie i z ufnością proszę, uczyń moje serce miłosiernym, abym dostąpił Twojego miłosierdzia.  Amen.

Lipiec – miesiącem Przenajświętszej Krwi Chrystusa

Istnieje pewien kult, szczególnie w Kościele katolickim, związany z męką Jezusa Chrystusa – to kult Jego Najświętszej Krwi. To forma uczczenia ofiary Jezusa i tego, że On przelał swoją krew dla zbawienia ludzkości. Poza tym, Krew Jezusa jest obecna wśród nas dzięki Eucharystii. Możemy ją przyjmować wraz z Ciałem Chrystusa w Komunii podczas mszy świętej, pod postacią chleba i wina. W ciągu wieków Kościół powoływał wiele świąt na cześć Najświętszego Serca, jednak dopiero w XIX stuleciu ustalił jedno powszechne święto. Podczas Pierwszej Wojny Włoskiej o Niepodległość, w 1849 roku, papież Pius IX przebywał na wygnaniu w Gaecie. Razem z nim był tam również Giovanni Merlini, trzeci superior generalny sercanów. Jeszcze w czasie trwania zawieruchy wojennej Marlini zasugerował papieżowi Piusowi IX utworzenie uniwersalnego święta na cześć Najświętszej Krwi. Chodziło o to, aby błagać o niebiańską pomoc Boga, która zakończy wojnę i przywróci pokój Rzymowi. Później, 30 czerwca 1849 roku, Pius IX złożył deklarację, że zamierza ustanowić święto na cześć Najświętszej Krwi. Wojna wkrótce się skończyła, a on sam w niedługim czasie wrócił do Rzymu. 10 sierpnia papież oficjalnie ogłosił, że pierwsza niedziela lipca będzie poświęcona Przenajświętszej Krwi Jezusa Chrystusa. W późniejszym czasie papież Pius X ogłosił dzień 1 lipca jako stałą datę tego święta. Po Soborze Watykańskim II święto to zostało usunięte z kalendarza liturgicznego. Natomiast ustalono mszę wotywną ku czci Przenajświętszej Krwi.

Modlitwa ku czci Przenajświętszej Krwi

Boże, który przez Najświętszą Krew Twojego Jednorodzonego Syna odkupiłeś cały świat, zachowaj w nas działanie Twego miłosierdzia, abyśmy czcząc nieustannie misterium naszego zbawienia, mogli zasłużyć na jego dobre owoce. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który żyje i króluje w jedności z Duchem Świętym, Bóg jedyny na wieki wieków.
Panie, przyjęci do Twojego świętego stołu, z radością czerpiemy wodę ze źródeł Zbawcy: prosimy Ciebie – niech Twoja krew sprawi, że wytryśnie w nas źródło wody na życie wieczne. Amen.

 

Narodowy Dzień Pamięci o Polakach-
Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA
na ziemiach wschodnich III Rzeczypospolitej Polski
11 lipiec 2026 r.                    

  Święto przypada w rocznicę tzw. krwawej niedzieli z 11 lipca 1943 r., która stanowi symboliczne apogeum masowych mordów. W latach 1939–1946 ukraińscy nacjonaliści z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) oraz innych ukraińskich formacji nacjonalistycznych dokonali zbrodni ludobójstwa na mieszkańcach Kresów Wschodnich (województwa: wołyńskie, tarnopolskie, stanisławowskie, lwowskie, poleskie) oraz terenów dzisiejszego Podkarpacia i Lubelszczyzny. Zamordowali ponad sto tysięcy Polaków, głównie mieszkańców wsi, zniszczyli ich mienie i doprowadzili do uchodźstwa z Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej setek tysięcy Polaków. Apogeum tej zbrodni przypada na lipiec 1943 r., a symboliczną datą hekatomby Polaków z rąk ukraińskich nacjonalistów jest dzień 11 lipca 1943 r., kiedy Polacy byli mordowani w około stu miejscowościach. W świetle prawa międzynarodowego zbrodnie te jednoznacznie kwalifikuje się jako ludobójstwo. Najnowsze szacunki polskich historyków wskazują, że w latach 1939–1947 z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło nawet ponad 120 tysięcy obywateli II RP – w tym około 60 tysięcy na Wołyniu oraz co najmniej 60 tysięcy w Małopolsce Wschodniej, na Polesiu i Lubelszczyźnie.  Na skutek polskich akcji odwetowych do wiosny 1945 roku zginęło prawdopodobnie 10–12 tys. Ukraińców. Straty Kościoła rzymskokatolickiego na Kresach II RP z rąk OUN-UPA w latach 1939–1947 to ok. 200 osób (księży, zakonników i zakonnic), z rąk nacjonalistów ukraińskich zginęło też – według z pewnością niepełnych danych – 28 duchownych greckokatolickich i około 20 duchownych prawosławnych na Wołyniu. Na terenie diecezji łuckiej (województwo wołyńskie) zostało spalonych, zdewastowanych i zniszczonych ponad 50 katolickich kościołów (31 proc. wszystkich świątyń) i 25 kaplic (15 proc.). W wyniku działań UPA ok. 70 proc. parafii (ze 166 istniejących) przestało istnieć. W tej liczbie zostały zniszczone wszystkie parafie wiejskie (kościoły, kaplice i plebanie). Z około 2500 miejscowości, w których w 1939 r. mieszkali w woj. wołyńskim Polacy, w wyniku działań OUN-UPA ok. 1500 przestało istnieć (zostało spalonych, zniszczonych). Męczeńska śmierć kilkudziesięciu tysięcy Polaków na Wołyniu na dzień dzisiejszy jest upamiętniona krzyżem (rzadziej pomnikiem i nie zawsze na mogile) w niespełna 150 miejscowościach. Do dnia dzisiejszego w około 1350 miejscowościach na Wołyniu, gdzie zginęli Polacy z rąk OUN-UPA, nie ma znaku krzyża na mogile i nie ma w większości mogił Polaków.


WYDARZENIA TYGODNIA W KOŚCIELE PARAFIALNYM

 

Ewangelizacja w Beskidach – Stożek Wielki
11 lipca 2026

W ramach 14. edycji „Ewangelizacji w Beskidach”, w sobotę  11 lipca 2026 roku. Spotkanie ze św. Teresą od Dzieciątka Jezus na Stożku Wielkim,

Organizator wydarzenia jest Fundacja „Rodzina w Służbie Człowieka”, działająca przy franciszkańskim sanktuarium Matki Bożej w Rychwałdzie, wraz we współpracy z Diakonią Ewangelizacyjną Wspólnoty Talitha Kum zapraszają pielgrzymów z diecezji bielsko-żywieckiej, archidiecezji katowickiej i krakowskiej, a także gości z zagranicy. Modlitwą i głoszonym na górskim szczycie słowem Bożym ubogacają kościół który rozwija się w sercu uczestników a przez nich w sercach rodzin i kościoła lokalnego.

 

Posługa sakramentalna w parafii

Środa – nieustająca nowenna do Matki Bożej Nieustającej Pomocy (g. 18.00)

czwartek – nowenna do Chrystusa Króla (g. 18.00)

II sobota miesiąca – nabożeństwo do Matki Bożej Bolesnej i spotkanie ADŚ (g.17.30)

 

Posługa duszpasterska w parafii

Kancelaria parafialna (czas wakacji)

* g. 18.30 – 19.30 poniedziałek, środa, piątek( oprócz I piątku miesiąca)
* sprawy ważne( organizacja pogrzebu, wezwanie do chorego) o każdej porze tel. 33 86130 13 lub 601 619 963


PATRON TYGODNIA

Bł. Maria Teresa Ledóchowska – specjalistka od robienia wiele z niczego
– 6 lipiec

Nie ruszając się z Europy, zmieniła na lepsze konkretny kawał Afryki. Pokazała, że zamiast siedzieć i narzekać, warto wziąć się z przekonaniem do roboty. Powtarzała, że Bóg nie zna białego czy czarnego, tylko zna bliźniego. Pan Bóg nie potrzebuje Polski do pracy misyjnej i potrafi sobie wzbudzić inne narody, które to zadanie spełnią. Nie Bóg nas potrzebuje i nie misje, ale to my potrzebujemy Boga i misji.
Pochodziła z hrabiowskiej rodziny, która po klęskach narodowych powstań XIX wieku osiadła w Galicji pod władzą cesarza austriackiego, początkowo próbowała się odnaleźć w charakterze damy dworu, o mało nie umarła przy tym jednak z nudów. Czuła, że woła ją świat prawdziwych ludzi i problemów. Gdy odwiedziły ja pracujące w Afryce zakonnice, misjonarki rzuciła dworskie życie i oddała się bez reszty pracy na rzecz mieszkańców Afryki. Wiedziała, że umie pisać (biegle, w kilku językach, jej pierwszym językiem był niemiecki). Pisała więc teksty publicystyczne, ale też sztuki i nowele. Założyła pismo poświęcone misjom, wydawane w kilku językach. Stała się symbolem walki o prawa mieszkańców Afryki (nazywano ją nawet „Matką Afryki”), mimo że nigdy nie postawiła stopy na tym kontynencie. Wychodziła z założenia, że gdyby wyjechała, stałaby się jedną z potrzebujących wsparcia misjonarek, a tak – przy jej kontaktach i talentach –działając na zapleczu, zorganizowała jak najszerszą pomoc dla misji. Wysyła do Afryki pieniądze, sprzęty, leki, książki, funduje szkoły, ambulatoria, drogi. Zmarła 6 lipca 1922 r. w wieku 59 lat na zapalenie jelit. Beatyfikował ją Paweł VI w 1975 r. Jest przykładem od robienia czegoś z prawie niczego. Pokazuje, że zamiast siedzieć i narzekać, że nic się nie może, warto wziąć się z przekonaniem do roboty.

św. Jan z Dukli – nie posiadał nic prócz Boga
– 8 lipca.

Jan pochodził z mieszczańskiej rodziny zamieszkałej w Dukli niedaleko Krosna, w pobliżu granicy węgierskiej. Z domu rodzicielskiego wyniósł zalążki cnót i zapał do nauki potrzebny do podjęcia edukacji w miejscowych szkołach i na Akademii Krakowskiej. W czasach żakowskich miał za kompanów dwóch późniejszych świętych – Jana Kantego i Szymona z Lipnicy, dzięki którym łatwiej mu było wkroczyć na drogę doskonalszego żywota i uniknąć złudnych ponęt światowych. Po studiach powrócił do rodzinnego miasta, a nie widząc przed sobą jasno wytyczonej drogi, postanowił rozeznać wolę Bożą w pustelniczym odosobnieniu. Zamieszkał na kilka lat w skromnej chatce albo jaskini w lesie pod górą Cergową. Zbudował tam kapliczkę ku czci Matki Bożej i surową ascezą umartwił w sobie resztki ziemskich przywiązań, hamujących ducha przed wstąpieniem na ciernistą, ale najpewniejszą drogę zbawienia. W końcu zdecydował o wstąpieniu do zakonu i nie zwlekając, skierował swe kroki ku konwentowi franciszkanów w Krośnie. Jan zasłynął jako kaznodzieja i dobry przewodnik dusz odnajdujących Boże miłosierdzie i radę w konfesjonale, a także jako troskliwy zarządca powierzonych mu wspólnot. W roku 1463 postanowił zrzec się wysokiego stanowiska i dołączył do ojców bernardynów. Do jego grobu pielgrzymowali królowie Jan Kazimierz i Jan III Sobieski, a także hetmani Stanisław Żółkiewski i Jan Zamoyski, a lud lwowski zachował go w pamięci jako pogromcę zdradzieckich Rusinów i dzikich hord tatarskich. Patrona polskiego rycerstwa beatyfikował w roku 1733 Klemens XII, zaś w poczet świętych został policzony dopiero w roku 1997 przez Jana Pawła II.

św. Benedykt – Ojciec Europy
– 11 lipiec

Benedykt żył w VI wieku po Chrystusie, gdy Europa pogrążona była w kryzysie. To działalności św. Benedykta z Nursji – Europa zawdzięcza swój późniejszy kształt kulturowy i duchowy. Stworzenie „Reguły”, czyli zbioru przepisów życia monastycznego przyczyniło się do powstania ponad stu różnych zakonów. Benedyktyni zakładali swoje klasztory w całej Europie, ucząc lokalną ludność rolnictwa, melioracji gruntu, hodowli ryb i pszczół, rzemiosła, budując kościoły, drogi i mosty, bijąc monety, organizując targowiska i życie całych społeczności. Benedykt urodził się ok. roku 480 i miał siostrę bliźniczkę Scholastykę.  Została ona później założycielką żeńskiej gałęzi zakonu benedyktynów i podobnie jak on świętą Kościoła Katolickiego. Młodego Benedykta pociągało powołanie do życia pustelniczego. Wkrótce zaczęli do niego dołączać inni bracia. Utworzył więc 12 wspólnot, z których  każda składała się z 12 uczniów. Na czele takiej wspólnoty stał przełożony, podległy Benedyktowi. Benedykt ułożył regułę, która miała unormować życie wspólnoty zakonnej.

Myśl Benedykta opierała się na dwóch filarach – na modlitwie i pracy. Jego Reguła odrzucała niewolnictwo. Mówił: „ora et labora”, czyli „módl się i pracuj”. Zalecał braciom, by pracowali. „Lenistwo jest wrogiem duszy. Dlatego też bracia powinni w pewnych godzinach zajmować się pracą ręczną, a w innych Bożym czytaniem”. Benedykt duży nacisk kładł na liturgię. Ze szczególną pieczołowitością strzegł kultu liturgicznego, co pozostało do dzisiaj dziedzictwem zakonów benedyktyńskich. Poważną część dnia zakonnika przeznaczył na „lectio divina” – czytanie Pisma św. Ważnym punktem było wprowadzenie stałości miejsca, czyli zobowiązanie mnichów do pozostawania w jednym klasztorze aż do śmierci. Benedyktyni w swojej misji ewangelizacyjnej dotarli do wielu krajów Europy i przyczynili się do rozwoju. Uczyli uprawy ziemi i melioracji, rybołówstwa i pszczelarstwa. Wznosili kościoły, drogi i mosty, Zakładali liczne szkoły, w których uczyli łaciny, prowadzili studia nad Pismem Św. Przy szkołach tworzyli biblioteki. Jednym z głównych obowiązków benedyktynów zanim wynaleziono druk było kopiowanie ksiąg. Najpierw były to dzieła religijne, ale z biegiem czasu także utwory świeckie. Ich wynalazkiem jest pismo zwane „minuskułą”. Ze względu na czytelność wyparło pismo gotyckie i stało się wzorem dla stosowanego dzisiaj do dzisiaj pisma drukarskiego. Do Polski benedyktyni przybyli wraz ze św. Wojciechem już w  997. W 1964 roku, Ojciec Święty Paweł VI ogłosił św. Benedykta głównym patronem Europy.


Opowiadania dla ducha

 Objaw mi, proszę, prywatne i osobiste grzechy mojego biskupa

 

Pewna kobieta utrzymywała, że ukazał jej się Bóg. Poszła zatem poradzić się do swojego biskupa. Dobry biskup powiedział jej:

– Droga pani, być może pani wierzy w iluzję! Musi pani zrozumieć, że jestem biskupem diecezji i mam możliwość oceny, czy te wizje są prawdziwe, czy fałszywe.

– Oczywiście, Ekscelencjo.

– Taka jest moja odpowiedzialność i mój obowiązek.

– Wiem, Ekscelencjo.

– Zatem, droga pani, zrobi pani tak, jak przykażę.

– Zrobię, Ekscelencjo.

– Gdy następnym razem Bóg się pani objawi, jak to pani utrzymuje, podda Go pani próbie, aby wiedzieć, czy jest to naprawdę Bóg.

– Dobrze Ekscelencjo. A jaka to próba?

– Powie pani do Boga: „Objaw mi, proszę, prywatne i osobiste grzechy mojego biskupa”. Jeśli to naprawdę Bóg się pani objawia, wówczas wyjawi moje grzechy. Po tym wróci pani tutaj i powie mi, co powiedział; do mnie, i do nikogo innego. Zgoda?

– Tak właśnie zrobię, Ekscelencjo.

Miesiąc później kobieta poprosiła o przyjęcie przez biskupa, który zapytał ją:

– Objawił się pani na nowo Bóg?

– Wierzę, że tak, Ekscelencjo.

– Zapytała Go pani tak, jak jej przykazałem?

– Oczywiście Ekscelencjo!

– I co pani Bóg odpowiedział?

– Powiedział do mnie: „Powiedz biskupowi, że Ja już zapomniałem jego grzechy”.

 Bruno Ferrero